No więc co ja tu robię? – o książce „Pusty las” Moniki Sznajderman

Kiedy kilka lat temu podczas spotkania z Moniką Sznajderman i Andrzejem Stasiukiem na temat Wydawnictwa Czarne, które odbywało się w przestrzeni Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku podeszłam do Pani Moniki po autograf z książką pod tytułem „Błazen” byłam jedyną tak rozentuzjazmowaną jej pisarstwem osobą. Od tamtego czasu wyczekuję każdej kolejnej książki autorki. I o ile „Fałszerze pieprzu” była dla mnie książką na wskroś osobistą, to wątek społeczny, który poruszała sprawił, że nie do końca spełniły się moje oczekiwania. Poza „Fałszerzami pieprzu” były także książki pod redakcją Moniki Sznajderman, ale dopiero „Pusty las”, choć tak różny od „Błazna” przywrócił tamte emocje. czytaj więcej…

W Grudziądzu czytaliśmy „Po co Kosciół”

Czy można w dzisiejszych czasach odpowiedzieć sobie na pytanie, po co Kościół?; w obliczu ostatnich wydarzeń wewnątrz Kościoła hierarchicznego mieć poczucie potrzeby tegoż? Czy tak niedawno omawiane w grudziądzkim Klubie „Tygodnika Powszechnego” „poszukiwania” kościoła i przewodnika duchowego w nim nadal mają sens? Na te pytania odpowiadaliśmy sobie 13 maja na spotkaniu poświęconym książce ks. Grzegorza Strzelczyka „Po co Kościół”. czytaj więcej…

Co nas obraża? Co nas śmieszy?

Symbole religijne otaczane są szczególną czcią – jedne są zamykane i strzeżone, inne podróżują po świecie, aby można było je podziwiać i modlić się przed nimi. W wielu  katolickich domach wieszane są krzyże i obrazy świętych. Niektóre z nich pełnią funkcję ozdobną, np. jako biżuteria. Przez lata symbole te stawały się także obiektami sztuki. Jednak każdy z nich ma swoją wymowę. W przypadku symboli katolickich dotyczy ona najczęściej miłości i opieki. czytaj więcej…

Po co kościół? – zastanawiamy się nad odpowiedzią w Grudziądzu

Klub „Tygodnika Powszechnego” w Grudziądzu już w lutym b.r. rozmawiał na temat ‘Kościoła otwartego’, co koresponduje świetnie z tekstami ks. Grzegorza Strzelczyka zawartymi w książce „Po co Kościół”. Kolejne spotkanie, podczas którego pochylimy się nad książką ks. Strzelczyka, pozwoli nam być może omówić wyniki działań, które podjęliśmy wówczas wspólnie. czytaj więcej…

Spotkanie na końcu ołówka. O biografii Józefa Czapskiego Erica Karpelesa

Kiedy po kilku latach obozowej tułaczki, w roku 1941 Józef Czapski trafia do Griazowca, z potrzeby tworzenia i niedostatku kultury rozpoczyna spotkania ze współwięźniami na temat książek Marcela Prousta. Swoje wykłady zapisuje skrzętnie, już wtedy uzależniony od notowania codzienności. Pół wieku później notatki te, wydane już w formie książki pod tytułem „Proust w Griazowcu”, od swoich przyjaciół otrzymuje EricKarpeles, amerykański malarz, wielbiciel Prousta, a później też Czapskiego. Te spisane w obozowych realiach, bez książek pod ręką, teksty na temat twórczości Prousta nabierają ogromnej mocy sprawczej i stają się przyczynkiem do silnej fascynacji Karpelesa osobą Józefa Czapskiego. A później, powodem do napisania o nim biografii pod tytułem „Prawie nic. Józef Czapski. Biografia malarza”. czytaj więcej…

O nowej książce Wojciecha Bonowicza „Sto lat. Książka życzeń”

Najnowsza książka Wojciecha Bonowicza „Sto lat. Książka życzeń” jest fragmentem projektu „Życzenia. Niematerialne dziedzictwo Małopolski zawarte w obyczajach pielęgnujących więzi międzyludzkie – badania, publikacje, edukacja”, którego pomysłodawcą było Muzeum Etnograficzne im. S. Udzieli w Krakowie. Natomiast, natchnieniem do takiej, a nie innej formy książki, w której liczne ilustracje przeplatają się z krótkimi, ale treściwymi tekstami, były, jak pisze jej autor, same zbiory Muzeum. Na poły osobista, na poły oparta na ogólnodostępnych źródłach książka stanowi swego rodzaju sentymentalny zbiór życzeń. Przy czym sentymentalizm w niczym nie ujmuje jej powagi.

Książkę, złożoną ze scen zapamiętanych i wyobrażonych, otwiera „Guzik”, nie magiczny ani nie zatrzaskowy, ale rozdział pod takim tytułem. Opowiada on o zwyczaju łapania za guzik, kiedy widzimy kominiarza. W tym prostym zawierzeniu, że taki gest przyniesie bogactwo widać upływ czasu, bo któż dziś spotyka jeszcze kominiarza? O spotkaniach, o które dziś już trudno, jest też rozdział „Dzieci”, w którym Wojciech Bonowicz przypomina czytelnikowi o tym, jak się „chodziło po kolędzie” i „po śmigusie” na wsi. O wsi i zwyczaju śpiewania przy wielu okazjach przeczytamy z kolei w rozdziale pod tytułem „Młodzi”. Słowom poświęcił autor dwa rozdziały, bo o sile słów przeczytamy zarówno w tym zatytułowanym właśnie „Słowo”, jak i w „Sekrecie”, w którym moc słów widać szczególnie w starych pamiętnikach.

Cała „Książka życzeń” jest swego rodzaju pamiętnikiem, zapisem tęsknot za tym, co minęło, a co zostało zastąpione przez inne, mniej człowiecze, bardziej bezduszne. Jest opowieścią o kartce z życzeniami wypartej przez sms (kupując kartki przed świętami, dbało się o to, żeby się nie powtarzały), o odchodzących do lamusa kolędnikach, o śpiewach weselnych zastąpionych dźwiękami muzyki z odtwarzacza (a śpiew ten zawierał pouczenia i przestrogi), czy choćby o prześmiewczych przekleństwach, które zostały zastąpione nienawistnymi kłótniami (słowo wyleci ptakiem, a wróci wołem). Jest wreszcie zapisem świata minionego, do którego każdy z nas skrywa w sobie tęsknotę.

Ta niepozorna książeczka z ogromnym ładunkiem emocjonalnym jest niczym odkrycie Alicji, że za tą małą dziurką od klucza ciągnie się wielki i piękny świat. W tym przypadku świat wspomnień złożony z sekretów, modlitw i słów, prawdziwy „koncert życzeń”, którego „młodzi” już nie pamiętają.

„Sto lat. Książka życzeń” to także pamiętnik, w którym wiele zagiętych rogów skrywa niespodzianki. Jest też swego rodzaju rozliczeniem z przeszłością, podsumowaniem, co szczególnie widać w rozdziale „Sekret”, który wspomina istnienie pamiętników, ale jest też wyliczanką tych, którzy odeszli.

Wracając do wspomnianych na samym początku ilustracji ze zbiorów Muzeum Etnograficznego w Krakowie (w opracowaniu Anny Bujnowskiej) warto zwrócić uwagę na ich różnorodność. Znajdziemy wśród nich przedwojenne karty okolicznościowe i liczne fotografie przedstawiające sceny z życia – mężczyznę przy radioodbiorniku, kolędnika przebranego za śmierć czy fotografię kominiarza wędrującego po wsiach.

Dziś, kiedy kartki pocztowe z życzeniami i pozdrowieniami możemy najczęściej podziwiać na wystawach i w poświęconych im wydawnictwach, o kolędników rzadko widzimy, a o koncertach życzeń wnukom opowiadają dziadkowie, warto sięgnąć po książkę Wojciecha Bonowicza, która porusza struny wzruszeń, i każe myśleć, że może jednak warto odkurzyć przeszłość?