Posted on: 4 kwietnia 2020 Posted by: Barbara Niedźwiedzka Comments: 7
Niesiesz Panie ocalenie ludziom i zwierzętom (Ps 36, 7)
Autentyczne człowieczeństwo, które zachęca do nowej syntezy,
zdaje się istnieć pośród cywilizacji technologicznej, niemal niezauważalnie,
jak mgła, która przenika pod zamkniętymi drzwiami. (Laudato si’ 112)

Muszę to teraz napisać, choć wiem, że wielu z was głośno powie, albo po cichu pomyśli: ludzie umierają, a ona dalej o zwierzętach.

Tak, będę zawsze o ich sprawie mówiła i o tych naszych niemych kuzynów upominała się! Mam tę psychiczną przestrzeń, której brakuje ludziom zajętym teraz swoimi dziećmi, rodzicami, kłopotami z pracą, a także tym, którzy intensywnie zajmują się pomocą potrzebującym i nie mają w sobie miejsca na inne zmartwienia. Ja mam, i nie lekceważąc ludzkich bied i potrzeb (także obecnie najbardziej cierpią najubożsi!), myślę o zwierzętach. Teraz, w czasie zarazy, myślę intensywniej niż kiedykolwiek.

To dobra pora, aby poważnie zastanawiać się nad naszymi czynami i zaniechaniami w tej sprawie. Nie tylko po to, aby zachować godność i zrobić coś dla naszej lepszej przyszłości, a też, aby kiedyś bez wstydu zdać sprawę Bogu z tej działki naszego gospodarowania, Bogu, który o żadnym wróblu nie zapomina (Łk 12,6).

Kłębi się wiele różnych problemów: to, w jaki sposób traktujemy dzikie zwierzęta, co robimy tym, które udomowiliśmy, jak to odbija się na naszym zdrowiu i na zdrowiu Ziemi.

Właśnie mamy kolejny namacalny dowód, jak okrutne i niepotrzebne ingerowanie w przyrodę kończy się dla człowieka. Uważam to za bardzo poważne ostrzeżenie. Kto ostrzega? Bóg? Natura? Bóg, który objawia się w naturze? Obecny koronawirus COVID 19 nie jest przy tym pierwszym zakaźnym mikrobem, który atakuje człowieka, a ma związek ze zwierzętami. Było wiele innych: dżuma, grypa ptasia, choroba Zachodniego Nilu, choroba Nipah, SARS. Wiele ostrzeżeń.

Wiemy skąd wziął się obecny wirus, jak z nietoperzy przeszedł na łuskowce, a potem na człowieka. Łuskowiec (jako ciekawostkę wspomnę, że nasze wrocławskie zoo stworzyło kiedyś w Laosie schronisko dla tych nieszczęsnych, bezbronnych zwierząt i prowadziło akcję ratowania ginącego gatunku) to niezwykle łagodne, nikomu nieszkodzące zwierzę, drogi przysmak Chińczyków. Polują na nie. Żywe, skrępowane siatkami transportują, czasem długo przetrzymują, zabijają na tzw. mokrych chińskich targach, gdzie w okropnych, dla nas Europejczyków, warunkach zabija się setki gatunków dzikich zwierząt – na oczach kupujących smakoszy. Wiem, znam wszystkie argumenty: historyczne uwarunkowania, bieda, tradycja, coś trzeba jeść. Nie przekonują mnie.

Dzisiejsi Chińczycy z pewnością nie muszą jeść łuskowców ani nietoperzy, ani innych dzikich, dręczonych najpierw stworzeń. Mojej duszy nie przekonuje, że w jakiejkolwiek sytuacji, nawet sytuacji głodu, możemy krzywdzić żywe, czujące istoty. Może w wielu uwarunkowaniach musimy je zabijać i jeść, ale nie krzywdzić. I nie jest ważne, jak było kiedyś. Mamy XXI wiek.

Chińskie władze zakazały teraz tego procederu. Oczywiście z ludzkiego strachu, nie z powodów etycznych. Targi zejdą teraz do podziemia, a amatorzy zapłacą nadal każdą cenę, żeby zaspokoić przez kilka minut kubki smakowe i swoje ego. Ale zostawmy Chiny i sumienia Chińczyków. Reszta świata nie jest lepsza. My właśnie wybijamy do nogi nasze dziki, które zagrażają hodowlom. Nikt nie widział dzika w hodowli, za to wszyscy myśliwych upapranych krwią i hodowców oszczędzających lub ignorujących bio-asekurację.

