Posted on: 3 listopada 2018 Posted by: Paweł Stachowiak Comments: 0

W najbliższą niedzielę 4 listopada, zostanie w naszych kościołach odczytany list pasterski biskupów polskich na 100-lecie niepodległości: „Wymodlona i wywalczona wolność”. To ważny dokument i dobrze, iż pasterze Kościoła w Polsce zabierają głos w chwili gdy dokonujemy bilansu stu ostatnich lat naszych dziejów, gdy świętujemy rocznicę naszego wielkiego historycznego sukcesu.

Ich głos jest istotny, choćby dlatego, że Kościół odegrał ważną rolę w utrzymaniu polskiej tożsamości i był jednym z najskuteczniejszych obrońców praw Polaków do odrębności, jeśli nie zawsze państwowej, to z pewnością narodowej i wyznaniowej. Polskość i katolicyzm są powiązane, choć przecież nie tożsame. Biskupi to dostrzegają, doceniając rolę Polaków różnych wyznań chrześcijańskich dla utrzymania naszej tożsamości narodowej.

List biskupów wylicza jednak przede wszystkim zasługi Kościoła katolickiego w latach zaborów, historyk mógłby poddać krytyce wiele opinii w nim zawartych ale rozumiem przecież, że dydaktyczna i apologetyczna natura dokumentu nie pozwala na uwzględnienie rozmaitych niuansów. Tak, Kościół katolicki był oparciem dla polskich nadziei, umacniał Polaków w duchu trzeźwości, propagował zasady etyczne w życiu społecznym i indywidualnym, wspierał działania wzmacniające świadomość narodową i ducha narodowej tożsamości. Tej historycznej zasługi nikt, bez popadania w stronniczość, nie może Mu odmówić.

Wszelako trudno oprzeć się wrażeniu, że coś biskupom umknęło, że nie wykorzystali okazji do wypowiedzenia ważnych słów, które są, jak sądzę, potrzebne Kościołowi w Polsce, duchownym i świeckim, że nie podjęli próby oczyszczenia pamięci. Przypomnijmy sobie rzymskie uroczystości 2000 lat chrześcijaństwa, a szczególnie liturgię pokutną, która została odprawiona przez Jana Pawła II w bazylice św. Piotra 12 marca 2000 r. „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie” — powiedział wówczas papież, podkreślając, że jako Kościół dźwigamy ciężar win także wtedy, gdy nie są to nasze osobiste winy. Nie możemy bowiem „zaprzeczyć niewierności niektórych współbraci wobec Ewangelii”.

Wielu miało mu wówczas to wyznanie win Kościoła za złe, obawiano się, że przeprosiny za grzechy popełnione przez córki i synów Kościoła osłabią Jego autorytet, naruszą przekonanie o Jego nadprzyrodzonej naturze. Dziś wiemy, że te obawy były bezpodstawne; autentyczne i wielkoduszne słowa przeprosin (nigdy w formule „przepraszam tych, którzy czują się obrażeni”) nie godzą w żaden sposób, w nadprzyrodzony charakter Kościoła, wręcz przeciwnie, ukazują Go jako prawdziwe mistyczne ciało Chrystusa, pokorne i zdolne do krytycznej autorefleksji, dowodzą, że Kościół ma sumienie.

Kościół w Polsce wciąż stoi Janem Pawłem II, którego słowa i gesty ciągle są przywoływane w dokumentach, kazaniach, inicjatywach, i działaniach. Jesteśmy Kościołem papieża Polaka. Dlaczego zatem w liście pasterskim, który stanowi podsumowanie roli Kościoła w ostatnim 100 – leciu zabrakło choćby słowa przeprosin za to co w ostatnim stuleciu chwały Kościołowi nie przynosi, dlaczego ograniczono się do wyliczenia niewątpliwych zasług, co w dokumencie tak syntetycznym musi prowadzić do uproszczeń i wątpliwych interpretacji?

