Bezdomny „Tygodnik”

Redakcje zmieniają swoje siedziby, a nawet migrują z jednego miasta do drugiego. Nic w tym dziwnego ani bulwersującego, wszak pismo tworzą ludzie, nie mury. Jeśli oni pozostaną, jeśli przetrwa ich tożsamość, zmiana miejsca nie będzie miała większego znaczenia, szczególnie dla czytelnika. Przecież w sumie najważniejszym jest, aby dostawał on co tydzień wartościowe i ciekawe teksty, spotykał z autorami, do których jest przywiązany, odnajdywał ten smak, tego ducha, które wiążą go z pismem. Jestem przekonany, że zmiana siedziby redakcji „Tygodnika Powszechnego” będzie dotyczyła tylko przestrzeni – w żadnym razie tożsamości.

Sprawa wymówienia „Tygodnikowi” przez kurię archidiecezji krakowskiej najmu lokalu przy ul. Wiślnej 12 nie jest jednak tak prosta, oczywista i bezproblemowa. Nie idzie bowiem o zwykłą redakcję ani o zwykłe pomieszczenia. Każdy, kto choć trochę wie, jak wyglądała dotychczasowa 76-letnia historia „TP”, zdaje sobie z tego sprawę. „Genius locii”, geniusz miejsca, to nie tylko ściany, meble i pamiątki, to swoista synergia ludzi i miejsca tworząca unikalną wartość. Nie chcę tu pisać truizmów, ale muszę wspomnieć o tym, co wszyscy czujemy: to nie jest banalna przeprowadzka ludzi i mebli, to raczej eksmisja z przestrzeni Kościoła takiej, jaką ją widzi krakowski metropolita. Funkcjonowanie redakcji Turowicza, Bonieckiego i Mucharskiego w budynku należącym do kurii miało wymiar symbolu. Pismo niepokorne, otwarte, we franciszkowym sensie „peryferyjne”, wciąż budzące kontrowersje wśród biskupów, „mieszkało” w domu Pasterza krakowskiego Kościoła.

To znaczyło, tak sadzę, że mimo krytyk, wątpliwości, czasem gromów, było ono przez tegoż Pasterza uważane za potrzebne. Opiekowało się tymi owcami, które niemal całkiem odeszły od stada, które dziś czują się wprost wypychane ze wspólnoty. Cóż, abp Jędraszewski nie posiada talentu pasterza owiec zagubionych, najlepiej udaje mu się je zniechęcać, preferuje raczej odporne na wszelkie „zarazy” barany. W zasadzie „TP” powinien być dla niego użyteczny, przecież zagospodarowywał te środowiska, z którymi on sam nie potrafił znaleźć wspólnego języka. Kościół w Polsce ma problem z „peryferiami”, szczególnie tymi liberalnymi, soborowymi, chętniej by je odciął niż szanował i dowartościowywał. „TP” mieszkający pod kościelnym dachem jest jednym z niewielu dowodów, że minimalna wrażliwość na owe „peryferia”, jednak w Kościele istnieje.

Teraz Redakcja ma się spod tego dachu wynieść. Trudno to oceniać inaczej niż jako sygnał: nie jesteście Kościołowi krakowskiemu potrzebni, wasza filozofia działania nie jest żadną wartością, godną choćby minimalnego wsparcia. Abp Marek Jędraszewski zwykł już wcześniej wyrażać swą niechęć do środowiska „TP”. Już trzy lata temu, u początku swojej posługi w Krakowie mówił:  „na pewno nie przekazuje ono tej wizji Kościoła, który ze swej natury jest przywiązany do prawdy, który nie schlebia ludziom, lecz pokazuje, jak wielka jest przestrzeń miłosierdzia dla wszystkich. Nie pobłażliwości i relatywizowania prawdy, tylko miłosierdzia, którego nie ma bez prawdy. Życzyłbym sobie, by środowisko tygodnika, o którym mówimy, dawało takie przesłanie światu”. Już wtedy wielu spodziewało się eksmisji redakcji z Wiślnej.

