Posted on: 18 lutego 2017 Posted by: Jolanta Elkan-Wykurz Comments: 0

jola_elkan(Mt 5, 38-48)

Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Słyszeliście, że powiedziano: „Oko za oko i ząb za ząb”. A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu: lecz jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię ktoś, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie.

Słyszeliście, że powiedziano: „Będziesz miłował swego bliźniego”, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził.

A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.

Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią?

Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski».
A Ja wam powiadam…

Jezus ogłasza nowe prawo, nowy porządek. Czy stary był zły?

Niekoniecznie. Wprowadzał ład w świat rozbojów, rozbuchanych emocji, nieopanowanej agresji, podsycanej nienawiści i chęci zemsty. Był to pewnego rodzaju symetryczny rodzaj sprawiedliwościowi, wcale nie łatwy do przestrzegania.

Spójrzmy blisko, na nasze, małe osobiste podwórka, na nasze życie codzienne.

Kłótnia o spadek po zmarłym rodzicu potrafi poróżnić ludzi tak skutecznie, że rodzeństwo latami żyje w poczuciu krzywdy, nienawidząc się nawzajem, zasklepiając się w  wyniszczającym, głuchym żalu i poczuciu krzywdy.

Rozwód – masakra psychiczna i duchowa w Sądzie, szarpanina o pieniądze, rozgrywanie własnych żalów i krzywd- dziećmi, nienawiść, zamulająca myślenie, zamrażająca serce…

A przecież i brat i siostra i żona i dzieci- to najbliższe osoby, jakie mogą być…

Zawiść o stanowisko w pracy, o większą pensję, o honorowe miejsce na trybunie; wynikające z niej pokrętne działania mające na celu zniszczenie tych, którzy stoją na drodze – obmowa, donosy, pomówienia, szkalowanie – pozornie w imię sprawiedliwości i prawdy. A przecież to nie wrogowie, ale koledzy z pracy, często niegdysiejsi przyjaciele.

To już nie oko za oko. To cała osoba, jej rodzina i dobre imię- za oko. A może nawet i oko nie było ruszone.

Kto więc trzymał się (i trzyma)  tego symetrycznego prawa, musi powściągnąć emocje, wkładając w to pewien wysiłek. Oczywiście także- unikając kary. Prawo to zapewnia jaki-taki ład i byłoby nieźle, gdyby przynajmniej ono było wypełniane.

A jednak…

Znam człowieka, niezamożnego, który wychowywał z żoną nie tylko troje własnych, ale kilkoro pozbawionych opieki dzieci. Długie lata opiekowali się oboje chorą mamą.  Ów człowiek miał młodszego brata, którego kochał. Brat także był żonaty, dość zamożny i miał córkę- jedynaczkę.  Nie  pomagał w opiece nad mamą, bo był na to „za wrażliwy”. Starszy brat starał się nie mieć o to żalu. Mama zmarła, pozostawiając niewielki majątek- dwupokojowe mieszkanie w bloku. Młodszy brat zaraz po pogrzebie wniósł sprawę do Sądu o przyznanie mu tego mieszkania – dla córki. Starszy na pierwszej rozprawie zrzekł się wszystkiego na rzecz brata.

Mówili niektórzy, że postąpił głupio, bo przecież miał troje dzieci i  przez wiele lat wraz z żoną ponosili wszelkie koszty opieki; no niezależnie od wszystkiego, prawnie należała mu się połowa schedy. A on mówił: do czego doprowadziłby walka o to prawo? Do wieloletnich wyniszczających sporów w dodatku publicznych, w rezultacie których tak czy inaczej straciłbym brata… Wybrał więc ubóstwo, pozorną niesprawiedliwość i miłość.

Zawsze podziwiałam tego człowieka. Nadstawił drugi policzek. Oddał płaszcz, żądającemu szaty, poszedł kilka mil z tym, który przymuszał do mili. Czy wobec tego postąpił według wskazówek Jezusa? To jednak był jego brat- a kochać brata żadna zasługa. Prawda, ale w momencie, gdy brat wystąpił o przyznanie mu całego majątku, w momencie w którym ogarnęła go żądza pieniądza, stał się wrogiem gotowym do wszelkich działań, które zapewniłyby mu skuteczność. A więc człowiek ten kochając wroga- odzyskał brata.

A Ja wam powiadam…

Mamy być doskonali, jak Ojciec w Niebie, mamy być jak Bóg. Syn Boży pokazał, co to znaczy. Nikogo nie uważał za wroga- a za tych, którzy pragnęli jego zguby i za tych, którzy wykonywali na nim wyrok- modlił się do Ojca o przebaczenie.  Wszystkich uważał za dzieci Ojca, do wszystkich głosił swoją naukę, nie pytając kto wróg, a kto przyjaciel, kto pobożny, a kto grzeszny, kto swój a kto obcy. Wszystkich uzdrawiał i za wszystkich umarł. Był jak deszcz, który Bóg zsyła na sprawiedliwego i grzesznika, jak słońce, które świeci jednemu i drugiemu.

Był? Jest! Przecież pozostał z nami (i w nas) do skończenia świata! Jeśli zatem powiedział, że tak mamy żyć, to znaczy, że jest to możliwe – z Nim. Choć po ludzku  wszystko w nas się czasem buntuje przeciw temu, mamy próbować wciąż od nowa, nawet jeśli nam się nie udaje, jeśli nasza natura przeważa i nie wytrzymujemy. Jak ten tischnerowski góral, co pozwalał bić się po twarzy z jednej i z drugiej strony, a potem przygrzmocił  bijącemu ze słowami: „Przedtem była Ewangelia, a teraz jestem ja!” Zawsze w naszych czynach będzie trochę nas i trochę Jego Ewangelii, ale nie ustawajmy.  On nas nie opuści. Próbujmy więc ciągle od nowa być doskonałymi, jak Ojciec.

comments

Leave a Comment