Posted on: 7 grudnia 2013 Posted by: Jolanta Elkan-Wykurz Comments: 2

jola_elkanII Niedziela Adwentu
Mt 3, 1-12
W owym czasie wystąpił Jan Chrzciciel i głosił na Pustyni Judzkiej te słowa: «Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie». Do niego to odnosi się słowo proroka Izajasza, gdy mówi: 
«Głos wołającego na pustyni: 
Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego». 
Sam zaś Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a jego pokarmem była szarańcza i miód leśny. 
Wówczas ciągnęły do niego Jerozolima oraz cała Judea i cała okolica nad Jordanem. Przyjmowano od niego chrzest w rzece Jordanie, wyznając przy tym swe grzechy. 
A gdy widział, że przychodzi do chrztu wielu spośród faryzeuszów i saduceuszów, mówił im: 
«Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? Wydajcie więc godny owoc nawrócenia, a nie myślcie, że możecie sobie mówić: „Abrahama mamy za ojca”, bo powiadam wam, że z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi. Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. 
Ja was chrzczę wodą dla nawrócenia; lecz Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie; ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów. On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichrza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym.

Synowie Izraela setki lat oczekiwali przyjścia Wybawiciela i świata pełnego harmonii…od wygnania do powrotu… od niewoli do niewoli. Pojawienie się proroka -ascety, w ubraniu z sierści, żywiącego się szarańczą i miodem zaiskrzyło nadzieją.

Szli więc do Jana po chrzest. Pragnęli obmycia, oczyszczenia, chcieli się przygotować. Ciągnęli nad Jordan ludzie rożnych stanów: rolnicy, rybacy, rzemieślnicy- żaden nie był idealny! Byli też gwałtowni najemni żołnierze, z rękami we krwi, i bezbożni celnicy – chciwcy i oszuści…

Przyszli także, może nawet jako pierwsi, uczeni w Piśmie, pełni nadziei faryzeusze oraz strzegący skrupulatnie świątynnych przepisów i samej Świątyni mądrzy kapłani – saduceusze. Dwa różne, a czasem wrogie stronnictwa łączyła troska o zachowanie Prawa, zamiłowanie do pobożności i głębokie poczucie wspólnoty Narodu Wybranego. Ci zapewne nie mieli się ani za gwałtownych, ani za bezbożnych, a jednak i oni przyszli oczyścić Janowym chrztem. Pragnęli zapewne być bez skazy…

Czemu słowa Jana dla nich przeznaczone są tak raniące i groźne? „Plemię żmijowe”… Czemu?

Zapewne prorok potrafił zajrzeć na dno duszy i rozpoznawał motywy przychodzących faryzeuszy i saduceuszy lepiej niż oni sami. Rozpoznał lęk( kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem?) i współobecne z nim silne przekonanie, że oni właśnie jako najwierniejsi i najpobożniejsi synowie Narodu Wybranego najbardziej zasługują na Królestwo Boże (nie mówcie „Abrahama mamy za ojca”). Widział wyraźnie, jak odcinają się od pozostałych przez poczucie jedynie słusznej wyjątkowości; widział jak to wyrzuca ich poza nawias autentycznie skruszonych, pełnych żalu za ewidentne i niezaprzeczalne własne grzechy, zwykłych ludzi.

Jan nie uśmierza nich lęku. Zapowiadany przez niego Król pełen jest mocy, a jego sprawiedliwość nieunikniona. (Plewy spali w ogniu.) . Trudna jest ta mowa. Ale i dla tych, których nazwał żmijowym plemieniem, jest nadzieja. (Wydajcie więc godny owoc nawrócenia). Mateusz nie pisze, żeby ktoś odszedł obrażony.

Wstrząs, jakiego dzięki słowom Jana doznali ci, którzy byli elitą religijną, musiał otworzyć im oczy: choć początkowo uważali się za lepszych i wierniejszych od reszty -zaakceptowali najwyraźniej prawdę o tym, że przestrzeganie prawa i zewnętrzna pobożność niekoniecznie zapewnia pierwsze miejsca w Królestwie. Że powoływanie się na Abrahama nie ma sensu- skoro Bóg może wzbudzić potomstwo Abrahama z kamieni. Zrozumieli, ze trzeba się wyzbyć pychy. To ona jest jadem żmijowym.

Stanęli więc pokornie w jednym szeregu z nieuczonymi prostakami, wulgarnymi żołdakami, celnikami – złodziejami i całą resztą krnąbrnego ludu, który kłamie, pożąda, kradnie, cudzołoży, oszukuje.

Wstępując w Adwent dziś, w roku pańskim 2013 tak samo oczekujemy na przyjście Króla. Pragniemy oczyścić się i przygotować.

Wiemy, że Pan Żywy i Zmartwychwstały jest wśród nas na zawsze. Ale nasze serca ciągle nie są do końca gotowe na Jego Obecność. Ciągle pozamykane jakieś korytarze duszy, jakieś schowki, jakieś stryszki i zakamarki. Ciągle ten lęk przed całkowitym otwarciem, ciągle zastrzeżenia i warunki…

My, już ochrzczeni, my członkowie Kościoła z całą jego bogatą historią i zastępami świętych, my, uzbrojeni w modlitwy, objawienia, traktaty z 2000 lat, – jesteśmy właściwie tacy sami, jak ta zbieranina znad Jordanu…

Są wśród nas zapewne święci, głęboko zjednoczeni z Bogiem, i żarliwie Go kochający. Są zapewne i wielcy grzesznicy, chcący pozbyć się ciężaru win i wyczekujący z nadzieją i tęsknotą dotknięcia Chrystusa.

