Posted on: 3 sierpnia 2014 Posted by: ks. Bartek Rajewski Comments: 0

bartek_rajewskiXVIII Niedziela Zwykła
(Mt 14,13-21)
Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd w łodzi na miejsce pustynne, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych. A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: Miejsce to jest puste i pora już spóźniona. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności! Lecz Jezus im odpowiedział: Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść! Odpowiedzieli Mu: Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb. On rzekł: Przynieście Mi je tutaj! Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, i zebrano z tego, co pozostało, dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.

 

Wielkimi krokami zbliża się dzień, w którym spakuję swój skromny dobytek i opuszczę wspólnotę parafialną, w której i dla której żyłem przez ostatnie dwa lata. Na londyńskiej Devonii zostawiłem, podobnie jak niegdyś w Kłecku a później w Miłosławiu, niemałą cząstkę samego siebie. Za miesiąc znajdę się w całkowicie nowej sytuacji egzystencjalnej, inne będzie moje życie, inna, tzn. większa odpowiedzialność; będę musiał stawić czoła niemałym wyzwaniom. Cieszę się, że po zaledwie trzech latach kapłaństwa, moi przełożeni obdarzyli mnie ogromnym zaufaniem, powierzając mi samodzielne prowadzenie i zarządzanie parafią. Różne są opinie na temat wspólnoty, której będę proboszczem. Jest wiele pozytywnych, jak ta np., że jest to parafia prestiżowa, o bogatej historii. Są też tacy, którzy twierdzą, że jej najświetniejsze lata już przeminęły, a obecnie nie można nic zrobić, aby ożywić tam duszpasterstwo, sprawić by była to jeszcze żywsza wspólnota, która stanie się centrum nie tylko życia religijnego studentów, ale także wyjątkowym miejscem dialogu, życia kulturalnego i intelektualnego, a także swoistym dziedzińcem pogan. Wielu ludziom (co ciekawe – tylko duchownym) wydaje się to nieprawdopodobne.

Piszę o tym dlatego, że w tym właśnie kontekście odczytuję Słowo, które daje nam Kościół w te kolejną wakacyjną niedzielę. Bóg uświadamia nam dzisiaj, że z Nim możliwe jest wszystko, nawet to, co nieprawdopodobne, jak nakarmienie nieprzebranej rzeszy głodnych ludzi przy pomocy pięciu chlebów i dwóch ryb.

Bóg zawsze przychodzi nam z pomocą, a dzisiaj kolejny raz nas o tym zapewnia. Bo czyż np. pożywienie, które jest dla nas czymś zwyczajnym, chociaż pochodzi z pracy naszych rąk, nie jest darem samego Boga? On potrafi zaspokoić nasz głód. Nie tylko fizyczny. O wiele częściej, bowiem, doskwierają nam nasze głody egzystencjalne, głody duchowe, nasze braki, a psychologowie powiedzieliby – deficyty: głód odnalezienia sensu życia, głód człowieczeństwa i życia wiecznego, głód miłości, głód wiary, głód zaufania, wierności, przyjaźni itd. Bóg może zaspokoić te głody tak, jak to zapowiedział prorok Izajasz w dzisiejszym pierwszym czytaniu: „bez pieniędzy, karmiąc nas zawsze dobrym pokarmem” (por. Iz 55,2). Zapytamy: w jaki sposób? Jego Słowo, liturgia (Sakramenty) i wspólnota (Kościół) – to źródła owej ożywczej wody, o której również wspomina Izajasz: „Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy!” (Iz 55,1).

Bóg zaspokaja głody duchowe, ale już naszą troską i odpowiedzialnością jest zaspokajać głody materialne. Trwając przy Bogu, ufni w działanie Jego łaski, mamy zająć się zaspokajaniem pozostałych potrzeb, które doskwierają nam samym i innym ludziom. Apostołowie od tej odpowiedzialności próbowali uciec, sugerując czy nawet nakazując Jezusowi odprawienie głodnego tłumu (por. Mt 14,15). Tymczasem dla Boga nie ma nic niemożliwego.

Bóg nie rozwiąże problemu głodujących dzieci w Afryce, nie uleczy zarażonych wirusem Ebola, nie wprowadzi pokoju w Swojej Świętej Ziemi czy na Ukrainie, nie da pracy wszystkim bezrobotnym Polakom w Londynie, w końcu nie ożywi tej czy innej wspólnoty parafialnej. On od tego ma nas. Współpracując z Bogiem jesteśmy w stanie rozwiązać nawet największe trudności. Nawet takie, których rozwiązanie wydaje się nieprawdopodobne. W dzisiejszym Słowie to nam właśnie uświadamia!  Jako ludzkość coraz bardziej od Boga się oddalamy, tym samym nie potrafimy zaradzić tak wielu problemom, które dotykają świat.

Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? – pyta św. Paweł w Liście do Rzymian, który dzisiaj także rozważamy (por. Rz 8,35). Dalej odpowiada, że nikt, ani nic nie jest w stanie nas od tej miłości odłączyć (por. Rz 8,37-39). Nikt nas nie pozbawi Bożej miłości. Są jednak ludzie, którzy swoim narzekaniem, biadoleniem, malkontenctwem i krytykanctwem mogą osłabiać nasze zaufanie do Boga, wzbudzać niepokój i lęk, tym samym zabijając w nas miłość do Niego. Takich się wystrzegajmy.

Osobiście wielokrotnie doświadczyłem, że Bóg potrafi dokonywać cudów, a więc rzeczy nieprawdopodobnych. Nigdy się na Nim nie zawiodłem. Nigdy! Warunkiem jest moja współpraca z Nim i bezwzględne zaufanie. Bóg już teraz błogosławi. Posyła bowiem ludzi, którzy chcą wspólnie działać dla rozwoju wspólnoty, w której od września będę duszpasterzem. Czasem są to spotkania nieprawdopodobne, jak np. to z pastorem luterańskim, czy żydowskim rabinem, które miałem okazję przeżyć w minionym tygodniu. Musimy bardziej słuchać Boga: „Słuchajcie Mnie, a jeść będziecie przysmaki i dusza wasza zakosztuje tłustych potraw. Nakłońcie wasze ucho i przyjdźcie do Mnie, posłuchajcie Mnie, a dusza wasza żyć będzie” (Iz 55,2b-3). Słuchajmy Boga, bo ze słuchania rodzi się wiara. Także wiara w to, że z Nim możemy dokonywać rzeczy cudownych!

comments

Leave a Comment