bartek_rajewskiW dzisiejszym „Dużym Formacie” (10.03.2016) natrafiłem na ciekawy, acz mało obiektywny reportaż Marcina Wójcika pt. „Kościół bez ścian i drzwi”. „Co tydzień w centrum Warszawy zielonoświątkowcy, baptyści, prawosławni, katolicy modlą się razem na ulicy. Prezesi otwierają się, mówią, że dawno nie rozmawiali z Jezusem” – przeczytałem. Wyznania chrześcijańskie – od zielonoświątkowców do katolików – zostały sklasyfikowane w takiej kolejności nieprzypadkowo: autor opiewa bowiem bohaterstwo i heroiczną duchowość tych pierwszych, krytykując jednocześnie skostniałość katolickich form przekazu wiary i ukazując, że prawdziwy Boży Kościół ma niewiele wspólnego z Kościołem katolickim. O wspomnianych baptystach i prawosławnych w całym reportażu nie ma ani słowa.

W artykule poznajemy życiorysy wielu osób, które znalazły pomoc w „Kościele ulicznym” i dzięki temu mogły zmienić swoje życie. Głównie to bezdomni, narkomani i alkoholicy. I chwała Bogu. Nie ma w tym nic dziwnego. Dziwne może być natomiast to, że autor ukazuje niemal tyle samo osób, które – mimo że ochrzczone w Kościele katolickim – spotkały Chrystusa i odkryły Boga we wspólnotach zielonoświątkowych, do których zdecydowały się przetransferować ze skostniałego i pełnego pustej obrzędowości katolicyzmu. O co zatem chodzi? O ukazanie, że „Kościół uliczny” niesie rzeczywistą pomoc potrzebującym i głosi Ewangelię, czy może o przekonanie czytelnika, że Kościół katolicki jest niemodny i skostniały, pozbawiony Bożej asystencji?

I tak poznajemy trzydziestoletniego biznesmena – Grzegorza, nawróconego narkomana – Pawła i jego żonę Martę, wydawcę prasy medycznej – Pawła, który twierdzi, że modli się nad ludźmi, a tym prostują się kręgosłupy. Jest też aktorka Kamila, menedżerka Magdalena i taksówkarz Robert. Co ich łączy? Wszyscy byli ochrzczeni w Kościele katolickim. Jednak Boga spotkali i szczęście odnaleźli dopiero we wspólnotach zielonoświątkowych. Dlaczego tak się stało? Niemal zgodnie twierdzą, że dopiero w tych wspólnotach odnaleźli czystą naukę Chrystusa. Krytyce poddają Tradycję, jako źródło wiary, spowiedź, celibat, kult świętych, panujący smutek i brak doświadczenia wspólnoty. Niby przypadkiem obrywa się też katolickiej hierarchii: „Są [w „Kościele ulicznym” – przyp. BR] zielonoświątkowcy, baptyści, katolicy – tu się stawia na ekumenizm, choć katolicy się boją, że proboszcz albo biskup się dowie” – czytamy. Ach ci pasterze…

Czytając artykuł, ma się wrażenie, że pod pozorem ukazania wzniosłej i godnej pochwały działalności charytatywno – ewangelizacyjnej „Kościoła ulicznego”, autor chce przede wszystkim „dokopać” katolikom. Żachnąłem się i ja: znów ta przeklęta „Wyborcza” chce nas opluć, poniżyć, przedstawić prawdę w krzywym zwierciadle, zrelatywizować. Czy taki był cel autora? Nie wiem. Wiem natomiast, że miast się żachać, trzeba zastanowić się nad argumentami, które padają z ust tych, którzy z naszej katolickiej wspólnoty odeszli.

„Bóg nie umiera na skutek kontestacji, Bóg umiera z nudów w naszych kościołach. Przywróćmy Mu jasne oblicze, aby był Bogiem, którego można zakosztować, którym można się cieszyć, którego się pragnie” – usłyszał Papież na rozpoczęcie swych tegorocznych rekolekcji wielkopostnych. Ćwiczenia duchowe głosi włoski serwita o. Ermes Ronchi. Kolejnego dnia rekolekcji mówił, że chrześcijaństwo trzeba wyzwolić z lęku: „Z lęku rodzi się chrześcijaństwo smutne, Bóg bez radości. Wyzwolić z lęku oznacza działać aktywnie, by usunąć ten całun lęku, którym pokryte jest serce tak wielu ludzi: lęku przed innym, lęku przed obcym. Przejść od wrogości, która może być również instynktowna, do gościnności, od ksenofobii do filoksenii, miłości obcych. Wyzwolić wiernych z lęku przed Bogiem, tak jak czynili to w całej świętej historii Jego aniołowie. Być aniołami, którzy wyzwalają z lęku”.

I tak sobie myślę, że nie ma co się oburzać na „GW”, ale trzeba zrobić coś, żeby Bóg nie umierał z nudów w naszym Kościele. Trzeba zrobić coś, żeby ludzie mogli odnaleźć Boga w swoich parafialnych wspólnotach. Co takiego powinniśmy zrobić? Pytanie pozostaje otwarte. Być może odpowiedź na te i inne pytania znajdą uczestnicy rozpoczynającego się jutro Zjazdu Gnieźnieńskiego. Wszak będzie się on odbywał pod hasłem „Europa nowych początków. Wyzwalające moc chrześcijaństwa”.

comments