Nieszczęsny dar wolności

Jeszcze niedawno hucznie świętowaliśmy stulecie odzyskania niepodległości. Przez stolicę przeszedł wielki marsz, polskie miasta zostały przyozdobione narodowymi flagami, a na twarzach ludzi malowały się uśmiechy. – Cieszymy się z wolności – mówili spontanicznie przechodnie. Ale czy wolność nie okazuje się dla nas „nieszczęsnym darem”, z którym nie wiemy co zrobić?

Sto lat temu Polacy z różnych opcji politycznych potrafili stanąć ponad podziałami i zjednoczyć się w walce o niepodległość. Idea przywrócenia Polski na mapę Europy była silniejsza niż spory i różnice. Historia pokazuje, że w takich sytuacjach stajemy na wysokości zadania, ale problem pojawia się wówczas, gdy mamy wolność budować, a nie ją odzyskiwać. Ks. Józef Tischner w 1993 r. napisał książkę „Nieszczęsny dar wolności”.

Zastanawiał się w niej, czy przypadkiem wolność nie jest dla człowieka i całego społeczeństwa nie tyle darem, co przygniatającym zadaniem. – Gdy mówimy o niebezpieczeństwach konsumpcjonizmu, obwiniamy wolność. Gdy wskazujemy na aborcję, obwiniamy wolność. Gdy szukamy źródeł pornografii, podejrzewamy wolność. To wolność sprawia, że »wszędzie panoszą się komuniści«, że »są obrażane uczucia ludzi wierzących«, że niektórzy posuwają się nawet do podważania autorytetu Ojca Świętego. (…) Może się mylę, ale często – bardzo często – widzę jak nasz lęk przed wolnością staje się większy niż lęk przed przemocą – podkreślał Tischner.

Jesteśmy zafascynowani wolnością. Lubimy krzyczeć, jak bardzo jest dla nas ważna. Kiedy jednak ktoś uświadomi nam, że jest ona przestrzenią, którą należy zagospodarować, rodzi się w nas lęk i poczucie zagubienia. Wówczas okazuje się, że nasze zamiłowanie do wolności kończy się tam, gdzie trzeba wziąć odpowiedzialność za swoje życie, czyny oraz słowa. Różnie radzimy sobie z tym, że obok nas mogą żyć ludzie o zupełnie innych poglądach, a przy pierwszym kryzysie finansowym upominamy się o pomoc państwa. Często jesteśmy gotowi zapomnieć o wzniosłych ideach, byleby tylko ktoś wyrwał nas z niedoli. Oddajemy swoją wolność tym, którzy gwarantują nam więcej dobrobytu niż sami jesteśmy sobie w stanie zapewnić. Fiodor Dostojewski w legendzie o Wielkim Inkwizytorze pisał: „Ale skończy się na tym, że przyniosą nam swoją wolność do naszych nóg i powiedzą: »weźcie nas raczej w niewolę i dajcie nam jeść«”.

Erich Fromm pisał z kolei o mechanizmach ucieczki od wolności. Jednym z nich „jest tendencja do rezygnacji z niezależności swego indywidualnego »ja« i wtopienie się w kogoś albo w coś znajdującego się na zewnątrz, aby na tej drodze uzyskać siłę, której brak odczuwa się samemu”. Opisane przez Fromma mechanizmy dowodzą, że jedyną troską wielu ludzi jest poszukiwanie kogoś, komu można byłoby oddać swoją wolność. To ucieczka przed zadaniem, które przytłacza i wymaga ciągłego brania pełnej odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Być może to truizm, ale wciąż wielu ludzi nie potrafi przewidywać skutków swoich wyborów i swoboda w tym zakresie to dla nich obciążenie psychiczne oraz ryzyko życiowej porażki. Lęk przed wolnością przysłania szansę, którą ona ze sobą niesie.

Nie chcę przez to powiedzieć, że nie potrafimy obchodzić się z wolnością. Często nie mamy jednak pełnego rozeznania co do tego, jak poważnym jest ona wyzwaniem dla człowieka i całego społeczeństwa. Chętnie walczymy o wolność, ale kiedy już ją mamy, nie do końca wiemy, co z nią zrobić – jest dla nas „nieszczęsnym darem”, którego (chociaż częściowo) chętnie się pozbywamy, aby zyskać odrobinę poczucia bezpieczeństwa.

Wolność jest niezagospodarowaną przestrzenią, którą należy wypełnić odpowiednimi wartościami. To zaledwie punkt wyjścia, którym nie można się zachłysnąć. Celebrujmy wolność, cieszmy się nią, ale pamiętajmy, że jest ona nam nie tylko dana, ale również zadana i domaga się konkretnych działań.

