Posted on: 17 stycznia 2016 Posted by: ks. Andrzej Perzyński Comments: 0

ks_andrzej_perzynskiII Niedziela Zwykła
J 2, 1-12
W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów.
A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: «Nie mają już wina». Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?» Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie».
Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: «Napełnijcie stągwie wodą». I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: «Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu». Oni zaś zanieśli.
A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: «Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory».
Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.
Następnie On, Jego Matka, bracia i uczniowie Jego udali się do Kafarnaum, gdzie pozostali kilka dni.

Ewangelia św. Jana opowiada o wydarzeniach w Kanie Galilejskiej. Zabrakło wina w czasie  uroczystości weselnej, co zawsze bywa rzeczą wielce kłopotliwą, gdyż goście, którym brakuje picia stają się niezadowoleni i dziwnie smutni – zupełnie tak samo, jak goście niedojedzeni. Jedno i drugie stwarza niezręczną atmosferę, jeśli towarzystwo nie składa się z absolutnych abstynentów. Gospodarze zostają postawieni w niemiłej sytuacji.

„Taki to początek cudów uczynił Jezus w Kanie Galilejskie i okazał chwałę swoją”. Początek cudów na okazanie chwały… Istniała teza, że Ewangelie są tylko literackim wytworem członków pierwszych gmin, dążących za wszelką cenę do deifikacji swojego Mistrza, któremu to celowi służyć miały w charakterze dydaktycznych ilustracji również i opisy cudów. Gdyby teza ta istotnie odpowiadała ściśle prawdzie – bardzo dziwnie wypadłaby inauguracja owej serii deifikacyjnej. Ostatecznie przemienienie wody w wino podczas biesiady weselnej trudno byłoby uznać za wstęp nazbyt wzniosły i poważny; nawet przy słusznym założeniu, że radość dwojga nowożeńców oraz domowy honor gospodarzy wesela są rzeczą bardzo serio. Gdyby cała rzecz miała być redakcyjnym wymysłem gminy, bez trudu można by wymyślić bardziej właściwą inaugurację: jakieś uroczyste i bardziej wzniosłe cudowne wydarzenie na pierwsze publiczne okazanie chwały Syna Bożego.

Więc jedno z dwojga: albo zupełnie niezrozumiała niezręczność – albo też zgoła coś innego: wierność rzeczywistości, posłuszeństwo faktom, które istotnie miały miejsce w takim właśnie a nie innym porządku i kształcie. Jeśli zaś taką ewentualność zaakceptuje się, na miejscu będzie zamyślenie właśnie nad owym faktem, że pierwszym okazaniem chwały Syna Bożego jest  wydarzenie wcale nie wzniosłe, lecz raczej kameralne i domowe. I cały blask owego cudu jarzy się tylko wewnętrznym ciepłem życzliwości: aby radość ludzka była pełna i aby nie powiedziano, iż czegoś jej zabrakło.

To dopiero późniejsi o wiele dziesiątków lat teologowie ujrzeli w Kanie Galilejskiej zapowiedź Wieczernika, figurę cudu Eucharystii. Zapewne: słusznie ujrzeli. Ale dla ludzi współczesnych wydarzeniom rzecz była zwyczajniejsza, bliższa i bardziej dosłowna, w zasięgu ręki, ale może tym bardziej zadziwiająca: zapowiedziany i poprzedzany przez Jana Syn Boży przyszedł na uroczystości weselne i chociaż „nie przyszła jeszcze jego godzina”, na prośbę Matki uczynił taką właśnie, a nie inną rzecz cudowną. To było tak, jakby na początku swoich wielkich dróg uśmiechnął się Bóg do ludzi i do ich zwyczajnej radości: aby niczego jej nie brakło. I niechże im w głowie zaszumi. Jest czas śmiechu i czas płaczu, czas zbierania i czas rozrzucania, czas budowania i czas burzenia. Jednakże tamta radość – dar Boga – zachowana będzie także i na czas ostateczny, jak dobre wino.

                                                                                        (ap)

comments

Leave a Comment