To się jednak nie wydarzyło, arcybiskup nawet spotkał się z redaktorami i mówił, że to było „dobre spotkanie”. Chciałbym wierzyć, że było to świadectwem, iż pomimo wielce krytycznej oceny, krakowski metropolita uznawał wciąż „TP” za potrzebny Kościołowi. Trudno interpretować obecną decyzję inaczej niż jako wyraz zmiany tej opinii. Pytam wobec tego abp. Jędraszewskiego, czy dostrzega, że eksmisja „TP”, jest jednocześnie eksmisją z Kościoła wszystkich, którzy mają różną od niego wizję wspólnoty? Przecież raniące, dzielące, stygmatyzujące słowa, które już wcześniej tak niefrasobliwie wypowiadał, już wypchnęły z Kościoła wielu wierzących, a niewierzących przepełniły duchem coraz agresywniejszego antyklerykalizmu. Teraz czyni kolejny krok naprzód w swej niewczesnej krucjacie. I trudno sądzić, aby miał to być krok ostatni.

Kolejnym będzie zapewne próba odmówienia „Tygodnikowi” prawa do używania przymiotnika „katolicki”. Wezwania do tego wzmogły się w ostatnich dniach na stronach środowisk konserwatywnych i katolicko-narodowych, wielu biskupów i księży też nie miałoby nic przeciw temu. Oni już od dawna mają „TP” i inne środowiska „katolicyzmu otwartego” za konia trojańskiego w Kościele. Teraz trzeba myśleć właśnie o tym, bo choć nie wiem, czy ktokolwiek ma jakiekolwiek prawo do odmawiania komuś nazywania się katolikiem, to jednak prawdziwy rubikon jest właśnie przed nami. Gdyby krakowski hierarcha zdecydował się na ten krok byłaby to przecież wielka krzywda, nie dla środowisk „otwartych”, ale dla samej wspólnoty Kościoła. Byłby to akt wykluczenia wielu ludzi dobrych, mądrych i wiernych, zarówno żyjących, jak i zmarłych, którzy byli i są skarbem polskiego katolicyzmu.

Ucierpi na tym Kościół w naszym kraju, bo przecież byłby to kolejny, wielki krok ku zaprzeczeniu Jego katolickości (powszechności) i wzmocnieniu sekciarskich skłonności, którym coraz bardziej ulega. Nie można do tego dopuścić, trzeba bronić Kościoła jako domu tych, którzy „się źle mają”, w którym „nie ma Greka ani Żyda”, franciszkowego „szpitala polowego”. Walka o to, aby nas nie wypchnięto, abyśmy się wypchnąć nie dali, to w istocie walka o to, aby Kościół w Polsce nie stracił całkiem uniwersalnego, katolickiego właśnie, charakteru.

Dlatego uważam, że powinniśmy wszyscy, każdy według swych możliwości, dać świadectwo, że są katolicy, którzy czytają „Tygodnik Powszechny”, że ukazuje on twarz Kościoła, która jest im bliska, że nie damy się postawić poza katolicką wspólnotą. Są przecież biskupi, księża piszący w „Tygodniku”, wielu go czyta, choć może nie wszyscy mają odwagę do tego się przyznać. Czy autor cotygodniowych rozważań biblijnych publikowanych na łamach „TP”, abp Grzegorz Ryś, członek Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski, w której zasiada wraz z metropolitą krakowskim, mógłby zaangażować się w obronę dobrego imienia pisma, którego jest autorem?

