Reedukacja sumienia

EWANGELIARZ NIEDZIELNY, 3 marca 2019

VIII NIEDZIELA ZWYKŁA

Łk 6, 39-45

Jezus opowiedział uczniom przypowieść:
«Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj?

Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy, dopiero w pełni wykształcony, będzie jak jego nauczyciel.

Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? Jak możesz mówić swemu bratu: „Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku”, podczas gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka brata swego.

czytaj więcej…

Nomadzi wiary

EWANGELIARZ NIEDZIELNY, 6 stycznia 2019

OBJAWIENIE PAŃSKIE

Mt 2,1-12

 

Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony Król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon».

Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: «W Betlejem judzkim, bo tak zostało napisane przez Proroka: a ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela».

Wtedy Herod przywołał potajemnie mędrców i wywiedział się od nich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: «Udajcie się tam i wypytajcie starannie o dziecię, a gdy Je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon». Oni zaś, wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę.

A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, postępowała przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; padli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę.

A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się z powrotem do swojego kraju.

 

Kiedy patrzymy na ikonę Narodzenia Pańskiego do góry, po lewej stronie widzimy trzech Mędrców podążających za gwiazdą. Symbolizują oni trzy okresy w życiu człowieka. Ewangelia nie określa ich liczby, ale od XII w. przyjęło się uważać, iż było ich trzech, bowiem cyfra ta kojarzyła się z trzema okresami życia właśnie i dlatego zaczęto ich przedstawiać jako różniących się wiekiem – jeden jest młodzieńcem, drugi w wieku dojrzałym, trzeci starcem.

Trzy były również złożone przez nich dary: złoto (symbol królewskiej godności Chrystusa), kadzidło (symbol Jego Boskości) i mirra (wskazująca na śmierć, którą miał ponieść dla zbawienia ludzkości). Trzej Mędrcy są też symboliczną zapowiedzią trzech niewiast niosących wonności, by namaścić ciało Ukrzyżowanego Chrystusa.

Mędrcy dzięki ludzkiej wiedzy dostrzegli gwiazdę i to doprowadza ich do Króla. Poprzez scenę uwielbienia ze strony Mędrców autor ikony chce wyrazić, że wszelkie ludzkie nauki, które prowadzą do Boga, do uwielbienia światła Absolutu, są tymi, które należy propagować i zgłębiać.

Człowiek cały czas jest w drodze, w rozwoju. Z dziecka, staje się dorosłym, potem osobą starszą. Zdobywa wiedzę. Wydaje się, że ta Ewangelia mówi właśnie o upodobaniu do ludzi, którzy poszukują. Mędrcy otrzymują znak i wyruszają w drogę. Prawdopodobnie nie było to żadne spektakularny znak, ale coś delikatnego, subtelnego, a pomimo to wywołało to w nich takie pragnienie i taką tęsknotę, że wyrwało ich z ich dotychczasowego życia.

Dla wielu chrześcijan – nawet jeśli do tego się nie przyznają – ważniejsze jest umiłowanie odpoczynku, bezpieczeństwa i świętego spokoju od umiłowania prawdy. A przecież wiara – jak mówił św. Jan od Krzyża – jest tęsknotą. Jest nieustannym poszukiwaniem Boga, Jego obecności. Tak naprawdę powinniśmy być nomadami wiary, a nie jej posiadaczami. Bo Boga nie można posiadać.

Oczywiście możemy pytać, czy to my bardziej poszukujemy Boga czy On nas? Czy większe jest pragnienie Boga (nawet nieuświadomione), które człowiek odkrywa w sercu, czy to, że bóg pragnie człowieka? Wydaje się, że możemy powiedzieć, że jest to w pewien sposób wzajemne przyciąganie. Bóg przychodzi do człowieka, jako małe Dziecko, a człowiek już był w drodze do Niego, zanim się urodził. W każdym razie kiedy w końcu dochodzi do spotkania, to widzimy, że On już nas oczekiwał. Wyszedł nam naprzeciw.

Dlatego najcenniejszym darem dla Boga jest nasze serce, nasze życie. Przyszedł na świat jako ubogi, pozbawiony wszystkiego. Nie godzi się jednak na to, by pozbawiono Go człowieka.

