Posted on: 22 września 2013 Posted by: ks. Andrzej Perzyński Comments: 0

perzynski_aXXV Niedziela Zwykła
(Łk 16,1-13)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Pewien bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek. Przywołał go do siebie i rzekł mu: Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twego zarządu, bo już nie będziesz mógł być rządcą. Na to rządca rzekł sam do siebie: Co ja pocznę, skoro mój pan pozbawia mię zarządu? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. Wiem, co uczynię, żeby mię ludzie przyjęli do swoich domów, gdy będę usunięty z zarządu. Przywołał więc do siebie każdego z dłużników swego pana i zapytał pierwszego: Ile jesteś winien mojemu panu? Ten odpowiedział: Sto beczek oliwy. On mu rzekł: Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz: pięćdziesiąt. Następnie pytał drugiego: A ty ile jesteś winien? Ten odrzekł: Sto korcy pszenicy. Mówi mu: Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt. Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światłości. Ja też wam powiadam: Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy /wszystko/ się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków. Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. Jeśli więc w zarządzie niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, prawdziwe dobro kto wam powierzy? Jeśli w zarządzie cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, kto wam da wasze? żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i mamonie.

Bóg to „chleb życia”, Bóg to Eucharystia. „Jam jest chleb życia…”. Co te słowa znaczą? Zwróćmy po kolei uwagę na każde z nich.
<br.
„Jam jest…”. Ja jestem, istnieję. Nie jestem anonimową siłą, żywiołem pozbawionym oblicza, ale jestem sobą – wolnym, wrażliwym, mądrym. Tylko istota świadoma samej siebie może wypowiedzieć słowa: „ja”, „ja jestem”. Obok nas są drzewa, domy, stoły i krzesła, ale żadne z nich nie spogląda na nas, mówiąc: „ja jestem”. Obecność Boga jest szczególna. Świat rzeczy i przedmiotów bywa niekiedy nawet światem złowrogim. Dla spragnionego wędrowca na pustyni, dla kogoś zagubionego w lesie, dla zasypanego zwaliskami skał byt słońca, lasu i skały staje się bytem złowrogim. Realność żywiołów, substancjalność rzeczy, przemoc wody i kamienia oznacza dla człowieka najwyższą bezduszność bytu wobec jego ludzkiej nadziei i intymnego marzenia. Człowiek to trzcina myśląca, trzcina tym bardziej krucha, że świadoma swego wystawienia na burze i borykająca się nie tylko z tym wiatrem, który dziś wieje, lecz także z tymi, którymi darzy go wyobraźnia…

Tyle że z chlebem jest inaczej. Chleb nie jest bezdusznym żywiołem. Chleb jest sam w sobie niewinny, niesplamiony niczyją krwią, jest pełen najprostszego w świecie dobra. Chleb nie może być dla człowieka przedmiotem nienawiści, za to jest często przedmiotem przejmującej tęsknoty. W Eucharystii dobroć chleba odsłania nam osobową obecność dobroci Boga. Podkreślam: obecność. Bo być obecnym to o wiele więcej, niż po prostu być. Kamień jest, ale kamień nie jest obecny. Cóż znaczy – obecny? Być obecnym znaczy być przytomnym, przytomnie, świadomie i z dobrej woli nachylać się w stronę drugiego człowieka, aby jego kruchość uchronić od przemocy żywiołów. Każdy, kto jest przy mnie obecny, cokolwiek by robił, zawsze daje mi do zrozumienia, że „cenniejszy jestem niż wróbel”. Bóg w Eucharystii jest obecny jako Ten, kto słowa te wypowiedział po raz pierwszy. Ileż jest okruchów Chleba Eucharystycznego, a każdy z nich ma inny kształt. Niepowtarzalność kształtów przypomina o niepowtarzalności drogi, którą Bóg trafia do mego wnętrza, i o niepowtarzalnej mądrości, z jaką stopniowo spełnia i przemienia moje tęsknoty.

„Jam jest chleb życia…” Idea życia nasuwa nam myśl o zagrożeniu śmiercią. Komu bowiem potrzebny jest chleb życia? Chleb życia potrzebny jest temu, komu zagraża śmierć. Śmierć zagraża człowiekowi na wielu poziomach jego istnienia. Jest śmierć umysłu, gdy człowiek czuje, że zewsząd otaczają go nieprzeniknione ciemności. Jest śmierć serca, gdy czuje się niezdolny do nadziei i do miłości. I jest konanie ostateczne, po którym następuje ciemność i kres życia, tajemnica, która nie wiadomo, czy jest końcem, czy początkiem. Odpowiedzią na nasze codzienne konania jest pokarm życia. Mówi się o nim trafnie, że jest zadatkiem zmartwychwstania. Dlatego możemy powiedzieć: chleb ten jest miejscem najwyższej przemiany. W nim do naszego umierania przychodzi umieranie Jezusa Chrystusa, które powstało z martwych, aby przeistoczyć naturę naszego konania. Zanurzeni w Jego śmierci dostępują zmartwychwstania. Czas śmierci przemienia się w wieczność życia. Wewnętrzny świat człowieka rodzi nowe owoce. Wszystko, co ma związek ze śmiercią, zostaje przemienione. Cierpienie staje się błogosławieństwem… Cisi stają się posiadaczami ziemi… Ubodzy w duchu wkraczają w bramę królestwa… Życie prężne i zdobywcze, bujne jak wiosenna zieleń, życie naprawdę – staje się naturą tych, którzy sięgnęli po chleb przeistoczony. Aby ich radość była pełna…