Kilka miesięcy temu „TP” opublikował nieznany dotąd tekst z 1962 r., autorstwa biskupa pomocniczego w Krakowie Karola Wojtyły pt. „Problem Tygodnika Powszechnego”. Narastały wtedy rozliczne wątpliwości polskich hierarchów wobec zbyt otwartego, krytycznego i uniwersalistycznego stanowiska „TP” wobec przemian, które wstrząsały ówczesnym Kościołem powszechnym. Już w tamtym czasie narastała krytyka pisma, że nazbyt krytyczne, nie dość skoncentrowane na Polsce, że liberalne i budzące zbędne wątpliwości. Tekst Wojtyły, przeznaczony dla prymasa Wyszyńskiego i członków Episkopatu Polski, był nie tylko obroną katolickiego charakteru pisma, ale również świadectwem ukazującym soborowe nauczanie o roli świeckich w Kościele, swoistym „traktatem o Kościele”, jak nazwał go ks. Adam Boniecki (https://www.tygodnikpowszechny.pl/traktat-o-kosciele-163391). To był akt odwagi, młody 42-letni biskup staje w obronie sprawy, która dla większości polskich hierarchów jest co najmniej dyskusyjna. On się nie obawiał, nie był kunktatorem, nie analizował kompulsywnie co warto i co można powiedzieć. Zastanawiam się, czy któregoś ze współczesnych biskupów, tych, którzy inaczej niż abp Jędraszewski postrzegają „problem TP”, byłoby stać na odwagę Wojtyły i stanąć dziś w obronie katolickiego charakteru pisma? Czy abp Grzegorz Ryś, wspominany powyżej autor „TP”, czy prymas Wojciech Polak i co najmniej kilku innych biskupów, mogłoby pójść szlakiem Karola Wojtyły i przedstawić swoim współbraciom w biskupstwie obronę katolickiego charakteru „Tygodnika”? Przecież metropolita łódzki nie może mieć wątpliwości, że publikuje w piśmie katolickim. Niech da temu świadectwo!

Stoimy dziś w wobec ważnego wyzwania. Sekularyzacja postępuje, młodzież ucieka, Kościół instytucjonalny raczej wypycha niż przyciąga. Może to proces obiektywny, nieuchronny? Nie wiem! Jedno jest dla mnie jasne, nie można być obojętnym wobec wszystkiego co zawęża oddziaływanie Kościoła, odrzuca zbłąkane owce, zacieśnia granice wspólnoty. „Tygodnik Powszechny”, „Więź”, wiele innych środowisk i form działania na rzecz otwartości polskiego katolicyzmu, także Kluby „TP”, nie powinny ulec kompleksowi „małego stadka”. „My decydujemy tylko o tym jak wykorzystać czas, który nam dano”, powiadał tolkienowski Gandalf. Trzeba czynić to, co uznajemy za słuszne, roztropnie, bez radykalizmu, ale z wiarą. Zróbmy więc wszystko, abyśmy wszyscy ze środowisk bliskich „TP” nie dali się wypchnąć ze wspólnoty Kościoła.

P.S.

A najbardziej żal mi ks. Adama. Jakby ktoś go z domu wyrzucił!

 

8 komentarzy do wpisu „Bezdomny „Tygodnik””

  1. W 52 roku obcowania z Tygodnikiem ogarnia mnie smutek i poczucie bezradności.
    Proszę mojego Metropolitę Łódzkiego o słowa otuchy.
    Andrzej Duraj

    Odpowiedz
  2. Pisze Pan, że w 1962 r “…młody 42-letni biskup (Karol Wojtyła) staje w obronie sprawy, która dla większości polskich hierarchów jest co najmniej dyskusyjna….” Ale już w 1995 roku Jan Paweł II, w liście do redaktora Jerzego Turowicza, zwrócił uwagę (jak to On -bardzo delikatnie) na niedobry trend jaki przyjmuje redakcja T.P. : “…Rok 1989 przyniósł w Polsce głębokie zmiany związane z upadkiem systemu komunistycznego. Odzyskanie wolności zbiegło się paradoksalnie ze wzmożonym atakiem sił lewicy laickiej i ugrupowań liberalnych na Kościół, na Episkopat, a także na Papieża. Wyczułem to zwłaszcza w kontekście moich ostatnich odwiedzin w Polsce w roku 1991. Chodziło o to, ażeby zatrzeć w pamięci społeczeństwa to, czym Kościół był w życiu Narodu na przestrzeni minionych lat. Mnożyły się oskarżenia czy pomówienia o klerykalizm, o rzekomą chęć rządzenia Polską ze strony Kościoła, czy też o hamowanie emancypacji politycznej polskiego społeczeństwa. Pan daruje jeżeli powiem, iż oddziaływanie tych wpływów odczuwało się jakoś także w „Tygodniku Powszechnym”. W tym trudnym momencie Kościół w „Tygodniku” nie znalazł, niestety, takiego wsparcia i obrony, jakiego miał poniekąd prawo oczekiwać; „nie czuł się dość miłowany” – jak kiedyś powiedziałem. Dzisiaj piszę o tym z bólem, gdyż los „Tygodnika Powszechnego” i jego przyszłość bardzo leżą mi na sercu. …” Pełny tekst listu https://www.tygodnikpowszechny.pl/list-jana-pawla-ii-do-jerzego-turowicza-151730