Naukowcy mówią o szóstym masowym wymieraniu gatunków. Aż 50 % liczby zwierząt, które niegdyś dzieliły z nami Ziemię już zniknęło. W szczegółowych badaniach 117 gatunków stwierdzono, że większość z nich straciła w ciągu ostatnich lat ponad 40 % obszarów swoich środowisk naturalnych, a niemal połowa straciła w latach 1900-2015 ponad 80 proc. terenów występowania. „Z naszego powodu tysiące gatunków nie będzie swoim istnieniem chwaliło Boga ani też nie będzie przekazywało nam swojego orędzia. Nie mamy do tego prawa” – pisze Papież Franciszek w encyklice „Laudato si’”. A przecież: „(…) odpowiedzialność wobec ziemi należącej do Boga oznacza, że człowiek obdarzony inteligencją musi szanować prawa natury i delikatną równowagę między bytami tego świata. „On bowiem nakazał i zostały stworzone, utwierdził je na zawsze, na wieki; nadał im prawo, które nie przeminie” (Ps 148,5b-6) (LS:68)

Obecny bilans populacji dzikich i hodowlanych ssaków na Ziemi to 4% do 60%. To zrobiliśmy dzikim zwierzętom. Za to coraz sprawniej hodujemy zwierzęta dla naszych rosnących apetytów. Szacuje się, że rocznie zabijamy ich ok 75 miliardów. Zanim to zrobimy, wegetują i cierpią stłoczone w fabrykach mięsa, mleka, jaj, futra.

Przemysłowe hodowle. Temat rzeka. Brudna, ciemna, okrutna rzeka. Szacowana liczba zwierząt hodowlanych na świecie w 2018 r. była ok. 4 razy większa niż liczba ludzi (nie licząc ryb i innych zwierząt wodnych). Już w pierwszym dziesięcioleciu XXI w. produkcja zwierzęca zajmowała 70% wszystkich rolnych gruntów. Pod uprawy pasz wycina się i wypala lasy Amazonii, Australii. Te wycinki, a też ogromne ilości gazów cieplarnianych, zwłaszcza metanu, emitowane przez hodowle przyczyniają się do zmian klimatycznych. Inne ich „zasługi” to skażanie środowiska: ziemi, rzek, oceanów i zaburzanie naturalnej równowagi w przyrodzie.

Po co nam dziś, w naszej części świata, futro? Po co nam tyle mięsa? To przecież niezdrowe! WHO, a i nasz Instytut Żywności i Żywienia mówią, że jedzenie ponad 0.5 kg mięsa tygodniowo jest szkodliwe, że należy unikać mięsa przetworzonego. Przeciętny Polak je go 1.5 kg, Amerykanin – ponad 2 kg. O wiele za dużo. Przez to zwiększamy ryzyko zawału, udaru, zachorowania na nowotwory. A jemy mięsa coraz więcej, nie bacząc na ostrzeżenia. Nie przejmujemy się nawet tym, co powszechnie wiadomo o intensywnie stosowanych w tej produkcji antybiotykach, powodujących mutacje i powstawanie lekoopornych szczepów wirusów i bakterii. O sterydach, hormonach i ulepszaczach. Kupujemy i jemy, bo tak jest łatwo, bo to dowód dostatku. Nasze Wielkanocne stoły będą uginać się od mięsa.

Prognozuje się, że przy obecnym sposobie produkcji, modelu konsumpcji i wzroście populacji zapotrzebowanie na mięso zwiększy się o 80% do 2030 r. a o ponad 200% do roku 2050. To oznacza, że wielkich zatruwających nas i środowisko hodowli zwierząt będzie coraz więcej. Ogromne środowiskowe szkody, przy okazji „produkowania” mięsa, które w nadmiarze szkodzi naszemu zdrowiu! Jakiś obłęd.

Niepotrzebnie krzywdząc dzikie zwierzęta chorujemy. Chorujemy eksploatując do granic te, które udomowiliśmy.

Według WHO co najmniej 60 % ludzkich patogenów i 75 % ostatnich pojawiających się chorób pochodzi od zwierząt hodowanych. Fermy są źródłem: boreliozy, świńskiej i ptasiej grypy, listeriozy, brucelozy, salmonelli, hantawirusów a także siedliskiem różnego rodzaju pasożytów. W latach 2007-2012 zoonozy stanowiły aż 82% orzeczonych wśród rolników chorób zawodowych. I jeszcze szkody duchowe, emocjonalne. Praca w hodowlach, rzeźniach jest wielkim obciążeniem. Większość badań wskazuje, że zdrowie psychiczne rolników jest średnio gorsze niż zdrowie całej populacji, a najgorsze wśród osób pracujących na fermach zwierzęcych.