„Chleb życia…”. Chleb to pokarm. Ileż głębi kryje w sobie idea pokarmu! Promieniuje ona na najdalsze zakamarki egzystencji ludzkiej, tej egzystencji, której zrąb buduje nadzieja. Eucharystia to pokarm nadziei. Dlaczego przede wszystkim nadziei? Bo nic tak nie potrafi łączyć człowieka z życiem jak nadzieja i nic tak jak ona nie potrafi oderwać człowieka od życia. Nadzieja koloryzuje przyszłość i w ten sposób otwiera przed nami drogę poświęceń i heroizmu. Ale nadzieja może nas do tego stopnia oderwać od teraźniejszości i zauroczyć przyszłością, że stajemy się nieczuli na świat, który nas otacza… Bóg, który byłby wyłącznie Bogiem nadziei, a nie był Bogiem obecności, wtrąciłby człowieka w wieczną ucieczkę od życia. Bóg, który byłby tylko Bogiem obecności, a nie był Bogiem nadziei, wtrąciłby człowieka w nieruchomość. Eucharystia jako pokarm nadziei odsłania nam głęboki związek przyszłości z teraźniejszością. Bóg jest nie tylko Tym, kto będzie, lecz także Tym, kto jest. Bóg jest na tym świecie. Jak chleb jest na tym świecie, tak samo Bóg.

Chleb wiąże się z teraźniejszością, z doczesnością, jego korzenie wyrastają z aktualnej pracy człowieka, z zaorywanej ziemi, z zieleniejących pól, z troski, która przekształca materię w chleb. Korzenie chleba są również w braterstwie ludzkim, bez którego nic by nie było możliwe: ani chleb, ani słowo, ani komunia. Ale Chleb Przeistoczony sięga dalej niż doczesność. On jest pokarmem nadziei, a nadzieja jest siłą pielgrzyma, który wędruje do ziemi obiecanej. Uczy on człowieka tej postawy, w której człowiek podejmuje swój obowiązek jako wyraz tęsknoty za tym, czego „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało”.

„Jam jest chleb życia, któryż nieba zstąpił”. I znów: „Kto spożywa ten chleb, żyć będzie…”. „Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, krew moja jest prawdziwym napojem…”; „To czyńcie na moją pamiątkę”. To wszystko zostało zamknięte w chlebie, w którym dokonała się dla nas najwyższa obecność. Lecz oto rzecz zadziwiająca! Czyż może być coś bardziej bezbronnego, bezsilnego i kruchego niż chleb? Losy tego Chleba są bez reszty w rękach człowieka. Jego jedyną bronią jest dobroć – dobroć tym bardziej głodna dobrych uczynków, im więcej ich czyni. Dobroć zaufała tu dobroci. Mówiliśmy o tym, że nadzieja czyni z Boga swego najwyższego powiernika. Lecz oto tutaj dokonuje się coś odwrotnego: jakby jakaś boska nadzieja składała siebie w ręce człowieka. Przyjmując Komunię, jakbyśmy brali w swe ręce tę najwyższą boską nadzieję. Powierzamy Bogu swą nadzieję, ponieważ Chrystus wpierw złożył swą nadzieję w nasze ręce. Dobroć i kruchość Chleba stała się tego widomym znakiem.

Powróćmy do domu i do świata z nadzieją Chrystusa w naszych rękach. Naszym ukrytym pragnieniem będzie to, by nadzieja ta zaowocowała. Wszelka dojrzała nadzieja tym się odznacza, że owocuje. Owocowanie nadziei jest przejawem tego, że Bóg działa wśród nas. Owocem nadziei może być właściwe słowo, właściwy czyn, właściwe wyciągnięcie ręki, właściwa modlitwa, właściwe milczenie, wielkie milczenie… Gdzie jest wielka miłość, tam jest też wielkie milczenie.

Trzeba, aby w życiu każdego z nas nadzieja przyniosła właściwy owoc. Owoc, który wyrasta z właściwego czasu. Nie trzeba wyprzedzać czasu. Nie trzeba się spóźniać. Trzeba „być w porę”. Na tym polega mądrość, a mądrość jest chwałą Boga. Dobrze powiedział Hölderlin:
Albowiem rozumny Bóg
Nienawidzi
Niewczesnego rozkwitu.
(ap)

comments

Leave a Comment