Nie może być większej satysfakcji dla autora, jak kiedy na spotkaniu po projekcji filmu o wiele więcej i dłużej mówią widzowie, niż on sam. Michał Majerski pokazał w zielonogórskim Klubie „Tygodnika Powszechnego” swój nowy dokument, a właściwie esej filmowy, zatytułowany „Było sobie Pomorze”. Film wywołał wśród widzów ogromną falę emocjonalnych zwierzeń i refleksji na temat tożsamości; tak różnych jak różni są ludzie.
Już sam tytuł „Było sobie Pomorze” skłania do pytań. Jak to, było!? Przecież jest! Ale to już nie to samo Pomorze, co kiedyś przed wojną.

Reżyser Michał Majerski (rocznik 1948) pochodzi ze Śląska, urodził się w rodzinie polsko-niemieckiej. Od kilkunastu lat mieszka w Szczecinie. Jako dziennikarz dobrze poznał te strony. Mówi: Pomorze jest wyjątkowym terenem, podobnie jak dzisiejsza Ziemia Lubuska. Tu wszyscy ludzie zostali wymienieni. Niemieccy mieszkańcy po II wojnie odeszli, uciekli bądź zostali usunięci. Trauma wypędzeń odłożyła się w ich psychice i odzywa się w kolejnych pokoleniach.

Na opuszczone tereny przyszli nowi ludzie ze Wschodu, też straumatyzowani wojennymi przejściami, z pamięcią swoich stron rodzinnych. Dla kresowiaków, ludzi ze Lwowa, z Wilna, ze spalonej Warszawy problem niemiecki nie istniał. Dla nich to było miejsce przypadkowe, a może i tymczasowe, w ich życiu.
Prof. Tadeusz Białecki (pochodzący z Górnego Śląska, rocznik 1933) – autor opracowań dotyczących demografii i historii Pomorza Zachodniego, redaktor naczelny Encyklopedii Szczecina, mówi: zastaliśmy tu pustynię ruin; przedwojenne miasto zniknęło jak sen.

Profesor nauk filozoficznych Rudolf von Thadden (rocznik 1932) urodził się z kolei w majątku rodzinnym Trieglaff (obecnie Trzygłów) koło Gryfic. Pochodzi z zamożnej szlachty zachodniopomorskiej. Rodzina opuściła majątek na początku 1946, nie czekając na wysiedlenie. W filmie, von Thadden mówi: z Pommern pozostały stare kościoły, folwarki lub ich ruiny, pozostały drogi i krajobrazy, ale ludzi – dawnych mieszkańców tej krainy już nie ma, wraz z nimi odeszła historia tych miejsc. Zmieniła się też religia. Kiedyś panował tu protestantyzm, teraz katolicyzm, bo Polacy są katolikami.

Szybko przyswoiliśmy dorobek kultury materialnej, trudniej z dorobkiem duchowym – komentuje ktoś z nowoprzybyłych. Tę ziemię przyniosła nam Armia Czerwona, Pomorze otrzymaliśmy z rąk Stalina.

Prof. von Thadden: obecni, nowi mieszkańcy Pomorza powinni popracować nad „kulturą pamięci”.

Artur Liskowacki – eseista i poeta, jest odmiennego zdania, uważa, że paradoksalne, brak historycznej pamięci jest dobrym początkiem. Bez dziedziczenia cudzych win i traum łatwiej pójść do przodu. Atutami Szczecina na przyszłość są właśnie młodość i brak pamięci o tym co było złe. O przyszłości Szczecina zadecyduje nie pamięć historycznych zdarzeń, ale to czy będziemy chcieli tu żyć. Być może młodzi przybysze, też ze Wschodu, którzy prowadzą w Szczecinie modny salon fryzjerski, a mówią o sobie „paprykarze”, są przyszłością tego miejsca? Ich nie interesuje przeszłość i regionalna historia. Oni celują w przyszłość. Chcą – jak mówi Josef Muhammed Yusuf – żeby mówiono o nich na świecie: „to ci, ze Szczecina, którzy podbili Nowy Jork”.
Z polifonii głosów w filmie wykluwa się nowy, jeszcze niezbyt wyraźnie zarysowany, kształt obecnej pomorskiej tożsamości, nowe jej oblicze. Wśród miejskiej zabudowy bije w oczy biała sylweta budynku nowoczesnej szczecińskiej filharmonii. Przestała działać dawna klątwa Sidonii von Borcke.

Trailer filmu znajdziecie Państwo pod adresem: https://vimeo.com/288858976

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.