Posted on: 7 maja 2013 Posted by: ks. Bartek Rajewski Comments: 0

Zaintrygowany głównym tematem wczorajszego wydania, wirtualną drogą nabyłem najnowszy numer Tygodnika Powszechnego. Przeczytałem i jestem rozczarowany. Po moim ulubionym katolickim piśmie społeczno-kulturalnym spodziewałem się bardziej wnikliwego i odkrywczego potraktowania tematu. Jeszcze bardziej zgubny i niewłaściwy jest tytuł artykuły – „Raport o polskich seminariach”. Nie jest to bowiem żaden raport, ale zaprezentowanie kilku faktów z życia kilku kleryków z kilku (3) seminariów.
Nie dowiedziałem się nic, czego bym nie wiedział, tzn. nic, co by nie było prezentowane w oficjalnie prezentowanym obrazie formacji seminaryjnej.

Z „raportu” wynika, że wszystko jest bardzo dobrze i nic nie trzeba zmieniać. Okrągłymi słowami i wzniosłymi hasłami potwierdzają to elokwentni alumni, którzy swoje prawdziwe opinie zachowali na spotkania ze „współbraćmi” przy kawie i herbacie.

Zaskoczony jestem brakiem obiektywizmu. „Wyłowiono” kilku wyróżniających się alumnów, którzy są zaprzeczeniem przedstawionej w artykule tezy, iż klerycy są zniewieściali i mało ambitni. „Rodzynki” wiedzą co mają mówić, żeby nie tylko sobie nie zaszkodzić, ale wręcz korzystnie się wypromować. Jeden z alumnów powiada, że „chciałby być księdzem, który nie będzie gorszył ludzi”. Może motywacja to i dobra, ale moim zdaniem niewystarczająca. Nie wystarczy jedynie nie zrobić nic źle. Potrzeba jeszcze pomnażać dobro, zakasać rękawy i z pasją budować Kościół w pocie czoła, pomimo własnych słabości, lęków i upadków. Inny alumn podaje argumenty przemawiające za izolacją aspirantów do kapłaństwa. Zgadzam się z nim – jest potrzebna, aby poznać siebie i dobrze przygotować się do przyszłych zadań. Uważam jednak, że w tej izolacji powinien być rok przerwy na „normalne” życie w społeczeństwie, wśród ludzi, do których przyszły sacerdos ma być posłany. Nie zgadzam się jednak z tymże alumnem, który podkreśla, że izolacja jest potrzebna, aby budować relację z Bogiem. W jakimś stopniu na pewno. Problem jednak polega na tym, że nierzadko po skończeniu seminarium wielu księży nie potrafi budować relacji z drugim, zwykłym, napotkanym na ulicy człowiekiem – parafianinem. Brak umiejętności budowania relacji widać już zresztą w seminarium pomiędzy klerykami.

Podobają mi się słowa bp. Rysia, że powołanie dostaję się podczas święceń, a seminarium to czas rozeznawania powołania. Bp Ryś podkreśla także, że formacja kończy się tam, gdzie kończy się szczerość. To święte słowa. Z własnego doświadczenia jednak wiem, że za szczerość w seminarium można zapłacić ogromną cenę. Ile ludzkich dramatów z tego wyniknęło? Ilu chłopakom złamano życie (nie mam tu na myśli mojego gnieźnieńskiego seminarium; odwołuję się do szczecińskich doświadczeń). Nie wszystkim „szczerym” wystarczyło sił, żeby się podnieść, pozbierać, ogarnąć, zacząć od nowa. Zgadzam się również z ks. Lutrem, który twierdzi, że kuleje rozwój intelektualny kleryków. Ks. Andrzej mnie uczył, więc ufam, że o moją edukację dobrze się zatroszczył 🙂

Nie dziwi mnie, że klerycy wypowiadają się w „raporcie” w sposób najbardziej właściwy. Nie twierdzę, że nie mówią prawdy. Wiem jednak, że jest wielu kleryków, którzy oficjalnie wypowiadają się bardzo pozytywnie (ze strachu?). Dopiero w rozmowach prywatnych ujawnia się jakimi często są malkontentami, ile jest w nich frustracji, goryczy i kwasu. O tym „raport” nic nie wspomina.

I tak mamy kolejny bezużyteczny „raport”, z którego dowiadujemy się, że wszyscy klerycy to wyjątkowi ludzie z pasją, przeświadczeni o swojej wyjątkowości, ale jednak normalni, żyjący w idyllicznym świecie. Sielanka… Kupiłem, przeczytałem, o klerykach nadal bym nic nie wiedział, gdybym sam nim nie był…

comments

Leave a Comment