stachowiakPrzewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz wyraził opinię, że ostatnie wydarzenia w naszym kraju: „mają charakter zamachu stanu”. Jakkolwiek nie była to wypowiedź o charakterze oficjalnym, to wyszła jednak od jednego z najważniejszych polityków Unii Europejskiej i dlatego wywołała w Polsce zrozumiałe, żywe reakcje. Nie wnikając w problem oceny słuszności opinii niemieckiego polityka zastanówmy się przy tej okazji nad jedną tylko kwestią. Czy winniśmy przyjmować jako uprawnione opinie dotyczące spraw polskich wyrażane przez polityków, dziennikarzy czy urzędników europejskich? Niektórzy skłonni są każdą, szczególnie krytyczną, ocenę widzieć jako przejaw nieuprawnionej, agresywnej ingerencji w sprawy, które należą jedynie do nas. Inni widzą w takich ocenach szansę na wzmocnienie swej nadwerężonej w kraju pozycji politycznej. Pierwsi mają skłonność postrzegać tych drugich niemal jako spadkobierców gestapowskich konfidentów, drudzy zdają się z satysfakcją zacierać ręce w myśl powiedzenia „im gorzej tym lepiej”. Trudno o spokojne podejście do sprawy, obie zwaśnione strony polskiego sporu mają bowiem swój polityczny interes aby ją jątrzyć i podsycać.

Istotą rzeczy jest jednak to, jak widzimy nasze miejsce w Unii Europejskiej i jak postrzegamy ją samą. Można widzieć w Unii jedynie pole, na którym rozgrywa się brutalna walka o realizację narodowych interesów poszczególnych państw. Nie ma tu miejsca na jakiekolwiek wspólne europejskie dobro, każde działanie, każda decyzja winny być zatem oceniane jedynie z narodowego punktu widzenia. W takiej optyce słowa Schulza to po prostu buta i arogancja niemieckiego polityka, nic więcej. Wszelako jest inne spojrzenie na Europę. Takie, które podnosi walor wspólnotowy, odwołuje się do wartości i interesów wspólnych dla wszystkich krajów członkowskich Unii. Jeśli przyjmiemy taką wizję uznać winniśmy, że o ważnych kwestiach wewnętrznych tych krajów mają prawo wypowiadać się także ci, którzy nie są ich obywatelami. I drugorzędną jest kwestia czy ich opinie są według nas słuszne i sprawiedliwe, czy nie. Chodzi o samo prawo do wypowiedzi! Jeśli uznajemy, że istnieje wspólny obszar europejskiego dobra, do którego należą choćby fundamentalne zasady demokratycznego porządku politycznego i prawa obywatelskie, to nie powinniśmy odmawiać w tej kwestii prawa głosu Francuzom, Brytyjczykom, czy Niemcom. Nawet jeśli to co mówią zdaje nam się być niesprawiedliwe a nawet głupie.

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.