Posted on: 5 lipca 2015 Posted by: Jolanta Elkan-Wykurz Comments: 0

jola_elkanMk 6, 1-6 

Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze.
A wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?». I powątpiewali o Nim.
A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony». I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.

 

Pytali: „Skąd On to ma? CO to za Mądrość, która jest Mu dana?”

Różne bywają rodzaje pytań i bardzo rozmaite intencje pytających.

Dwóch żydowskich kupców (oczywiście przed wojną) pokłóciło się ostro. Na koniec Mojsze Blum nazwał Kopla Jakubowicza  złodziejem, oszustem i łajdakiem. Tamten oburzony zaskarżył Bluma o zniesławienie. Sąd wydał wyrok. Pozwany powinien przeprosić poszkodowanego i odwołać oskarżenia. Na wszelki wypadek sędzia napisał treść przeproszenia. „Przyznaję, że Kopel Jakubowicz nie jest łajdakiem, nie jest oszustem i nie jest złodziejem.” Mojsze czyta:

„Przyznaję, że Kopel Jakubowicz nie jest łajdakiem?  Kopel Jakubowicz nie jest złodziejem? Kopel Jakubowicz nie jest oszustem?” (jest inna puenta tej opowieści, ale kto chce przeczyta w „Szabasowych Świecach” Horacego Safrina. Nam idzie o istotę pytania)

Mojsze był przekonany, że dobrze wie, kim jest Kopel Jakubowicz, że zna go jak zły szeląg. Wywinął się od przeprosin zmieniając zdanie orzekające w pytające, podważając tym samym uczciwość Jakubowicza, ale nie oskarżając go o nią. Sprytna przebiegłość i gryząca ironia. Pytając, Blum nie chciał się niczego dowiedzieć o adwersarzu. On wiedział. A wiedział, bo miał taką złość na imć Kopla Jakubowicza, że nic nie zdołało go odwieźć od przekonania o jego winie. Zresztą, być może miał rację. W każdym razie- zasiał w słuchających wątpliwości.

W Ewangelii jest wiele podstępnych i sprytnych pytań zadawanych Jezusowi przez faryzeuszy  w celu zdemaskowania, ośmieszenia, wykazania niewiedzy, wreszcie oskarżenia. To były pytania zadawane ze złą intencją, z przekonaniem, że trzeba pytaniem przygwoździć tego rabbiego, aby Go pokonać.

Pytania zadawane przez ziomków Jezusa nie mają złej intencji, ale też nie są pytaniami, które potrzebują odpowiedzi. Znają Go przecież od małego: widzieli jak raczkował, dorastał, bawił się z nimi, albo ich dziećmi, obijał kolana, uczył się rzemiosła, może nawet zranił się kilkakrotnie stolarskimi narzędziami; znają jego matkę, ojca, ich przodków i najbliższych krewnych. Są pożenieni z Jego kuzynkami. Kto więc w całej Judei i w całej Galilei zna Go lepiej od nich? Nikt. No i co w nim takiego nadzwyczajnego ? Nic.  Poszedł niedawno gdzieś w świat, coś tam ludzie plotkowali o nim, ale wrócił do domu i wymądrza się znów w Synagodze. Nie tak bluźnierczo może, jak kiedyś, ale jednak. Oni pytając już z góry wiedzieli kim On jest. „Czyż nie jest cieślą, synem, bratem?” Oczywiście, że jest! I nie tylko to wiedzieli. Byli przekonani, że skoro ktoś jest tak im znany i bliski nie może być kimś wyjątkowym. Niby widzą, niby słyszą, ale przecież to niemożliwe… Skoro jest synem sąsiadów, i bratem znanych im osób, skąd może mieć tę mądrość? No, nie może. Ani tej mocy, jaką niby demonstruje cudami, no bo skąd? Intencją pytania jest więc  wątpliwość, czy to, „co On ma” jest autentyczne, albo zgoła wyrażenie przekonania, że On nic nie ma.

Gdyby z dobrą wiarą spytali: „Skąd On to ma?” mogliby wejść w Tajemnicę Jego Osoby. Jeśli kto wierzy i słucha w prostocie ducha i łaknie prawdy sam sobie odpowie: Z Nieba to ma. Mądrość to jest nie ludzka, ale Boża. A nawet by nie pytali, gdyby mieli wiarę. Czerpali by garściami z Jego niezwykłej obecności, jak Jair, którego córeczkę Pan wskrzesił, jak kobieta cierpiąca na krwotok… Szczególnie to ostatnie uzdrowienie pokazuje, jak bardzo Moc Jezusa związana jest z wiarą ludzką: kobieta ta musiała mieć gorącą wiarę i bezgraniczna ufność, jeśli ośmieliła się, jako nieczysta dotknąć rabbiego; zaś On, pośród tłumu, który Go nieustanie potrącał i popychał, odczuł jej wyjątkowy dotyk i uzdrowił ją, niejako mimochodem, prawie nieświadomie, z nadmiaru  przelewającej się w Nim Mocy i Miłości, która wychylała się ku wierze, która dzięki wierze wzrasta i zyskuje siłę.

Nazarejczycy niedowiarstwem zablokowali takie bogactwo, taką szansę, taką jedyną w swym rodzaju  możliwość! Ich zamknięte, sceptyczne, choć nie wrogie serca, nie były w stanie przyjąć daru. A przecież zapewne im właśnie chciał najbardziej podarować Siebie. Toteż dziwił się i smuciło Go, że nie może być u siebie prorokiem. Jednak zablokowana przez ziomków Boża Moc kipiała w Nim w nadmiarze, a serce pałało, poszedł więc do okolicznych wsi, by rozdawać tym, którzy uwierzą, bez pieniędzy…

Jakże często dzieje się tak wśród ludzi. Jeśli najbliżsi nie wierzą w czyjś talent, pomysłowość, twórczość, dobrą wolę, pasję – gaszą to wszystko sceptycznym powątpiewaniem. „Skąd to u niego (u niej)? Ja znam swoje dziecko (sąsiada, brata) – on tego nie ma. Wiem, czego mu trzeba, powinien zrobić..a,b,c,d, a nie jakie fiu bździu. Traci czas na głupstwa, a wziąłby się za naukę stolarki, albo innego poczciwego rzemiosła. Dziadek był takim, ojciec też stolarz – on niczym innym być nie może…”. Człowiek tak gaszony musi czasem uciec z domu, pójść w obce światy, żeby tam realizować siebie, swoje powołanie. Rożnie będzie, ale szybciej zaakceptują go obcy, bo nie przyjdzie im do głowy, że to odmieniec.

Jakąż krzywdę wyrządzić możemy temu, kogo gasimy. A przy okazji – sobie, nie mogąc przyjąć daru, który on (ona) w sobie nosi. Jeśli nawet Sam Pan był bezradny wobec blokady sceptycznej niewiary, to cóż mówić o nas, zwykłych ludziach.

Uważajmy, żeby zarozumiałym przekonaniem o naszej, wynikającej z bliskości, niepodważalnej wiedzy o innym człowieku, nie tłumić, nie gasić tlącej się iskry Bożej, zwłaszcza w dziecku. Uważajmy też, byśmy sami siebie nie skrzywdzili zarozumiałym powątpiewaniem; byśmy zbytnią pewnością swej wiedzy, nie zablokowali bogactwa, jakie chce nam dać Bóg.

 

 

 

comments

Leave a Comment