Przed świętem 4 czerwca

A może, redakcjo „Tygodnika Powszechnego”, opublikowanie artykułu „Trzydziestolatka bez własnej historii” („TP” nr 7/2019), autorstwa poety i dziennikarza, Jana Rojewskiego, oraz pracownika Muzeum Historii Polski, Mikołaja Mirowskiego, to nie był najlepszy pomysł? Nazwanie III RP „trzydziestolatką bez własnej historii” odbieram jako głębokie zranienie tego fragmentu naszych dziejów. Przeszłości znamiennej i bardzo ważnej – datującej się od obrad Okrągłego Stołu i wyborów kontraktowych z 4 czerwca 1989 roku, których rocznicę zamierzamy celebrować za kilka miesięcy. To prawda, są i będą ludzie, którzy tę przeszłość negują albo dezawuują. Ale jesteśmy i będziemy także my, którym wciąż zależy na rzeczywistej przeszłości i prawdzie o niej. czytaj więcej…

Zmiana zależy od nas

Czas i doświadczenia przerosły nas ponad wszelką miarę. Mamy za sobą pogrzeb prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Modlitwy i przemowy przy trumnie, a później przy urnie z prochami. Pożegnania i łzy tysięcy ludzi, którzy chcieli być obecni przy zmarłym do samego końca… Jeśli po tym tygodniu nie będziemy lepsi ani o jedno słowo, gest, przeżycie czy decyzję, nie będziemy mogli szukać winnych poza nami samymi. czytaj więcej…

Czekam na głos polskiego Kościoła

Do pierwszych godzin popołudniowych w poniedziałek 14 stycznia najbardziej oczywistym tematem było dla mnie uczczenie urodzin Stefana Wilkanowicza, który 3 stycznia skończył 95 lat. W tekście jemu poświęconym chciałam mu wyrazić głęboką wdzięczność za formułę preambuły do obowiązującej Konstytucji RP – za jej głęboką prawdę i oczywistość, które wszystkich wierzących zapraszają do przemyślenia wiary oraz otwartego jej przeżywania w naszej rzeczywistości. Niestety, od wydarzeń podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gdańsku, a przede wszystkim od momentu podania wiadomości o śmierci prezydenta tego miasta, Pawła Adamowicza, trzeba po imieniu zaapelować do przewodników duchowych, którzy w Polsce zabierają głos jako sędziowie i pasterze. czytaj więcej…

Nie tylko dla Stefana

W najbliższą niedzielę 13 stycznia będziemy obchodzić w Krakowie jubileusz 95. urodzin Stefana Wilkanowicza – od najdawniejszych lat działacza środowiska Znaku i „Tygodnika Powszechnego”, autora preambuły do naszej obecnej Konstytucji. W jego intencji zostanie odprawiona msza św. w kościele św. Andrzeja Apostoła. Kilka dni później, 17 stycznia, spotkamy się ponownie. Tym razem w siedzibie Klubu Inteligencji Katolickiej, gdzie ma się odbyć dyskusja, pt. „Stefan Wilkanowicz – chrześcijanin, obywatel, człowiek pojednania”. Rozmawiać będą: Andrzej Zoll, Tomasz Ponikło i Henryk Woźniakowski. Jestem przekonana, że nie ma sprawy ważniejszej ani tematu bardziej zasługującego na naszą uwagę, niż kwestie, jakie zapowiada ta debata. Sygnalizuje przecież potrzebę odczytywania aktualnych zadań dla Kościoła, które wykraczają daleko poza Kraków, Kościół w Polsce i wszystkie dotychczasowe pontyfikaty.

Los naszego świata

Krótki artykuł „Nowe muzeum pomoże odkryć tożsamość Afryki” ukazał się w numerze „Tygodnika Powszechnego” wydanym na Boże Narodzenie (nr 52–53/2018). Dotyczy Musée des civilisations noires, czyli Muzeum Czarnych Cywilizacji, które powstało w Dakarze. Jego twórcy przedstawiają w nim historię i kulturę Czarnego Lądu, zabiegając jednocześnie o zwrot dzieł sztuki wywiezionych przez kolonizatorów. Wszystko, co przynosi ten tekst zasługuje na to, by uznać go za najważniejszy nie tylko w tamtym wydaniu „Tygodnika”, ale także w obecnym myśleniu o losach świata. W naszych obowiązkach, naszym powołaniu i naszych zadaniach wobec krajów Afryki, wynikających z unijnego, europejskiego i chrześcijańskiego rachunku sumienia. Żaden tytuł prasowy ani inne medium, jak dotąd, temu nie sprostało. W moim kiedyś „Tygodniku Powszechnym” dalszego ciągu także nie znalazłam. Może jest na to jeszcze za wcześnie?

Słowa na święta i nie tylko

„Bądź blisko tych, którym trzeba pomóc” – usłyszałam w jednej z reklam. Zaraz potem padła zachęta kupna jakiegoś produktu, bo to część reklamy jak najbardziej komercyjnej. Pierwsze słowa są jednak jak najbardziej dobre i słuszne. Zasługują na to, by pozostać w naszej pamięci i sumieniu, wspierając nas swoją prawdą cały dzień, może nawet tydzień albo miesiąc.

Okazuje się, że czasami warto sięgnąć nawet do ogłoszeń.