Czy jednak nie najwięcej jest nas, pobożnych i uczonych – faryzeuszy i saduceuszy? Głęboko zafałszowanych i rozdwojonych wewnętrznie? Nas, którzy odmawiamy setki pacierzy i koronek, regularnie uczęszczamy na nabożeństwa i msze, a jednocześnie brzydzimy się i boimy bezdomnego; zamykamy swoje klatki schodowe i osiedla na elektroniczne zamki, żeby żaden śmierdzący włóczęga nie znalazł w naszych domach schronienia… Uczeni jesteśmy w Piśmie, znajmy Ewangelie na wyrywki, przeczytaliśmy tomy prac teologicznych, a nie widzimy (lub udajemy, ze nie widzimy) żebraka pod kościołem… Kapłani, posługując wiernie, a czasem i żarliwie w swoim kościele, nie wyściubiamy poza niego nosa; skrupulatnie liczymy przybyłe owieczki(chrzty, komunie, śluby, pogrzeby) i umieszczamy w statystykach, ale zatkamy uszy na głos owcy zagubionej… bo strach za nią pójść na peryferia .

Ileż to razy my, szanowani, regularnie uczęszczający na mszę wierni, pobożni katolicy, zatykaliśmy uszy na prośby potrzebujących! A mimo to bez problemu czujemy się szlachetniejsi i lepsi od wszystkich dokoła. Od zniewolonego chorobą alkoholika, prostytuującej się kobiety, kłamliwego polityka, czy nadętego szefa. Od bezdomnego, który cuchnie i od bajecznie bogatego, znudzonego życiem celebry, który pachnie najlepszymi perfumami. Od księdza, który głupio gada i opędza się od wiernych i od cynicznego, kpiącego z wiary ateusza. Ileż to razy rzucając z wysokości swojego pełnego godności posiadania złotóweczkę żebrakowi, czuliśmy się lepsi i od żebraka i od tych, którzy pieniążka nie dali…

Czy nie zdarza się nam myśleć, należy się nam zbawienie, bo na mocy chrztu w Kościele katolickim jesteśmy mądrzejsi i lepsi od innych chrześcijan, nie mówiąc już o muzułmanach, hinduistach, i wszelkiej maści poganach, czy, o zgrozo, ateistach? Czy nie zdarza się nam dziękować, że nie jesteśmy-jak oni?

Jakże nadymamy się pychą, jakże dumnie nosimy swoje nadgniłe ego, jacy jesteśmy ślepi na bestie w nas…

Plemię żmijowe…ale jest dla nas nadzieja. Wydajcie więc godny owoc nawrócenia – mówi do nas Jan.

W głębi duszy wszyscy pragniemy idealnego świata z wizji Izajasza. I umieszczamy go w odległym jakimś przyszłym RAJU.

A przecież to właśnie w nas, w naszym wnętrzu mieszkają pospołu słodkie cielątko, które kochamy i drapieżny lew, do którego się nie przyznajemy; nasza ulubienica, spokojna krówka i niewidoczny dla nas żarłoczny niedźwiedź, szybka, lękliwa, delikatna, smukła(hmmm) kozica ale i jeszcze szybszy groźny lampart (pomyłka, nie ma takiego!); niewinne dziecko (tak, to my) i podstępna kobra(nic podobnego!). Musimy dostrzec także nasze bestie, musimy się do nich przyznać, zobaczyć siebie w prawdzie i zaakceptować ją. Sami nie damy rady, ale mamy Wspomożyciela, Ducha Prawdy, który da nam potrzebne światło. A gdy to się stanie, jest nadzieja, że nasze drapieżniki i gady zostaną poskromione, staną się naszą mądrością, siłą, szybkością, dynamiką i dzielnością, zaprzyjaźnią się z łagodnymi mieszkańcami naszej duszy, przestaniemy się ich bać i zapanuje w nas harmonia i pokój. Wtedy wreszcie otworzą się nasze serca. Ujrzymy, że nie jesteśmy lepsi od innych i każdy z nas jest równy w grzeszności wobec Tego, który nadchodzi, ale właśnie takich Pan nas kocha. I każdy jest przez Niego kochany równie mocno. Zrozumiemy, że to Jego Moc poskramia bestie w nas, a Jego Miłość je przemienia. Wówczas wydamy dobry owoc, nie będziemy już mogli zła czynić, ani zgubnie działać bo napełnimy się znajomością Pana na kształt wód, które przepełniają morze.

comments

2 People reacted on this

  1. Dziękuję za wspaniałe rozważanie , pełne prawdy o człowieku – o mnie. Tak. Tacy jesteśmy, a nadzieja dla nas jest w tym, że przed Bogiem nie będziemy nikogo udawać, że staniemy przed Nim w prawdzie swojego grzechu, pełni skruchy i zaufania.To rozważanie jest adwentowym wypłynięciem na głębię.Dzięki niemu lepiej przygotuję serce na spotkanie z Panem. Dziękuję i życzę Bożych łask na każdą chwilę życia.

  2. Ilekroć słyszę mowę Jana Chrzciciela lub słowa Jezusa, burzące dotychczasowy ład i nie stroniące od ostrych sformułowań, typu „plemię żmijowe”, tylekroć wzdragam się przed ich surowością, ale jednocześnie dostrzegam wagę ich radykalizmu. Autorka wskazuje tutaj na pewną zasiedziałość, jaka jest w każdym z nas, szczególnie gdy już uda nam się jakoś wygodnie usadowić w ciepłym łonie Kościoła. Ale tym bardziej chyba powinniśmy wówczas stanąć wobec tych twardych słów, które każą porzucić swą wygodną i bezpieczną kryjówkę. Każą stanąć wobec drugiego człowieka w całej swej „nagości” – bo tylko wtedy możemy być autentyczni, a chyba inaczej nie da się być żywym świadectwem… Dziękuję za ten artykuł!

Leave a Comment