Posted on: 7 stycznia 2014 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 1

tu-i-teraz600

Nie zgadzam się z ks. Adamem Bonieckim, który w tekście „Duchowy testament Turowicza” („Tygodnik Powszechny” nr 1, 5 stycznia 2014, s. 2) stwierdza, że trzy tomowy wybór pism Jerzego Turowicza, przygotowany przez Annę Mateję (Universitas, Kraków 2013), jest ważniejszy i potrzebniejszy niż powstająca biografia Naczelnego. A nawet, że ten wybór to swoista autobiografia. Przygoda życia zawsze jest najprawdziwszym sprawdzianem autentyczności tego, co się mówi albo głosi. A przygoda ulicy Wiślnej 12, czyli miejsca redakcji w jej kolejnych rozdziałach od 1945 roku, jest jednym z bezcennych świadectw nie tylko o Naczelnym, lecz o wszystkich, których gromadził wokół siebie. Wiem, że nie zdołam do tego przekonać ludzi młodszych ode mnie o pół wieku albo i więcej, którzy nawet nie tęsknią za jakimkolwiek sięganiem po wspomnienia o świecie i czasie, tak dla nich mało albo wcale nierozumianym. Ale nie dotyczy to przecież długoletnich współpracowników i przyjaciół, jak redaktor-senior „Tygodnika Powszechnego”…

Może to tylko moje marzenie i wcale nie musi być zrealizowane, ale wciąż czekam na książkę o „Tygodniku”, który sama wspominam, a w niej o otwartych drzwiach do gabinetu Naczelnego, o czym pisałam zresztą w jednym ze wspomnień. W tamtym „Tygodniku” przy każdym biurku pracowali ludzie, których on wybrał, i z którymi „Tygodnik” urzeczywistnił, a którzy zdają się dzisiaj zacierać w pamięci. I kiedy co roku na mszy zaduszkowej za kolegów czytane są ich nazwiska, to w dosyć pustej (!) przestrzeni kościoła brzmią one jak wskrzeszanie obecności Tola Gołubiewa, Stacha Stommy, Ireny Sławińskiej, Czesława Zgorzelskiego, ale także Jurka Kołątaja dosłownie poległego na posterunku, bo śmiertelnego ataku serca doznał w redakcji, przy tablicy, na której rozrysowywał kolejny numer pisma. I Tadzia Żychiewicza, który dotąd nie ma nawet portretu literackiego czy fotograficznego, a był z ducha Jerzego, chociaż na pozór kompletnie od niego różny. I jeszcze tylu innych. Więc czekam na biografię jako jeszcze ważniejszą, niż świetny wybór pism, i nie tracę nadziei, że się ukaże, choćbym ja już nie mogła jej przeczytać.

PS. Oczywiście pamiętam o książce „Krąg Turowicza. Tygodnik, czasy, ludzie. 1945–1999” (Fundacja „Świat Ma Sens”, Kraków–Limanowa 2012), napisanej przez Joannę Podsadecką i dwóch redaktorów średniego pokolenia, dawniej pracujących w „Tygodniku Powszechnym”: Witolda Beresia i Krzysztofa Burnetkę. Jest ona arcyciekawa i pełna szczegółów, ale na biografię też musi być miejsce.

comments

1 people reacted on this

  1. I ja nie zgadzam się ze sobą i podzielam przekonanie, o ważności bografii. „Pisma wybrane” odczytuję jako biografię duchową JT i znużony oczekiwaniem na przygotowywaną od wielu lat biografię sensu stricto tak się ucieszyłem, że niecom przesadził. Zgoda.
    x Adam Boniecki

Leave a Comment