Kilka dni temu dwudziestopięcioletnia matka oddała czwórkę dzieci do Pogotowia Opiekuńczego w Tarnowie. Najstarsze z nich ma sześć lat, najmłodsze niewiele ponad rok. Matka oddała dzieci, bo nie potrafiła ich utrzymać, zabrakło jej też sił i wytrwałości, by je samodzielnie wychować. Odwiedza zresztą synów w Pogotowiu, podtrzymując wolę oddania dzieci rodzinie, której nie zabraknie środków i uczucia, by się nimi zająć.

Odpowiedzią na to wydarzenie ze strony wierzących nie była krytyka czy zgorszenie (choć i takie głosy, niestety, się znalazły), ale apel o otwarcie serc i domów dla potrzebujących opieki dzieci. Władze Tarnowa nie ustają w próbach znalezienia rodziny zastępczej, która przyjęłaby całe rodzeństwo, żeby braci nie rozdzielać. Odzew na apel jest podobno bardzo duży i najpewniej uda się ten warunek spełnić. Obyśmy dowiedzieli się o pomyślnym finale tej sprawy jak najprędzej. Zwłaszcza, że w moim przekonaniu bardziej zasługuje ona na duszpasterskie zainteresowanie, niż np. tzw. ideologia LGBTQ, budząca tak wielkie emocje u wielu hierarchów i księży.

Piszę to po przeczytaniu w najnowszym wydaniu pewnej gazetki parafialnej krótkiego artykułu na temat zadań mediów katolickich.

comments