Dziś płacimy zdrowiem i życiem za nasze chore relacje ze zwierzętami. Liczymy chorych i zmarłych. Ale czy dostrzegamy naszą winę? To bardzo obszerny temat. Kalejdoskop bezwzględności, chciwości, braku refleksji. Polowania dla przyjemności; bezduszne i bezmyślne rozrywki, barbarzyńskie tradycje, długie okrutne transporty, pseudoeksperymenty, itd. Na całym świecie, także u nas.

Isaac Bashevis Singer pisał: „Dla zwierząt wszyscy ludzie to naziści, a ich życie to wieczna Treblinka”. A ktoś inny powiedział, że być może zwierzęta cierpią bardziej niż człowiek, bo w odróżnieniu od nas nie mogą się niczym pocieszyć. Ani tym, że cierpienie jest po coś, ani nadzieją na lepsze życie po śmierci. Tego nie jestem pewna. Może wiedzą, może żywią tajemną dla nas nadzieję. Wierzę Hiobowi, gdy mówi: „Zapytaj zwierząt – pouczą. I ptaki w powietrzu powiedzą. Zapytaj Podziemia, wyjaśni; pouczą cię i ryby w morzu. Któż by z nich tego nie wiedział, że ręka Pana uczyniła wszystko…” (Hi 12, 7-10).

Mam pewność, że będą zbawione. Przecież „nowa ziemia” (Ap.21.1) musi być „zamieszkała” przez zwierzęta, bo jakby inaczej? Nie jestem jedyna, która nie chciałaby takiej wieczności. Są dobre i choćby dlatego zasługują na życie. Także św. Paweł w imieniu zwierząt wyraża ich, tak jak i ludzką, nadzieję na zbawienie (Rz 8, 17-22), a Papież Franciszek pięknie to dopowiada: „My sami nie jesteśmy ostatecznym celem wszystkich innych stworzeń. Wszystkie zmierzają wraz z nami i przez nas ku ostatecznemu kresowi, jakim jest Bóg w transcendentalnej pełni, gdzie zmartwychwstały Chrystus wszystko ogarnia i oświetla. Ponieważ człowiek, obdarzony inteligencją i miłością, pociągany jest pełnią Chrystusa, powołany jest, by przyprowadzić wszystkie stworzenia do ich Stwórcy. (LS:53)
Możemy nasze chore relacje ze zwierzętami zmienić.

Dziś dotknę nieco szerzej sprawy zwierząt hodowlanych. Na to każdy z nas ma wpływ już teraz, zaraz: układając menu, w sklepie, na swoim stole. Już nawet w tym bliskim czasie Świąt Wielkiej Nocy.

Pamiętajmy. W przemysłowych hodowlach zwierzęta są sprowadzane do poziomu rzeczy, kartezjańskich maszyn produkujących mięso, mleko, jaja, futra. Są przedmiotami, które eksploatuje się do granic i dba się o nie tak długo, jak długo jest to ekonomiczne. Nie chodzi o zaspokajanie podstawowych potrzeb ludzi, ale o eskalację tych potrzeb przez producentów i dogadzanie ludzkiej wygodzie, a także zachciankom. Mięso ma być tanie i ma go być dużo. A równocześnie szacuje się, że w krajach UE ilość mięso wyrzucane na śmietniki odpowiada 2 mld zwierząt hodowlanych. Co za straszne marnotrawstwo i brak szacunku dla ich życia.

Hodowcy, dążąc do zmaksymalizowania zysków, i do tego, żeby mięso było tanie, pozbawiają zwierzęta możliwości spełniania przez nie przyrodzonych, nawet tych bardzo podstawowych potrzeb. Wydaje się więc, że nie wszyscy z nich są prawi, jeżeli wziąć na poważnie słowa, że „prawy uznaje potrzeby swych zwierząt, a serce występnych okrutne”? (Prz 12, 10). Stłoczone w klatkach, kojcach, krępowane, odcięte od świata, szpikowane antybiotykami, zwierzęta – Boże dzieło – w wielkich hodowlach nie są ani przedmiotem podziwu, ani nie ma tam miejsca na współczującą i wdzięczną solidarną opiekę człowieka. To nie są miejsca na Franciszkową „czułość”. To miejsca ciężkiej pracy, znieczulenia, stwardniałych serc. Czy my, po drugiej stronie sklepowych lad, jesteśmy inni?