Klucz do radości

EWANGELIARZ NIEDZIELNY, 17 grudnia 2018

III NIEDZIELA ADWENTU

Łk 3, 10-18

Gdy Jan nauczał nad Jordanem, pytały go tłumy: «Cóż mamy czynić?» On im odpowiadał: «Kto ma dwie suknie, niech się podzieli z tym, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni».

Przyszli także celnicy, żeby przyjąć chrzest, i rzekli do niego: «Nauczycielu, co mamy czynić?» On im powiedział: «Nie pobierajcie nic więcej ponad to, co wam wyznaczono».

Pytali go też i żołnierze: «a my co mamy czynić?» On im odpowiedział: «Na nikim pieniędzy nie wymuszajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na waszym żołdzie».

Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w swych sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: «Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. on będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem. Ma on wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym».

Wiele też innych napomnień dawał ludowi i głosił dobrą nowinę.

ks. Andrzej Perzyński. Fot. Adam Walanus

W połowie adwentowej drogi mamy wezwanie do radości, choć my dobrze wiemy, że radość w słowie Bożym – tak jak radość w naszym życiu – jest raczej prorokowaniem o przyszłości, aniżeli spełnieniem. Pamiętamy pewne radosne przeżycia – takie, które byśmy chcieli zachować na całe życie, ale nie możemy. Wiemy, że radość może być pełna, prawdziwa i zapełniająca całą pojemność naszego ducha, ale my nie możemy tego wszystkiego zatrzymać na stałe.

Istnieje taki rodzaj radości, który powstaje wówczas, kiedy człowiek powodowany życzliwością obdarza i pomnaża dobra i wartości drugiego człowieka. Wówczas źródłem radości nie jest to, co się dzieje ze mną i we mnie, ale jest przede wszystkim to, co się dzieje w drugim człowieku, a więc nie moje rosnące szanse życiowe, nie mój stan posiadania, nie moja pozycja i mój dobry nastrój, i moje samopoczucie, ale przede wszystkim to, że czynię dobro komuś innemu. Czynię drugiemu przysługę. Wyprowadzam drugiego człowieka z przykrego położenia, z położenia czasem niebezpiecznego i groźnego. Dzięki mnie przybywa dobra i poczucia bezpieczeństwa w cudzym życiu, przybywa w życiu drugiego pokoju i szczęścia. Jest to radość dawania, dzielenia się, służenia, pomagania.

Być może w zaaferowaniu życiem, w zakłopotaniu, umęczeniu i zestresowaniu, zapominamy o tym, że mamy w rękach nie tylko klucz niepokoju ale klucz radości, i zbyt rzadko przychodzi nam do głowy, żeby tego klucza radości użyć. Oczywiście za cenę pewnego wysiłku, pewnego daru z siebie na rzecz drugiego człowieka.

Przemawia dziś prorok żyjący w wieku VII przed Chr., w trudnej epoce dziejów Ludu Wybranego, kiedy to po królu Jozjaszu, gorliwym reformatorze, nastali znów królowie bezbożni. Ale urywek dzisiaj czytany, który następuje po wielu poprzednich groźbach, jest już kontrastowym wezwaniem Proroka pod adresem Jerozolimy, by śpiewała pieśń triumfu z powodu darowania jej win, co nastąpi po odniesieniu zwycięstwa przez Pana nad jej wrogami. Źródłem tej radości będzie bliskość zbawcza Boga, prawdziwego i wszechmocnego Króla, pośrodku swego Ludu. Nastąpi odnowienie ze strony Boga Jego pierwszej oblubieńczej miłości, miłości zawsze wiernej, względem wiele razy niewiernej dotąd Oblubienicy, którą jest Izrael. Znamienna jest zapowiedziana przy tym radość samego Boga z tego właśnie powodu.

