Posted on: 28 stycznia 2015 Posted by: ks. Bartek Rajewski Comments: 0

bartek_rajewskiRefleksje z Franciszkiem w tle, które nie wszystkim muszą się podobać.

„Nienawidzę tego papieża, bo systematycznie niszczy to na straży czego miał stać”; „Bergolizm, czyli niekontrolowany bełkot teologiczny o niejasnym podłożu intelektualnym”; „Papież idiota!”; „Niefortunne wypowiedzi papieża”; „Mógł to powiedzieć inaczej”; „Co to za papież, który otwarcie nie odwołuje się do nauczania Ojców Kościoła, poprzednich papieży czy tez soborów i synodów a ględzi jakimś bełkotem w stylu teologii wyzwolenia? Dziwny to człowiek”; „Czekam na zmianę papieża… i to czym prędzej!”; „Sodoma i Gomora!!! Tfu!!! Papież końca czasów…”; „Objaw ciężkiej choroby Kościoła – argentyńskiej francy…”.

To tylko niektóre komentarze na temat Franciszka i jego papieskiej posługi, które od kilku dni można przeczytać na forach internetowych, albo usłyszeć z ust… katolików. Nie muzułmanów, nie buddystów, nie ateistów i antyklerykałów, ale z ust katolików!, a nawet z ust katolickich księży. Kiedy powiedziałem o tym luterańskiemu księdzu, ten był zgorszony i milczał przez dłuższą chwilę, nie mogąc znaleźć odpowiedniego komentarza. Pomyślałem sobie wtedy, że o to ten protestancki ksiądz, dla którego papież powinien być całkowicie obojętny, ma więcej szacunku dla biskupa Rzymu, niż niejeden katolicki duchowny.

Przypominam sobie też inną, budującą sytuację, a w zasadzie świadectwo szacunku wobec następcy św. Piotra. Wiele osób może zaświadczyć, że ks. abp Henryk Muszyński, jeśli ktoś pytał go o taką czy inną decyzję bądź wypowiedź papieża, dokonując jej negatywnej oceny, nigdy tego nie komentował. Zawsze milczał. Jeśli już zabrał głos, o papieżu mówił zawsze pozytywnie. Dotyczyło i dotyczy to wszystkich papieży.

W ubiegłym tygodniu oburzenie wywołała wypowiedź papieża nt. rodziny, która jak się zresztą później okazało, była medialnie zmanipulowana. W tym tygodniu natomiast w osłupienie wielu wprawia fakt, że papież przyjął na audiencji transseksualistę.

„Ci, którzy patrzą na papieża z prawej strony (…) nie godzą się na stawianie przez niego niewygodnych pytań. Ci z lewej, którzy chcieliby, aby poszedł dalej, czują się rozczarowani, bo Franciszek tyle rzekomo zapowiadał, a tak niewiele się dzieje” – powiedział kard. Nycz apelując, by nie „kadrować” papieża wedle takich kategorii. Mądre to słowa Arcybiskupa Warszawskiego, które jednak niestety nie przekonają ani tych z prawa, ani tych z lewa.

Ojciec Grzegorz Kramer napisał w swoim facebook’owym poście, że coraz bardziej się przekonuje, iż problem z Franciszkiem mają ci, którzy mają problem z Jezusem. Myślę, że to jest klucz do zrozumienie tych wszystkich, którzy bez pardonu krytykują papieża. Często są to ludzie, którzy mają utkany obraz Boga ze swoich lęków. Czego się boją? Boją się słabości Boga. Bóg wg nich musi być wymagającym, siermiężnie ubranym ojcem z dyscypliną w ręku! Boją się Oblicza Bożego, które stara się ukazać papież Franciszek. Boją się, że Bóg, który jest Miłością, Miłosierdziem i Dobrem Nieskończonym, który jest Zatroskanym Rodzicem skapituluje w walce ze złem obecnym w tym świecie. Zapominają, że Bóg już zwyciężył na krzyżu, a dokonało się to raz na zawsze! Dlatego przeświadczeni są, że to oni muszą walczyć, zbawiać świat, zasługując sobie w ten sposób na wieczną nagrodę. Czy nie ma w tym podobieństwa do sposobu myślenia muzułmańskich terrorystów, którzy potrafią wysadzić się w powietrze, aby zdobyć obiecaną wieczną nagrodę?

Tacy ludzie twierdzą, że spotkali Boga, poznali prawdę i najlepiej wiedzą, jak powinien być skonstruowany ten świat. Nierzadko też sami mianowali się funkcjonariuszami Boga. To dlatego oburzają się na słowa Franciszka: „Jeśli ktoś mówi z całkowitą pewnością, że spotkał Boga, i nie ma nawet cienia wątpliwości, to nie jest w porządku. Dla mnie to istotny klucz. Jeśli ktoś ma odpowiedzi na wszystkie pytania, oto dowód, że Bóg nie jest z nim. To dowód, że jest fałszywym prorokiem, który używa religii do swoich celów. Wielcy przewodnicy ludu Bożego, tacy jak Mojżesz, zawsze pozostawiali miejsce dla wątpliwości. (…) Mam jeden pewnik dogmatyczny: Bóg jest w życiu każdej osoby, Bóg jest w życiu każdego. Nawet jeśli czyjeś życie jest katastrofą, zniszczone przez występki, narkotyki czy cokolwiek, Bóg jest w jego życiu. Można i trzeba szukać Go w każdym życiu ludzkim” (Franciszek, Rozmowa o. Antonio Spadaro, „Civiltà Cattolica”, tłum. Paweł Bravo i o. Kasper Mariusz Kaproń, Leczmy rany, „Tygodnik Powszechny” nr 39, 29 września 2013).