Czy wiecie, na przykład, że tradycyjnie hodowana krowa żyje nawet 20 lat i daje średnio kilkanaście litrów mleka dziennie, a krowy w hodowlach nawet 50-60 litrów. Cielaczki naturalnie przestają ssać mleko matki w 6-8 miesiącu życia. W hodowlach oddzielane są od matek nawet kilka dni po urodzeniu, często trzymane w plastikowych klatkach, i karmione paszami wspomagającymi ich wzrost. I jak najszybciej inseminuje się krowy, żeby było mleko, dużo mleka. Ostatnio widziałam takie ogromne jakby karuzele, na których kręcą się w kółko te żywe, przypięte do dojarek istoty, żeby obsłudze było łatwiej obsługiwać sprzęt. Nie dostrzegłam „mgły człowieczeństwa” w tej gigantycznej hali. Krowy (jest ich w Polsce ok. 6 mln.) to zwierzęta stadne, lubiące towarzystwo innych krów, ciekawskie, potrzebujące hierarchii, przeżywają emocje, stres, radość, zapamiętują twarze ludzi, sytuacje, są inteligentne (np. potrafią obsługiwać dźwignię, aby napić się wody). Krowy mleczne w hodowlach rodzą przez cztery do pięciu lat, potem wyczerpane trafiają do ubojni. To tyle tylko jednego przykładu.

Pomimo pewnych zmian, wywalczanych w wielkim trudzie i atmosferze niezrozumienia przez organizacje pro zwierzęce (np. Compassion in World Farming, Otwarte Klatki, Viva) wciąż to, co dzieje się w większości hodowli zaprzecza godności zwierząt i godności ich opiekuna – człowieka. Jak to się ma do wskazania Katechizmu Kościoła Katolickiego?: „Zwierzęta są stworzeniami Bożymi. Bóg otacza je swoją opatrznościową troską. Przez samo swoje istnienie błogosławią Go i oddają Mu chwałę. Także ludzie są zobowiązani do życzliwości wobec nich”.

Benedykt XVI zapytany w wywiadzie-rzece „Bóg i świat” o kwestię wykorzystywania i jedzenia zwierząt, odpowiedział, że: „(…) produkcja przemysłowa – […] ta degradacja żywych istot, zamienionych w towar, rzeczywiście wydaje mi się sprzeczna ze stosunkiem człowieka do zwierzęcia, jaki przewija się w Biblii”. „(…) nie wystarczy myśleć o różnych gatunkach jedynie, jako o ewentualnych „zasobach”, które można by eksploatować, zapominając, że mają one wartość samą w sobie” – dodaje Papież Franciszek. A więc Kościół czasem o tym mówi. Za rzadko, za cicho! Nawet w encyklice Papieża Franciszka jest o tym za mało.

Wydaje mi się, że każdy człowiek, który je produkty zwierzęce powinien wiedzieć, jak są obecnie produkowane. Tylko tak jest uczciwie. Powinien odważnie usiąść przed telewizorem lub You Tubem i zobaczyć jeden, drugi film o hodowlach świń, o produkcji mleka, o rzeźniach, o hodowaniu przysmaków w rodzaju foie gras, o hodowli franken kurczaków, produkcji jaj, transportach ryb, krabów, ośmiornic, albo koni do włoskich rzeźni, albo jagniąt, w upale. Nie, nie trzeba się katować, ale minimum świadomości jest konieczne. Przestańmy zasłaniać to, jak hodujemy zwierzęta woalem niemyślenia. Nie udawajmy, że tego nie ma.

Przerwać te procedery możemy łatwo – w sklepie. Zawracając uwagę na to, z jakich źródeł są zwierzęce produkty, domagając się, aby były z hodowli przestrzegających dobrostanu zwierząt. Nie marnując kupionych. Możemy wrócić do kuchni naszych dziadków, w której mięso było odświętną rzadkością. Nie jest prawdą, że musimy jeść tyle mięsa, ile jemy.

Nie jest prawdą, w odniesieniu do zdrowego człowieka, że w ogóle musimy jeść mięso. Osobiście mogę zaręczyć, że wyeliminowanie go z jadłospisu poprawia samopoczucie i czyni życie piękniejszym, jakoś lżejszym. Ale taki krok wymaga nieco więcej – odważnej rewizji przyzwyczajeń i tradycji. Okazuje się zresztą, jak już się na to zdecydujemy, że to co wydaje się trudne do wyobrażenia okazuje się bardzo łatwe. A jedzenie kuzynów – dziwne. To nie jest tylko refleksja etyczna, to jest także refleksja religijna. Ideałem jest wszak świat bez zabijania, a ideałem diety – roślinna (Rdz. 1,29-30).

I protestujmy przeciwko złym praktykom! Wzruszając się swoim pieskiem, kotkiem, ich inteligencją, emocjonalnością nie zapominajmy, proszę, o tym, że tak samo mądre są maciory zamknięte w metalowych kojcach, podobnie emocjonalne krowy, tak samo wrażliwe na ból są kury czy owce, że wszystkim należy się życie bez cierpienia i strachu.