Nie ulega wątpliwości, że radość, o której mówi nam dzisiaj słowo Boże prorokujące i to drugie słowo wzywające, to właśnie jest radość dzielenia się, dawania i służenia. Słowo prorokujące Sofoniasza, który mówi: Raduj się, bo przyjdzie Pan, Bóg Twój, który da ci zbawienie. I te drugie słowa wzywające Pawła Apostoła: Radujcie się, bo Pan jest blisko. Wszystkie one, jeden i drugie, mówią o jednym, że istnieje Ktoś, dla kogo moja osoba, moje dobro, moje bezpieczeństwo, mój pokój, moje sprawy są ważne, że to moje sprawy sprowadziły Go z wysokości na ten świat. Przyszedł, choć nie musiał. Przyszedł dlatego, że chciał, prawdziwie chciał. I on tu nie szuka swojego, ale szuka mojego. Nie szuka siebie, ale szuka mnie. Nie przyszedł, żeby Jemu służono, ale przyszedł służyć. Nie przyszedł mi niczego zabrać, niczego pomniejszyć, niczego zubożyć. Przyszedł dać całego siebie i my tę prawdę ciągle mamy przed oczyma, bo na ołtarzu eucharystycznym ciągle Jezus całego siebie kładzie i mówi: Weźcie tyle, ile potraficie, z mojego bogactwa!

 

Pan nadchodzi!

EWANGELIARZ NIEDZIELNY, 9 grudnia 2018

II NIEDZIELA ADWENTU

Łk 3, 1-6

Było to w piętnastym roku rządów Tyberiusza Cezara. Gdy Poncjusz Piłat był namiestnikiem Judei, Herod tetrarchą Galilei, brat jego Filip tetrarchą Iturei i Trachonitydy, Lizaniasz tetrarchą Abileny; za najwyższych kapłanów Annasza i Kajfasza skierowane zostało słowo Boże do Jana, syna Zachariasza, na pustyni.

Obchodził więc całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów, jak jest napisane w księdze mów proroka Izajasza: «Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego! Każda dolina zostanie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte staną się prostymi, a wyboiste drogami gładkimi! i wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże».

Prostujcie ścieżki. Czy to tylko metafora dotycząca krętych ścieżek życia? Słuchacze proroka Izajasza byli często świadkami procesji urządzanych ku czci boga Marduka. Posąg tego bożka był przesuwany na wielkich saniach po drodze, która wymagała wcześniejszego przygotowania; zrównania pagórków, zakopania dołów. Po pierwsze więc wezwanie proroka jest wołaniem: przygotujcie się, Pan nadchodzi! Idzie Bóg!

Pustyni Judzka, gdzie wołał Jan Chrzciciel to miejsce bardzo nierówne, z wieloma wzniesieniami i zagłębieniami. Słowa te stały się bardzo obrazowym wezwaniem do przygotowania na przyjście Boga. Warto pamiętać, że nie chodzi przy tym tylko o wymiar moralny, o unikanie grzechu. Ale może znacznie bardziej o prostowanie obrazu Boga, jaki człowiek nosi w swoim sercu. Wyprostować myślenie o Bogu, wyzbyć się uprzedzeń w stosunku do Kościoła, pozbyć się arogancji życiowej, kiedy człowiek już nie dostrzega tych dołów i pagórków, i trochę już przywykł do tej pustyni i jałowej ziemi i wydaje mu się, że już wszystko wie.

Prostowanie pagórków czasami nie tylko wymaga łopaty, ale jeśli tych braków-dołów w relacji z Bogiem nazbierało się sporo, jeśli drogę do Boga przekopaliśmy niczym krety poszukując sami nie wiedząc czego… to może się z tego zrobić prawdziwy plac budowy. I być może dlatego Adwent trwa kilkanaście dni. Oby tylko nie odkładać prostowania ścieżek życia w nieskończoność. To nie człowiek wybiera czas Bożego przechodzenia. Tymczasem Jan Chrzciciel zdecydowanie ponagla, że Bóg już teraz nadchodzi, już dziś.

Kiedy po upadku pierwszych rodziców człowiek znalazł się w stanie grzechu, został umieszczony poza Ogrodem Eden, jakby na pustyni. Ta pustynia to też obraz ludzkiego ducha, gdzie człowiek musi podejmować wielki wysiłek, by wydać jakiś owoc duchowy. A Chrystus przychodzi w jednym celu, by nam przywrócić miejsce w Rajskim Ogrodzie. Przyjmując naszą ludzką naturę, umiera, by dać nam nowe życie zmartwychwstając w… ogrodzie.