Posted on: 28 maja 2018 Posted by: Paweł Stachowiak Comments: 0

Przeczytałem „Stommizm” Radosława Ptaszyńskiego, biografię polityczną Stanisława Stommy. Zrazu tytuł mi się nie spodobał. Marksizm, leninizm… stommizm; rzeczowniki z końcówką –izm kojarzą mi się z systemami przekonań aspirującymi do tego aby być całościową wizją świata i człowieka. Czy Stanisław Stomma był autorem takiego systemu? Oczywiście nie! Jego koncepcje nie tworzą żadnej wizji, którą można byłoby uznać za systemową, mają raczej charakter doraźny, zakorzenione są w określonej epoce, nie aspirują do tego aby być uniwersalnym systemem przekonań.

Stomma chciał, aby utrzymać katolicką wrażliwość, kulturę, język, wartości zakorzenione w wierze chrześcijańskiej, w warunkach komunistycznej dyktatury, która odrzucała jakiekolwiek więzi z chrześcijaństwem i dążyła do ateizacji społeczeństwa. Jego poglądy miały charakter raczej reaktywny, były próbą odnalezienia się w rzeczywistości wrogiej katolicyzmowi, bez tworzenia nowej, oryginalnej opcji ideowej. Dlatego miałem wątpliwości wobec pojęcia „stommizm”, nie mamy tu bowiem do czynienia z całościowym systemem ideowym, ale jedynie z reaktywną postawą, określona poprzez kontekst doraźnej sytuacji politycznej.

„Mądrość etapu”, powiadał Stanisław Stomma definiując w ten sposób swoją postawę wobec aktualnych zamiarów i działań władz Polski ludowej. Chciał w ten sposób podkreślić, iż komunistyczny system w PRL ewoluuje i racjonalna taktyka katolików powinna ową zmienność uwzględniać. Nienaruszalne imponderabilia należy odróżnić od tego co ważne, ale nie zasadnicze. Pozostając przy aksjomatach, od których odstąpić nie można, da się przecież stworzyć przestrzeń, w której katolicy będą w stanie się pomieścić zachowując swe przekonania. Stomma sądził, że warto pójść na daleko idący kompromis z komunistyczną władzą, wejść w jej struktury, dać jej legitymację, jeśli tylko pozwoli ona na ograniczoną swobodę wiary i kultu oraz utrzymanie minimum swobód w sferze kultury. Na każdym etapie ewolucji systemu trzeba umieć się dostosować, nie tworzyć aury niezłomnej i niezmiennej czystości ideowej, ale zachować „mądrość etapu”, zmienną w zależności od uwarunkowań chwili. Inaczej za Bieruta, inaczej za Gomułki, inaczej za Gierka. Elastycznie w kwestiach doraźnych, twardo w kwestiach zasadniczych.

Tu jest istota „stommizmu” powodująca, iż po zakończeniu lektury książki Ptaszyńskiego przestałem się wzdragać przed używaniem tego pojęcia. „Stommizm” to nie tylko przejaw odniesienia katolików do systemu narzucanego Polsce po 1944 r., to coś daleko bardziej uniwersalnego. Określa on kształt postawy ludzi myślących, wrażliwych i niepodatnych na totalitarne „ukąszenia”. Trzeba być realistą, wykorzystywać szanse, które daje chwila, ustępować, niekiedy rezygnować z jednoznacznego wyrażania swych poglądów, jeśli tylko umożliwi to dotarcie ze swymi poglądami do najszerszej grupy odbiorców. „Stommizm” to nie jest rezygnacja z odzyskania suwerenności, zrzucenia komunistycznej dominacji, to realistyczne dążenie do utrzymania tego, co najważniejsze: wrażliwości, kultury, języka, wiary, bez których odbudowa niepodległej państwowości nie będzie możliwa. Jest to postawa daleka od maksymalizmu „żołnierzy wyklętych”, nie neguje ona realności istnienia PRL, dopuszcza wchodzenie w jego struktury, uznaje, że jest ona ułomnym, ale realnym wcieleniem polskiej państwowości.

Dziś taka postawa nie jest zbyt popularna. Współczesna polityka historyczna odwołuje się raczej do postaci „niezłomnych”, „wyklętych” bohaterów odrzucających jakiekolwiek kompromisy i kalkulacje. To oni mają zaludnić pamięć i wyobraźnię młodych i – jak się wydaje – zaludniają. Postaci takie jak Stomma, dalekie od politycznego romantyzmu, bliższe duchowi margrabiego Wielopolskiego niż Romualda Traugutta, nie mają żadnych szans aby zostać bohaterami wyobraźni mas. Tym ważniejsza praca historyków idei, takich jak Radosław Ptaszyński, tym ważniejsze również działania środowisk takich jak Kluby „Tygodnika”. Stanisław Stomma jest uosobieniem wysokiego poziomu kultury politycznej, człowiekiem umiaru, rozsądku i głębokiej wiary, takiej, która nie skłania do daremnych i kosztownych wysiłków, ale pragnie przede wszystkim zachować „substancję” narodu, państwa, kultury, języka. Słyszymy dziś często, że to „wyklęci” przyczynili się do odrodzenia niepodległej Rzeczpospolitej. Trudno tego nie uznać, ale jednocześnie zapomina się o tym, że ludzie tacy jak Stomma też mieli swój udział w sukcesie, który stał się naszym udziałem w 1989 r. Dlatego warto badać ich biografie, publikować, organizować spotkania i debaty im poświęcone, edukować młodzież, pokazując alternatywne formy patriotyzmu, nie mniej wartościowe niż te wywodzące się z ducha romantyczno–straceńczej irredenty.

Książka Radosława Ptaszyńskiego dostarcza ogromną ilość materiału dla rozmaitych działań popularyzatorskich, choć sama jest raczej skierowana do osób zainteresowanych problematyką myśli politycznej. Może warto byłoby, aby na jej kanwie powstała biografia bardziej popularna, zwięzła, adresowana do szerszego grona odbiorców, mocniej akcentująca aktualność filozofii politycznej Stanisława Stommy tu i teraz.

Radosław Ptaszyński
Stommizm. Biografia polityczna Stanisława Stommy
Oprawa: twarda
Liczba stron: 704
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2018

comments

Leave a Comment