Za jakiś czas zaczniemy wracać w dawne koleiny życia. Jeżeli nie zmieni się nasz stosunek do zwierząt niechybnie dosięgnie nas kolejna epidemia. Bóg będzie upominał się o swoje stworzenie. Zróbmy w tej sprawie coś dobrego. Każdy.

Barbara Niedźwiedzka

Cytaty pochodzą z Biblii Tysiąclecia i Encykliki „Laudato si” Papieża Franciszka (LS)

Ilustracja: Lambert de Hondt Starszy, Willem van Herp. Święty Franciszek ze zwierzętami.

Jeżeli komuś potrzebne byłyby dane. Naukowe opracowanie o wpływie hodowli na nas i środowisko można znaleźć m. in. TUTAJ

 

comments

7 People reacted on this

  1. Uważaj na te cytaty biblijne wyrwane czasem z kontekstu:

    – powołujesz się na Św. Łukasza wers 12,6 gdzie pisze o „Bogu, który o żadnym wróblu nie zapomina”. A tymczasem w kolejnym jego wersie czytamy: „U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. ”

    – w Księdze Rodzaju (1,29-30) znalazłaś passus że „ideałem diety – roślinna” ! W tej samej Księdze (4,3-5) Bogu bardzo spodobała się zwierzęca ofiara Abla, a nie roślinna Kainowa, a w Rdz 9,3 mamy „Wszystko, co się porusza i żyje, jest przeznaczone dla was na pokarm, tak jak rośliny zielone, daję wam wszystko”

    Biblia wyraźnie stawia człowieka w innym-szczególnym miejscu Bożego Planu: Rdz 1,26 – „A wreszcie rzekł Bóg: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!»”. Dlatego nie zgadzam się z cytowanym przez Ciebie papieżem Franciszkiem: „My sami nie jesteśmy ostatecznym celem wszystkich innych stworzeń…”

    1. W tekście o wróblach można oczywiście skupić się na człowieku, i tak robi się zazwyczaj. Można też wyłowić z niego to, że „żaden z nich (wróbli) nie jest zapomniany w oczach Bożych” (w Biblii Paulistów to brzmi: „A żaden z nich nie jest zapomniany przez Boga”). Nie tylko u św. Łukasza jest o tym mowa, ale także u św. Matusza 10:29-31, który mówi, że śmierć żadnego stworzenia nie dzieje się bez woli Ojca. Można też iść nawet dalej i zauważyć, w jakich okolicznościach Jezus mówi to do apostołów. Mówi to wtedy, gdy posyła ich na bardzo niebezpieczną misję do pogan (Oto Ja was posyłam jak owce między wilki; Miejcie się na baczności przed ludźmi! Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować; Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia) i nie tylko daje im wtedy dokładne instrukcje, jak mają się zachowywać, ale wielokrotnie ich uspokaja. Nie bójcie się mówi dodając im odwagi. Apostołowie najwyraźniej bardzo lękają się i trudno się dziwić. Może więc Jezus uspokaja ich trochę tak, jak uspokaja się dzieci, nieco nadmiernie mówiąc, że nic im się nie stanie, gdyż są bardzo ważni, najważniejsi? Ale, nawet gdyby nie snuć takich interpretacji i zgodzić się na tę ugruntowaną, skoncentrowaną na człowieku, to i tak czarno na białym jest powiedziane, że każdy wróbel jest ważny dla Boga.
      Nawiasem mówiąc, nie znajduję w Biblii stwierdzenia, że człowiek jest najważniejszy: „Powiedziałem sobie: Ze względu na synów ludzkich tak się dzieje. Bóg chce ich bowiem doświadczyć, żeby wiedzieli, że sami przez się są tylko zwierzętami. Los bowiem synów ludzkich jest ten sam, co i los zwierząt; los ich jest jeden: jaka śmierć jednego, taka śmierć drugiego, i oddech życia ten sam. W niczym więc człowiek nie przewyższa zwierząt, bo wszystko jest marnością. Wszystko idzie na jedno miejsce: powstało wszystko z prochu i wszystko do prochu znów wraca. Któż pozna, czy siła życiowa synów ludzkich idzie w górę, a siła życiowa zwierząt zstępuje w dół, do ziemi? (Koh 3, 18-21). I jeszcze to: „z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę (Mdr 13, 5).
      To, że Jezus powiedział, że człowiek jest ważniejszy od wróbli nie jest równe stwierdzeniu, że jest najważniejszy, nawet to, że jest stworzony na obraz i podobieństwo, nie jest równe stwierdzeniu, że jest najważniejszy, ani tym bardziej, że jest celem wszystkiego. To Bóg jest najważniejszy i wszystko, co stworzył ma mu oddawać chwałę, w tym człowiek stworzony na jego podobieństwo. Człowiek, którego wyposażył w szczególne zdolności do zarzadzania tym, co stworzył wcześniej. I to człowiek ma wszystko, co stworzone prowadzić do zbawienia, a apostołowie mają głosić Dobrą Nowinę całemu stworzeniu (Marek 16:15, Kol 1:23)