Czy wiara pozbawiona miłości jest jeszcze wiarą? Czy to jeszcze chrześcijaństwo? Wydaje się, że to już ideologia. Boję się takiego chrześcijaństwa, które coraz częściej jest proponowane i lansowane – chrześcijaństwa ideologicznego, które poucza, jak żyć. To prawda, że potrzeba nam drogowskazów, ale skupienie uwagi wyłącznie na nich – na nakazach i zakazach – może doprowadzić do utraty kontaktu wzrokowego z Jezusem. Dalej już tylko prosta droga do utraty żywej relacji z Bogiem, a w konsekwencji – skupienie na prawie, przepisach, zacietrzewienie i ideologiczne trwanie w okopach. Wiara bez miłości. Boję się takiej wiary!

„Mentalność getta grozi nam wszystkim” – pisał wybitny teolog XX wieku, Karl Rahner SJ. „Zdecydowany, energiczny, bojowy katolik o prymitywnej nieco kulturze drobnomieszczańskiej zna dobrze tę pokusę „okopów”, która ma nawet w sobie coś religijnego: ma się wrażenie, że nie szuka się niczego prócz królestwa Boga” (K. Rahner, O możliwości wiary dzisiaj, 211 PL: 1965). To przykre, że ciągle są ludzie, którzy chcą budować getta. Straszne, że takich ludzi wciąż przybywa. Papież Franciszek chce jednak te getta skutecznie burzyć i dobrze mu to wychodzi.

Cieszę się, że jestem takim księdzem, jakim jestem. Bliski jest mi styl duszpasterski papieża Franciszka. Jeszcze bardziej się jednak cieszę, że wierzę w Boga, któremu mogę bez reszty zaufać, za którego nie muszę walczyć, protestować. Cieszę się, że mam taką wiarę, która pozwala mi w każdym papieżu dostrzegać znak Bożej troski, znak Opatrzności. Cieszę się, że mam taką wiarę, która pozwala mi w inaczej wierzącym czy odmiennie myślącym dostrzec brata a nie wroga, którego muszę spacyfikować i nawrócić. Cieszę się, że mam przyjaciół Żydów, protestantów, prawosławnych etc. Cieszę się, że jako kleryk przez dwa lata mogłem posługiwać więźniom, bo tam nauczyłem się, że świat nie jest czarno-biały. Cieszę się, że jestem księdzem, którego celem nie jest walka z Owsiakiem, Empikiem, Nergalem , Rydzykiem czy Bonieckim i dostrzeganie zagrożeń duchowych w Hello Kitty, Harrym Porterze, czy wydrążonych dyniach. Moim celem nie jest promocja takiej czy innej partii, wykazywanie błędów rządzących, wzywanie do rewolucji. Moim celem jest być jak Chrystus w służbie innym, ale nie w układaniu życia innym. Dlatego tak bardzo odpowiada mi to, co robi Franciszek, bo jest to bardzo Chrystusowe. „Dlaczego papież sieje zamęt i spotyka się z transseksualistą?! – «Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?» On usłyszawszy to, rzekł: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników» (Mt 9,11-13)” (Post na profilu facebooko’owym ks. Artura Stopki).

Nie obawiam się też tych moich sióstr i braci, którzy modlą się o moje nawrócenie (tzn. abym stał się taki, jaki mam być wg nich), którzy nazywają mnie lewakiem, Żydem, masonem, eleganckim komunistą, liberałem, przyjacielem grzeszników i liberałów itd. Bliskie jest dla mnie to, co mówi i robi Franciszek, bo jest to bardzo bliskie temu, co robił Chrystus. Bóg dla mnie jest zatroskanym ojcem, niezawodnym przyjacielem, życiem, sensem mojego istnienia, dawcą wszelkiego dobra. Wiem, że to co mam, w dużej mierze pochodzi od Niego, a to co osiągnąłem, osiągnąłem dzięki współpracy z Nim. Styl mojego kapłaństwa, ale najpierw styl mojego człowieczeństwa wynika z tego, jaki obraz Boga noszę w swoim sercu. Dlatego rozumiem papieża Franciszka, bo wierzymy w tego samego Boga!

Cieszę się, że jestem takim księdzem, który ma świadomość swojej słabości, kruchości woli, wątłości wiary, wielobarwności tego świata. To moja siła. Dzięki temu staram się nie dołować innych. Bo jak powiedział Michael W. Watson – „Silni ludzie nie dołują innych, tylko podnoszą ich wyżej”. Świat nie potrzebuje księży walczących w okopach, ale Bożych herosów, których orężem będzie miłość.

comments

Leave a Comment