Posted on: 16 lutego 2016 Posted by: Aleksandra Francuz Comments: 0

Cobra_Verde_posterKino nie musi niweczyć tworzywa, z którego powstało, tzn. metafory, tego szczególnego spiętrzenia obrazów: dali – zbliżenia, panoramy – szczegółu, chłodu i żaru ideowego, pierwszo-i drugoplanowych wizji, umiejscowionych w konkrecie i wykraczającym poza to kadrowanie wyczuleniu na coś, co osadzone nie tu, nie w filmowej scenerii,  ale w odbiciach życia mojego, twojego, naszego.

Werner Herzog, kinowy samouk, mistrz ascetycznych zdań ujmuje świat filmu „Cobra Verde” w trójmotyw: pana, niewolnika, pustki. W poetyckiej frazie, stylizowanej na homerową narrację, która toczy się przy wtórze ludowej przygrywki, balladowego zaśpiewu słowa płyną, rozbijają się i tłuką o ziemię i o serce zmarszczone posuchą. Takie słowa:

„Ta opowieść nie jest za darmo.
Moi Drodzy Państwo, rzućcie parę groszy,
a usłyszycie balladę o Francisco Manoel,
bandycie, co zwał się Cobra Verde,
najuboższym z ubogich,
panu niewolników,
który został wicekrólem,
największym z samotników.
Matka Francisco Manoel’s mówi:
Francisco, wszystko boli mnie.
Matka Francisco Manoel’s żali się:
Francisco, życia już mi niewiele: jedź.
11 lat suszy, piętrzą się skały. Ziemia wysycha, zło przejęło władzę.
Umieram. Siedź spokojnie, buława się zerwie
w melancholii.
Francisco, bądź spokojny,
i woda, i ziemia, i słońce są chore.
Francisco, idź naprzód, na niebie jest znak.
Nie patrz za siebie. Za morzem nie tęsknij.
Los jedną miłość może tylko dać
i przyjaźń jedną.
Ziemia pusta jest.”

comments

Leave a Comment