      Hymn o stworzeniu na początku Księgi Rodzaju jest ludzkim wyobrażeniem Boga, który stwarza świat bez przemocy i zła, świat idealny. Bardzo dużo mówić by o powstawaniu poszczególnych ksiąg Biblii, o gatunkach literackich, o tym, w co i jak mamy wierzyć. To są całe tysiąclecia układania się tego i egzegezy. Bardzo ogólnie: Kościół współczesny interpretuje poszczególne teksty Biblijne zawsze w kontekście jej całości, mało tego, próbując zrozumieć, w jakich czasach powstały, przez kogo prawdopodobnie były pisane, do czego miały służyć, w kontekście też całej nagromadzonej przez tysiąclecia wiedzy. Oczywiście, jak wyjmujemy pojedynczy cytat to on sam może być dziwny, albo, taki wyjęty, wręcz zaprzeczać całościowej wykładni. Żeby się nie rozpisywać: księgi Starego Testamentu pełne są zbrodni i najzupełniej nieakceptowalnych w XXI wieku sytuacji (niewolnictwo, traktowanie kobiet, rytualne przepisy, itd.). Niestety, co gorsze, niektóre polecenia, czy błogosławieństwa czynów zaprzeczające przykazaniom, padają, według autorów tekstów, wprost z ust Boga, który zleca zabijanie, oszukiwanie bliźniego itd.
      Próbując przez ten gąszcz, niekiedy wręcz budzących odrazę, obrazów przedrzeć się, musimy dokonywać rozmaitych ekwilibrystyk, wybierać to, co komu pasuje, pomijać to, co nie do zaakceptowania, co zbyt trudne do wyjaśnienia, itd. W swoim nauczaniu Kościół robi to cały czas. Ale piszę, to nie żeby to nauczanie podważać, tylko, aby uznać, jakie to skomplikowane i bez dna. Nie jestem lepsza od całego Kościoła, jestem jego częścią. I mam prawo, a może nawet obowiązek, doszukiwać się nowych znaczeń w jego Księgach.

      Czytając Pismo św. robię jedno podstawowe założenie, że Bóg jest dobry, chce dobrze. A następnie czytam je także w hermeneutyce współczesności, kiedy to, np. niewolnictwo jest niedopuszczalne, jedzenie zwierząt w wielu miejscach na Ziemi (z pewnością w moim) niekonieczne, zdobywanie przemocą cudzej ziemi niesłuszne, kiedy to mamy też wspólczesną wiedzę, np. o tym, że zwierzęta mają układ nerwowy i niektóre z pewnością myślą i przejawiają uczucia, itd.

      Czytając ten konkretny passus z Księgi Rodzaju, kiedy to Bóg pozwala Noemu zabijać i jeść zwierzęta, można przyjąć taką perspektywę interpretacyjną, że nie jest to już obraz Raju, to już jest świat po grzechu pierworodnym. (Przypominam, jest to tekst napisany przez konkretnego człowieka, który nie wyobrażał sobie codziennego życia bez jedzenia mięsa, to już nie jest wyobrażenie idealnego Raju, tylko opowieść o życiu na Ziemi po potopie). Bóg, według tego autora, mając już do czynienia z człowiekiem grzesznym, widząc, jaki jest, pozwala mu na rozmaite odstępstwa od ideału. Podobnie, jak pozwalał na rozwód i rozmaite inne nieładne zachowania. „Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony, lecz od początku tak nie było (Mateusz 19:8, ale też Marek 10: 5) albo, „Gdy Pan, Bóg twój, rozszerzy twoje granice, jak ci przyrzekł, a ty powiesz sobie: «Chcę spożywać mięso, ponieważ zapragniesz (czasownik hebrajski przełożony jako „zapragniesz” ma wydźwięk negatywny, to raczej „zachcianka”) spożywać mięso, możesz spożywać mięso do woli»” (Pwt 12, 20).

