Posted on: 17 stycznia 2010 Posted by: Filip Biały Comments: 0

Tadeusz Różewicz żyje. Od ustalenia tego, niekoniecznie wszystkim znanego faktu, rozpoczęła się „Lekcja czytania” w poznańskim XXV LO. Spotkanie poświęcone wierszowi „Walentynki (poemat z końca XX wieku)” poprowadził ze swadą prof. Piotr Śliwiński z Wydziału Filologii UAM.

„Walentynki” Różewicza (z wydanego w 1996 roku tomu „Zawsze fragment”) to wiersz wielojęzyczny, którego podmiot liryczny mówi głosem przedstawicieli współczesnego świata. A świat ten jest pełen obłudy i przemocy, zaś język używany do jego opisu – pusty, nic nieznaczący, bo płynący nie z głębi, nie z namysłu, a podyktowany przez kulturę masową.

Ale „Walentynki” to nie tylko krytyka świata skomercjalizowanego, który – jak zauważali uczniowie – podsuwa ludziom gotowe schematy zachowań. To krytyka niezwykle groźnej bezmyślności, o której, jako przyczynie największej zbrodni w dziejach świata pisał w „Nowoczesności i Zagładzie” przywoływany przez profesora Śliwińskiego Zygmunt Bauman.

Poznańskie spotkanie z licealistami to kolejne udane wydarzenie w ramach akcji „Tygodnika Powszechnego”. I nie chodzi przecież o to, by uczestniczący w „Lekcjach…” uczniowie zapragnęli zostać polonistami (choć obserwując prof. Śliwińskiego nie sposób oprzeć się wrażeniu, że jest to jeden z najwspanialszych zawodów świata), ale by chcieli zastanowić się i zrozumieć otaczającą ich rzeczywistość, do której klucz jakże często dzierży wielka literatura.

Pamiętać jednocześnie trzeba, że przeprowadzana wspólnie interpretacja wiersza niesie niebezpieczeństwo dokonywania wiążącej wykładni tego, „co poeta miał na myśli”. To zaś najkrótsza droga do zabicia kreatywności, którą indywidualny czytelnik-interpretator winien wykazać się, jako współtwórca tekstu (jak chcieli niegdyś – i chyba słusznie – poststrukturaliści). I tak jak nie ma wobec tego interpretacji lepszych i gorszych, tak mówić można o tych, których kontekst jest szerszy lub węższy. A ten przecież wyznaczany jest przez ogólną erudycję, oczytanie i inteligencję, pozwalającą spostrzegać relacje pomiędzy różnymi tekstami kultury.

Stąd też rola nauczyciela – zwłaszcza takiego, jakim na nieco ponad godzinę stał się dla poznańskich licealistów profesor Śliwiński – wymaga nie tylko niesamowitej erudycji, ale i umiejętności wejścia w dialog: wskazania kierunku, ale przede wszystkim pobudzenia intelektu ucznia, wykazania się szacunkiem dla jego uwag i przemyśleń. Nie trzeba dodawać, że profesor rolę swoją odegrał perfekcyjnie.

Ale może wystarczy po prostu wiara w siłę wielkiej literatury? Taką wiarą wykazał się profesor Śliwiński, stwierdzając iż w jednym nie ma wątpliwości: uczniom, wypisującym za kilka tygodni walentynkową kartkę, na wspomnienie wiersza Różewicza na pewno zadrży ręka…

comments

Leave a Comment