Weźmy przykład pierwszy z brzegu. Biskupi piszą: „Kościół […] zawsze wspierał narodowe zmagania o odzyskanie wolności”. Przecież to jawna nieprawda! Przypomnijmy sobie encyklikę „Cum primum” Grzegorza XVI potępiającą powstanie listopadowe. Przywołajmy działania prymasa abp. Mieczysława Ledóchowskiego zakazującego śpiewania „Boże coś Polskę”. Pamiętajmy o rozgoryczeniu Juliusza Słowackiego piszącego „Polsko twoja zguba w Rzymie” i rojącego o „słowiańskim papieżu”. Jeśli odwołujemy się do obrazu przeszłości o jednostronnym i pozbawionym krytycyzmu charakterze, a tak dzieje się w liście biskupów, to narażamy się na wzmożoną aktywność tych, którzy będą chcieli przypomnieć fakty niewygodne, sprzeczne z owym uproszczonym wizerunkiem.

Nie mogę się uwolnić od poczucia rozczarowania, że biskupi nie wykorzystali okazji aby dokonać oczyszczenia pamięci katolików polskich. Powiedzieć o oczywistych zasługach Kościoła dla utrzymania polskiej tożsamości narodowej i odrodzenia państwa, ale jednocześnie wyznać winy i poprosić o przebaczenie. Nie jest możliwym aby w tym miejscu zaproponować listę grzechów, o których warto byłoby wspomnieć, niech wystarczy wspomnienie o jednym.

Nie mam wątpliwości, że największym grzechem Kościoła w naszym kraju był sojusz wielu Jego synów ze skrajną, nacjonalistyczną, antysemicką prawicą. Lektura tekstów z „Małego Dziennika”, „Rycerza Niepokalanej”, słowa księży takich jak osławiony Stanisław Trzeciak, czytane dziś są wyzwaniem dla naszej wiary w świętość Kościoła. Czy nie warto byłoby na stulecie Rzeczpospolitej, powiedzieć wreszcie: przepraszamy, takich słów i postaw nie da się usprawiedliwić, były sprzeczne z zasadą miłości bliźniego, naruszały najważniejsze zasady chrześcijańskiej wiary. Wiem, Kościół niejednokrotnie potępiał nacjonalizm, rasizm, ksenofobię, niestety słowa owego potępienia rzadko wybrzmiewały dostatecznie głośno i wyraźnie. Nawet jeśli episkopat Polski wydawał świetne i wielce wymowne dokumenty, które miały wręcz przełomowy charakter, np. „Chrześcijański kształt patriotyzmu”, to pozostawały one nieznane szerszej opinii publicznej, nie były odczytywane w świątyniach. To, co trafia do uszu wiernych dalekie jest od ducha ekspiacji.

„Niepamięć bywa przedpolem klęski”, takie słowa padają w jednym z wcześniejszych listów pasterskich episkopatu. Rzeczywiście, nie ma wspólnoty, narodowej, wyznaniowej, rodzinnej, bez fundamentu pamięci. Kluczowym pytaniem pozostaje jednak, czemu ta pamięć ma służyć, jakie funkcje wypełniać? Najważniejsze zdają się dwie funkcje zbiorowej pamięci: tożsamościowa i legitymizacyjna. Pierwsza wzmacnia tożsamość grupową poprzez świadome wspieranie takiego obrazu przeszłości, który budzi emocjonalny oddźwięk wśród członków zbiorowości. Druga, dotyczy legitymizowania istniejącego porządku społeczno – politycznego czyli struktur społecznej dominacji i form władzy. W przypadku Kościoła uzasadnia ona Jego tradycyjną pozycję w przestrzeni publicznej: narodowej i państwowej, pozycję, której zagrażają widoczne dziś prądy sekularyzacyjne.

Mówiąc wprost, Kościół w Polsce nie chce doznać losu Kościołów Zachodu, zmarginalizowanych i zepchniętych „do kruchty”. Czy da się to osiągnąć odżegnując się od krytycznej analizy własnej przeszłości, budując jednowymiarowy obraz historii? Jestem przekonany, że nie! Wspólnota budowana na pamięci wybiórczej, nie przemyślanej i nie przepracowanej jest krucha, ponieważ nie znosi krytyki. Jest także daleka od otwartości na świat i innego człowieka, ponieważ ma skłonność do zamykania się w twierdzy przekonania o własnej doskonałości i o wrogim otoczeniu, od którego trzeba się odgrodzić, bronić się przed nim. Wiedział o tym św. Jan Paweł II, czy nie wiedzą polscy biskupi?

comments

Leave a Comment