      Sprawa ofiar ze zwierząt składanych bóstwom i potem jedynemu Bogu, to jest bardzo rozległy temat. To znowu jest opis ziemskiej rzeczywistości, nie idealnej, niezamierzonej przez Boga. To rytuał intuicyjnie poddawany często w wątpliwość nawet przez natchnionych autorów.
      Miejmy w pamięci, że w czasach biblijnych wszędzie składano ofiary ze zwierząt, rozmaitym bóstwom, ba nawet tu i ówdzie – z ludzi! To była codzienność tego świata. Bóg, według tych autorów, czasem te ofiary akceptuje, czasem są dla niego obrzydliwe, np. „Pan da wam mięso i będziecie jeść. (…) aż wam nozdrzami będzie wychodzić i przejmie was wstrętem…” (Lb 11,18-20). „Co mi po mnóstwie waszych ofiar? (…) Krew wołów i baranów, i kozłów mi obrzydła” (Księga Izajasza 1,11). (…) „choćbyście nawet mnożyli wasze modlitwy, Ja nie wysłucham. Ręce wasze pełne są krwi”. (Księga Izajasza 1,14-15); Wypisałem im moje liczne prawa, lecz je przyjęli jako coś obcego. Lubią ofiary krwawe i chętnie je składają, lubią też mięso, które wówczas jedzą, lecz Pan nie ma w tym upodobania. Wspominam wtedy na ich przewinienia i karzę ich za grzechy – niech wrócą znów do Egiptu! (Oz 8, 12-13). Można znaleźć jeszcze inne cytaty. Napiszę może kiedyś więcej na ten temat, bo to jest zbyt skomplikowana sprawa, na krótką odpowiedź. W każdym razie Chrystus – baranek był ostatnim „zwierzęciem” złożonym na ofiarę, i to by było na tyle. Przynajmniej w naszej religii. I już nikt nie pomyśli nawet, że Bóg oczekuje od nas ofiar ze zwierząt.

      Tak, Bóg wyposażył człowieka w szczególne zdolności (ale np. nie dał mu umiejętności fruwania, albo zdolności życia w wodzie, albo widzenia w podczerwieni, albo echolokacji) i oddał mu ziemię w zarządzanie. Panowanie nie oznacza zabijania, ani krzywdzenia. Dobry Pan nie zabija i nie krzywdzi poddanych. Pełny cytat z papieża Franciszka, który brzmi „My sami nie jesteśmy ostatecznym celem wszystkich innych stworzeń. Wszystkie zmierzają wraz z nami i przez nas ku ostatecznemu kresowi, jakim jest Bóg w transcendentalnej pełni, gdzie zmartwychwstały Chrystus wszystko ogarnia i oświetla. Ponieważ człowiek, obdarzony inteligencją i miłością, pociągany jest pełnią Chrystusa, powołany jest, by przyprowadzić wszystkie stworzenia do ich Stwórcy” (LS:53) mówi o tym, że stworzony świat nie został stworzony dla człowieka.
      Ten świat został stworzony zanim został stworzony człowiek i był przez Boga uznany za dobry. Sam w sobie jest dobry, nie jest dobry dla człowieka. Po co Bóg stworzył świat, oprócz tego, żeby go wielbił, bodaj nie wiemy. Wierzymy, że go stworzył i na jakimś etapie dał człowiekowi w zarząd, wygląda zresztą na to, przynajmniej na razie, że nie cały świat. Coś złego z tym światem się stało, skoro przestał być dobry. Mamy na tę okoliczność znowu rozmaite wymyślone przez człowieka legendy, filozoficzne koncepcje, ale nikt nie wie, dlaczego na świat przyszło zło. Bulwersuje nas zwłaszcza zło niezawinione. Wszystkie próby wyjaśnienia kończą się podważaniem atrybutów Boga, albo Jego dobra, albo wszechmocy. Zostawmy to. Tysiące książek na ten temat napisano. Dalej nie wiadomo.

      Kiedy Papież Franciszek mówi, że „My sami nie jesteśmy ostatecznym celem wszystkich innych stworzeń… (LS:53)”, to nie mówi tego tylko sam z siebie. Opiera się na Piśmie Świętym: „Sądzę bowiem, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić. Bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych. Stworzenie bowiem zostało poddane marności – nie z własnej chęci, ale ze względu na Tego, który je poddał – w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych. (Rz 8, 17-22)

      Wierzymy w Dobrą Nowinę według, której od tego zła i ludzkiego grzechu już zostaliśmy zbawieni. Dlaczego nie mogło się to stać zaraz po śmierci Chrystusa? Też do końca nie rozumiemy. Czekamy, jakby w poczekalni, i może to jest czas dany nam na uporządkowanie zepsutego przez człowieka świata?
      Uważam, że jeden z wielu obszarów, które powinniśmy uporządkować, siedząc w poczekalni, to nasz stosunek do zwierząt. Skoro Bóg je stworzył z miłością („Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił (Mdr 11, 24)) i uznał za dobre, skoro akceptujemy wizję świata przed grzechem, jako świata bez zła, przemocy, zabijania, to nie możemy akceptować my – konkretni ludzie żyjący tu i teraz i mający tę a nie inną wiedzę, niepotrzebnego dla naszego istnienia zabijania. Jeżeli, gdzieś jeszcze jest to konieczne, to jest konieczne. Natomiast nigdy nie możemy skazywać żadnej stworzonej istoty na wiadome nam cierpienie, dla naszych wymyślonych potrzeb, wygody i pazerności.

      I jeszcze jedno, skoro wierzymy proroctwom Izajasza w innych sprawach, to może uwierzmy i temu, że jak już dojdziemy do czasu ostatecznego zbawienia, w której to drodze, mamy podobno jakiś udział, to:
      „Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie, młode ich razem będą legały. Lew też jak wół będzie jadał słomę. Niemowlę igrać będzie na norze kobry, dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii. (Iz 11, 6-9)

  2. Kapitalny, b trafny,poruszający emocje, odkrywający rzeczywistość, dający dużo do przemyśleń artykuł‼️
    SUPER, powodzenia w dalszej,wydawałoby się syzyfowej pracy!
    Jestem z Tobą! I z wszystkimi nękanymi przez człowieka zwierzetami.

    1. Dzieki za gleboko religijny, poparty madrymi cytatami, z wielka pasja napisany artykul. Dziekuje za przypomnienie, ze prawa naszych braci mniejszych nie moga byc gwalcone, ze to grzech. I ze wielka czesc tych grzechow bierzemy na wlasne sumienie. W tym czasie proby mamy okazje by zweryfikowac nasze potrzeby i obowiazki i choc troche przyczynic sie do ukrocenia okrucienstwa wobec zwierzat . Pieknego, zblizajacego nas do Boga, ludzi i przyrody, Wielkiego Tygodnia zycze,
      izabella

    2. Zgadzam się. Autorka niejednokrotnie wyrywa pojedyncze wersety z Pisma, które pozbawione kontekstu można dopasować do dowolnej tezy. Pozwolę sobie przypomnieć, że autorem największego wymarcia gatunków na Ziemi jest Bóg. Potop zabił wszystkie zwierzęta lądowe oraz ludzi – nie licząc tych co byli w arce.

      1. Dziękuję za komentarz. Być może jakąś część odpowiedzi znajdzie Pan/Pani w mojej odpowiedzi Jurkowi. Księga Rodzaju – opowieść o prehistorii człowieka – mówi symbolicznie, że potop był karą za wielkie nieprawości, jakich dopuścił się człowiek na Ziemi. Powstała prawdopodobnie w V, IV wieku przed Chrystusem, a opowiada o czasach z grubsza o dwa tysiące lat wcześniejszych. To tak jakbyśmy my opowiadali o czasach, kiedy jeszcze nie było pisma, a więc żadnych dokumentów, tysiąc lat przed Mieszkiem. Czysta legenda. Człowiek opisany w potopie jest już grzeszny, już poza idealnym Rajem. Może opowieść o potopie traktowano, jako opowieść o jednym z wielu ostrzeżeń kierowanych od Boga do ludzi? W czasie potopu wymarli także ludzie, z wyjątkiem Noego i jego rodziny. Jeżeli dajemy tej legendzie wiarę, to wymarły wtedy nie tylko gatunki roślin i zwierząt, ale prawie zupełnie wymarł także gatunek ludzki. Opowieść o potopie (są zresztą dwie, różniące się dość istotnie między sobą, wersje tej opowieści, napisane przez innych ludzi (źródło kapłańskie i jahwistyczne), obie dopuszczone do Kanonu, skompilowane, co już świadczy o tym, że dopuszczamy (my Kościół) rozmaite wersje/pomysły ludzi szukających zrozumienia otaczającego ich świata). Ich autorzy korzystali prawdopodobnie w funkcjonujących wtedy eposów, opowieści, w których ludzkość przechowywała pamięć jakichś kataklizmów (w wielu religiach wschodnich istnieją podobne opowieści), które miały miejsce w przeszłości, o których opowieści krążyły z ust do ust, z pokolenia na pokolenie? Egzegeci mówią, że w opowieść o potopie jest jakby odwrócenie procesu stwarzania świata, że zawarte jest w tej opowieści marzenie o zaczęciu jeszcze raz, od nowa. Mówi się, że Noe to nowy Adam. Warto zauważyć, że po potopie Bóg zawiera przymierze z całym stworzeniem! A więc i ze zwierzętami, gdyż są one z pewnością częścią Stworzenia.

Leave a Comment