Opublikowano: 8 czerwca 2018 Autor: Michał Jóźwiak Comments: 0

– Za Mszę się nie płaci. Msza jest pamiątką ofiary Chrystusa. Odkupienie jest darmowe. Jeśli chcesz złożyć datek, złóż. Ale za Mszę się nie płaci. Ważne, żebyście to zrozumieli – powiedział nie tak dawno temu papież Franciszek. I co? I nic.

Jesteśmy w czasie wzmożonej sakramentalnej aktywności w Kościele. Dopiero co skończył się sezon Pierwszych Komunii Świętych, teraz czas na śluby. Dyskusja o tym, ile włożyć do przysłowiowej koperty za udzielenie sakramentu zawsze budzi emocje.

Pieniądze to delikatny temat, a jeśli jest połączony z Kościołem, to robi się wątkiem wyjątkowo niezręcznym. Bo wiadomo, że parafia bez środków się nie utrzyma, a może je uzyskać wyłącznie od swoich wiernych. I w taki oto sposób tworzy się napięcie, którego efektem jest cienka naprężona do granic wytrzymałości linia między ceną, a dobrowolną ofiarą i między troską o potrzeby parafii, a wymuszaniem daniny. Wszystko sprowadza się do formy, bo to że poczuwamy się do odpowiedzialności także za materialny wymiar działalności naszej wspólnoty dla żadnego katolika nie budzi ani wątpliwości, ani kontrowersji. Problem pojawia się wtedy, gdy zamiast duszpasterza spotykamy w biurze parafialnym urzędnika z wielkim piórem skrupulatnie wyliczającego jak wysoką kwotę mamy uiścić za taki czy inny sakrament. Już jakiś czas temu na retorycznie postawione pytanie, ile w Kościele kosztują sakramenty Franciszek odpowiedział: „Nic, zrozumiano? Nic!”

 To barbarzyństwo

Niektórzy zarzucają papieżowi, że dużo o tym mówi, ale w Kościele nic się nie zmienia. Tylko czy możemy winić za to Ojca Świętego, czy może raczej naszych proboszczów lub wikarych? Papież nie ma narzędzi, które umożliwiłyby mu większą skuteczność w egzekwowaniu zaleceń, które na co dzień głosi. Może namawiać, przekonywać, wydawać dokumenty i pouczać. Nie zajrzy jednak do niewielkiej parafii w Skwierzynie, Bąbolicach lub w Zawierciu. Tam to miejscowi księża muszą w swoim sumieniu rozstrzygać na ile są posłuszni następcy św. Piotra. I wielu jest takich, którzy rzeczywiście przyjmują nauczanie papieża choć są od tego smutne odstępstwa. Nieraz słyszałem jak znajome świeżo zaślubione pary narzekają na to, jak zostały potraktowane przez księdza. Nie boli ich to, że musieli sypnąć groszem. Dla tych, którzy mogą sobie na to pozwolić, to naprawdę nie jest problem. Chodzi o formę. Kiedy decydujemy się wejść na nową drogę życia z naszą drugą połówką oczekujemy wsparcia, zrozumienia i serdeczności, a nie rzucenia w twarz kwotą, jaką mamy zapłacić. – Jeżeli przyjdą młodzi ludzie i poproszą o udzielenie ślubu, a ksiądz wyciąga cennik, to jest to barbarzyństwo. Tego nie można nazwać duszpasterstwem – komentował bp Tadeusz Pieronek. I ma rację. Ciągle obecna w Kościele postawa „handlarza sakramentami” sprawia, że traci się z oczu to, co najważniejsze – zawierzenie wspólnego życia Chrystusowi. Kapłan ma w tym pomóc, a często okazuje się, że wręcz przeszkadza.

Wina po obu stronach

Łatwo byłoby natomiast jedynie wyliczać winy duchownych, a przemilczeć zaniedbania świeckich. My też mamy przecież sobie wiele do zarzucenia. Często pojawiamy się w parafii dopiero kiedy zbliża się ślub, chrzest lub pogrzeb. Trudno dziwić się irytacji księży, którzy na takich parafian patrzą mniej przychylnym okiem. W niektórych sytuacjach sami jesteśmy sobie winni. Nie potrafimy się zachować, kiedy rozmawiamy z naszym proboszczem po raz pierwszy w życiu. Dlatego tak ważne jest uczestniczenie w życiu wspólnoty na co dzień. Wtedy znamy się wzajemnie i zwyczajnie i po ludzku lepiej się dogadujemy. Inaczej rozmawia się z kimś, z kim mamy relację, a zupełnie inaczej z obcą osobą. A jeśli nasza przynależność do Kościoła, to tylko formalność, a ślub kościelny ma być jedynie urozmaiceniem naszej ceremonii, błagam, odpuśćmy sobie. To nie ma sensu. Denerwuje się ksiądz, my się denerwujemy, rodzina nie wie, kiedy siedzieć, klęczeć lub stać… To śmieszne i straszne zarazem. Bądźmy prawdziwi. To powinno obu stronom pomóc we właściwym przeżywaniu każdego etapu przygotowania do małżeństwa, jak i samego ślubu.

Może mam szczęście, ale ja nie trafiłem jeszcze nigdy do księdza, który wyciągnąłby cennik. Jeśli jednak tak by się stało – wyszedłbym. Uznałbym, że to nie mój Kościół. W moim Kościele, jak podkreśla Ojciec Święty, za sakramenty się nie płaci. I Wam radzę to samo.

comments

Leave a Comment