    Odpowiedz
  3. Wejście do Redakcji “Tygodnika Powszechnego” w budynku kurii krakowskiej jest od strony ul. Wiślnej (Wiślna 12), a po przeciwnej stronie budynku, tam gdzie jest wejście główne, od strony ul. Franciszkańskiej (Franciszkańska 3), jest, a raczej było “okno papieskie”, okno z którego Jan Paweł II rozmawiał z ludźmi podczas swoich wizyt w Krakowie. Poprzedni arcybiskupi metropolici krakowscy uszanowali to sławne okno, wstawiając w nie tylko duże zdjęcie JPII. Obecnemu arcybiskupowi okno widocznie przeszkadzało i zniszczył je, zastępując paskudną mozaiką, przedstawiajacą JPII.
    Ta akcja była symbolicznym zwiastunem wyrzucenia “Tygodnika Powszechnego” z budynku kurii. Mówiąc wprost, swoimi akcjami, tak jak i słowami, abp. Jędraszewski przekreśla dziedzictwo Jana Pawła II. Kto więc odchodzi od przesłania chrześcijaństwa, arcybiskup, czy “Tygodnik Powszechny”?
    P.S. A abp. Ryś, były biskup pomocniczy archidiecezji krakowskiej, autor stałej rubryki w TP, siedzi jak mysz pod miotłą, choć ma wręcz moralny obowiązek zająć stanowisko. Widać odwaga nie idzie w parze z wiedzą.

    Odpowiedz
    • Jedyny pożytek z decyzji Jedraszewskiego zamurowania “okna Papieskiego” (i wstawienia mozaiki graniczącej z kiczem), to to, że nie może się w pokazywać !

      Odpowiedz
  4. Kolejny raz wstyd mi za całą hierarchię mojego Kościoła. Za biskupa Jędraszewskiego już nie, gdyż uważam go za oczywistego w tym Kościele szkodnika, a jego ciasna martwa wizja Kościoła sprawia, że decyzja nie jest zaskoczeniem. Jest z tą wizją spójna. Ale, że nie ma wystarczająco silnych głosów sprzeciwu wśród innych biskupów? Ze nie mają wystarczająco silnych intelektualnych argumentów? Szacunku dla pomnika kultury — pisma, w którym publikować było zaszczytem dla najwybitniejszych pisarzy, poetów i intelektualistów. Docenienia zasług, choćby za ten czas, gdy Tygodnik był ostoją wolnej myśli patriotycznej? Każdy biskup panem na swojej zagrodzie, ale jest społeczność, która może wpływać na tego rodzaju decyzje brata — biskupa. Nie zabrała głosu. Wstyd.

    Odpowiedz
  5. Mały, mściwy człowieczek, niszczy tradycję Sapiehy, Wojtyły, Macharskiego. Mam nadzieje, że nigdy nie zostanie kardynałem, a tak w ogóle to należy przyjrzeć się jego roli w tuszowaniu wyczynów Petza. Poglądy i działania bpa J. są w swej istocie antyewangeliczne, niezgodne z duchem i literą Ewangelii. Mam też nadzieję, że biskupi ewangeliczni zareagują, bo niewątpliwie następnym krokiem będzie odebranie TP podtytułu “katolicki. Może trzeba podjąć jakąś masową akcję protestu ?
    Pozdrawiam Pana Prof. za klarowne przedstawienie istoty sprawy.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz