Posted on: 8 listopada 2012 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

Nie mam jeszcze nowego numeru „Tygodnika Powszechnego”. Przypuszczam, że to, co było najgłośniejsze w minionych dniach „Tygodnik” skomentował. Ale ja chciałabym pierwsze linijki poświęcić samemu „Tygodnikowi”, żeby szczerze powiedzieć (a to w związku z apelem redakcji do przełożonych Redaktora Seniora – „Tygodnik Powszechny” nr 45, 4 listopada 2012, str. 3), że wcale tak bardzo się nie martwię zakazem wydanym mu przez zwierzchność rok temu, żeby nie występował w telewizji ani radiu.

Awantury, które zaprezentowały oba media w ostatnich dniach, kiedy dziennikarze bez najmniejszych zahamowań wrzeszczeli na siebie nie pozwalając na żadną dyskusję, a gospodarze programu nie był w stanie nad nimi zapanować, postawiły kropkę nad i wobec poczucia, że wypowiedzi przed kamerami i mikrofonami to marnowanie czasu. Jeżeli ktoś, kto stanowi autorytet duchowy i umysłowy, może zamiast udziału w takich gremiach napisać jeszcze parę książek, które będą czytać bodaj i nasze wnuki, to naprawdę nie warto się martwić. No i na pewno nie warto używać w „Tygodniku” nieuprzejmych form interwencji, zwłaszcza na terenie tak delikatnym, jak przełożeństwo i posłuszeństwo w zakonie. I na pewno również nie warto obdarzać prawem publikacji listów, których autorzy nie mają odwagi podpisać się nazwiskiem, o podaniu nazwy miejscowości nie wspominając.

Ja wiem, że kultura publicznej dyskusji już prawie zanika, ale trzeba jej bronić na takich łamach jak „Tygodnik”, cokolwiek by się działo.

A drugą uwagę odnieść chcę właśnie do tego tematu, który w ostatnim tygodniu spowodował największe poruszenie i zgorszenie równocześnie. To nie policzone sytuacje wytykania przez polityków, dziennikarzy i odbiorców, kto powinien był zjawić się na pogrzebie prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego w świątyni Opatrzności Bożej, a kto się nie zjawił. Każdy, kto zabierał głos, demonstrował najwyższy stopień zgorszenia, oburzenia, gniewu i pretensji. Także ci, którzy sami na pogrzebie nie byli. I jak gdyby nikt nie zdawał się ani przez chwilę pamiętać, że gdyby tam zjawili się ci wszyscy przedstawiciele władzy (którzy nota bene reprezentowani byli każdy przez swego zastępcę), nikt pewnie nie byłby w stanie zapewnić, że powagi żałobnej nie zdepcze buczenie, obelżywe okrzyki, znieważające transparenty i że po prostu najbliższa rodzina zmarłego tego właśnie nie chciała i na to nie zasługiwała.

Na koniec jedno życzenie, prawie modlitwa: żeby w tym roku Święto Niepodległości nie zostało sprofanowane jak w zeszłym.

comments

Leave a Comment