Nieszczęsny dar wolności

ks. Józef Tischner

Wydanie: trzecie

Pierwsze wydanie: 1993-01-01

Liczba stron: 256

Wydawnictwo: Znak

(Bez)cenne sakramenty

– Za Mszę się nie płaci. Msza jest pamiątką ofiary Chrystusa. Odkupienie jest darmowe. Jeśli chcesz złożyć datek, złóż. Ale za Mszę się nie płaci. Ważne, żebyście to zrozumieli – powiedział nie tak dawno temu papież Franciszek. I co? I nic.

Jesteśmy w czasie wzmożonej sakramentalnej aktywności w Kościele. Dopiero co skończył się sezon Pierwszych Komunii Świętych, teraz czas na śluby. Dyskusja o tym, ile włożyć do przysłowiowej koperty za udzielenie sakramentu zawsze budzi emocje.

Czytaj więcej »

Dramat Alfiego: spektakl dla świata, nauka dla nas

W sprawie Alfiego Evansa napisano już prawie wszystko. Na oczach świata wydarzył się prawdziwy dramat – dramat w ścisłym znaczeniu tego słowa. Bo choć kierowały nami emocje i empatia, to jednak sytuacja chłopca była niezwykle skomplikowana.

Niespełna dwuletni chłopiec wbrew woli rodziców, a zgodnie z decyzją brytyjskiego sądu został odłączony od aparatury, która utrzymywała go przy życiu. Ta decyzja musiała wywołać i rzeczywiście wywołała ogromne kontrowersje. W opinii wielu komentatorów pojawiły się określenia, że sąd chce pozbawić życia Alfiego. Tymczasem intencją sądu nie było dokonanie eutanazji, jak to się często sugeruje w mediach. Postanowienie dotyczy zaprzestania uporczywej terapii na rzecz godnej opieki paliatywnej. W uzasadnieniu wyroku sędzia Hayden powołując się na opinie lekarzy pisze:

„Wszystko to sprawia, że niechętnie i smutno wyciągam jednoznaczne wnioski. To, czego Alfie teraz potrzebuje to dobra opieka paliatywna. Mam tu na myśli opiekę, która będzie utrzymywała go przy życiu tak komfortowo, jak to tylko możliwe na ostatnim etapie jego życia. Chłopiec potrzebuje pokoju, spokoju i prywatności, aby mógł zakończyć swoje życie, tak jak przeżywał je do tej pory – w godności”.

Czytaj więcej »

Katolik na manowcach

Ile jest Kościoła w Kościele? Czy nam, katolikom, na pewno zależy, żeby nadążać za papieżem Franciszkiem? A może wolimy wierzyć „po swojemu”?

Jestem wielkim zwolennikiem i orędownikiem krytycznego myślenia. Nie lubię w ciemno przyjmować czyjegoś punktu widzenia tylko dlatego, że jest dla mnie autorytetem. Skrajność polegająca na tym, że wierzę ślepo osobie, którą upatrzyłem sobie jako eksperta w danej dziedzinie nie może zwalniać  mnie z samodzielnego myślenia. To niebezpieczne. Coraz częściej pojawia się jednak problem drugiej skrajności – ignorujemy autorytety i opieramy się wyłącznie na swoich przekonaniach. Dotyczy to nawet tak wyjątkowej sfery, jaką jest wiara. Zbyt rzadko pamiętamy chyba, że mamy choćby w osobie papieża Franciszka przewodnika w naszym przeżywaniu religijności. Skoro został wybrany przez kolegium kardynalskie to ufam, że jego odczytywanie Ewangelii i znaków czasu jest słuszne i potrzebne Kościołowi. Tymczasem w Polsce (choć oczywiście nie tylko) można zaobserwować bunt przeciwko sposobowi myślenia i postępowaniu Ojca Świętego.

Wczytujmy się w nauczanie Kościoła i słuchajmy papieża. Inaczej możemy zejść na manowce.

Czytaj więcej »

Uobecniać Boga

Możemy zmieniać świat. Nie jest to wcale przesadny optymizm. Trzeba tylko właściwie oszacować skalę i możliwości.

La Natività in dipinto. Autor: Gerard van Honthorst

Mówi się, że gdyby 30% ze składanych życzeń się spełniało, to już byłoby fantastycznie. Ale może zbyt często zapominamy, że nasz udział nie jest bez znaczenia w kwestii tego, jak wiele marzeń naszych bliskich doczeka się realizacji. Na co dzień mamy przecież wpływ na to jak wygląda życie naszej rodziny, naszych przyjaciół i znajomych. Kochając ich, dając im to, co najlepsze, zmieniamy świat. Ktoś powie, że to tylko skala mikro, ale czy trzeba czegoś więcej?

Czytaj więcej »