Posted on: 6 listopada 2017 Posted by: Joanna Rózga Comments: 0

Kilka dni po Święcie Zmarłych w Kawiarence „TP” podjęliśmy trudny temat śmierci. Spotkanie pod tytułem „Pamięć i śmierć” poprowadziły psychoterapeutka Iza Łukasiuk i położna Joanna Markowska.

„Śmierć fizyczna nas unicestwia, ale idea śmierci nas zbawia”. Dotknięcie sytuacji granicznej (śmierć bliskiej osoby, ciężka choroba, wypadek) sprawia, że zaczynamy żyć mocniej, dojrzalej, uważniej, bardziej świadomie. Poczucie zbliżającego się końca prowadzi nas do życia, do tego, co ważne tu i teraz. To niezwykły drogowskaz. Dlaczego jednak tak niechętnie rozmawiamy o śmierci? Dlatego, że śmierć wiąże się z utratą kontroli, brak wpływu na to, co się z nami stanie. Budzi bezsilność, ta z kolei uruchamia silny lęk. To lęk, z którym trudno sobie poradzić, właśnie dlatego, że nie dotyczy czegoś konkretnego, czegoś co znamy. Paradoksalnie często zamieniamy go jednak w lęk przed czymś konkretnym – przed brudem, nieporządkiem, pająkami, otwartą przestrzenią. Tak określony lęk łatwiej znieść, można coś z nim zrobić.

Czy można się przygotować na śmierć? W gruncie rzeczy nie, ale można złagodzić lęk jaki jej towarzyszy, między innymi poprzez rozmawianie o śmierci, styka nie się z nią, podjęcie kontroli na to, na co jeszcze mamy wpływ w naszym życiu. Mówi się, że dobre życie pomaga oswoić śmierć, poczucie, że wykorzystało się swój czas, daje ukojenie i spokój.

Ukojenie niesie również pamięć – rozmowy o zmarłych, przywoływanie historii z ich życia. Pamięć pozwala nam nie tylko zapomnieć, ale też nas samych osadzić w tym świecie. Staje się narzędziem budowania własnej tożsamości, poczucia przynależności.

Coraz częściej staramy się odtwarzać źródła naszego pochodzenia, budujemy drzewa genealogiczne, przeglądamy się w portretach odległych kuzynów, rozpoznając w nich swoje rysy. Z psychologicznego punktu widzenia ważne jest zobaczenie swojej rodziny nie tylko przez pryzmat historycznych dat, ale również rodzinnych relacji i zależności. Taki obraz daje genogram, w którym możemy zobaczyć, jaki co przekazują nam przodkowie, jakie przekonania, jakie wartości, jakie zależności. Warto się nad tym pochylić i tam gdzie to niszczące, przerwać schemat powtarzany przez pokolenia.

Ze śmiercią nieodłącznie wiąże się czas żałoby, który w dzisiejszym zabieganym świecie nam umyka. Tymczasem strata potrzebuje w nas wybrzmieć, potrzebuje czasu, by ją zaakceptować. Mówi się o czterech etapach żałoby:

  1. okres zaprzeczenia, kiedy nie dopuszczamy do siebie myśli o czyjejś śmierci,
  2. okres buntu, kiedy złość za zaistniałą sytuacje kierujemy na siebie lub na innych lub na Boga, a przy tym jesteśmy źli, że inni mogą się cieszyć szczęściem, a my już nie
  3. okres depresji, kiedy przepełnia nas smutek, żal i rozpacz, nic nas nie cieszy, nic nie ma sensu, czujemy się osamotnieni i nierozumiani przez innych.
  4. okres akceptacji, kiedy Powoli odzyskujemy aktywność oraz zainteresowanie życiem towarzyskim, rodzinnym, zawodowym. Nie rzadko podejmujemy nowe role i zadania życiowe. Temat straty nie wywołuje już w nas bólu. Czujemy się pogodzeni ze śmiercią bliskiej osoby.

Każdy z tych etapów u każdego przebiega i trwa inaczej. Ważne, żeby w tym trudnym czasie mieć wsparcie najbliższych, wystarczy sama obecność.

Mówiąc o śmierci nie mogliśmy pominąć tematu samobójstwa. Ewa Bytniewska, z Fundacji „Nagle sami”, która pomaga osobom po stracie bliskich, przedstawiła nam statystyki – ponad 95% samobójstw popełniają osoby chore na depresję. Cierpienie, jakiego doznają, przeważa ich radość życia, śmierć wydaje się wybawieniem. Ta strata jest szczególnie bolesna dla rodziny – poczucie winy potęguje środowisko, które nawet w niemy sposób obwinia żyjących za samobójczą śmierć najbliższych.

Perspektywa śmierci powinna nieustannie kierować nas ku życiu. Nie czekajmy z ważnymi pytaniami, rozmowami, bądźmy uważni na bliskich tu i teraz. Potem może być już za późno…

 

Izabela Łukasiuk

comments

Leave a Comment