Posted on: 11 listopada 2014 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

tu-i-teraz600

Nie jestem pewna, czy to naprawdę ważne, że kogokolwiek z nas „synod rozczarował”, jak napisał jeden z publicystów w „Tygodniku Powszechnym” (nr 45, 9 listopada 2014). Rozumiem, że można tak stwierdzić, jeśli patrzy się z boku, jak na zjawisko raczej obserwowane, niż takie, w którym się żyje, i to jeszcze na styku dwóch rzeczywistości. Tej doczesnej i tej wiecznej, która dzieje się w tajemniczy sposób, ale obejmuje nas całkowicie. Dlatego gdy słyszę w radiu rozmowę o kryzysie chrześcijaństwa, wolałabym, aby nie była ona ograniczona do kryteriów zależnych od człowieka. W odniesieniu do oczekiwań związanych z synodem, dopiero gdy sięgam po artykuł ks. prof. Wacława Hryniewicza OMI „Zrozumienie przed prawem” z tego samego wydania „Tygodnika”, odnajduję w nim klucz do perspektyw, które pozostają optymistyczne nawet w czasie bardzo smutnym. Ale najbardziej – skoro mój komentarz zamienił się w recenzję numerów „Tygodnika Powszechnego” – wdzięczna jestem za przypomnienie postaci księdza Władysława Bukowińskiego (w „TP” nr 43, 26 października 2014), choć autor artykułu nie odpowiedział na niepokój rodzący się nad lekturą: dlaczego jest zapomniany?

Może odpowiedzią byłoby zjawisko gorączkowej nadaktywności, która cechuje nasz dzień dzisiejszy przeżywany w Kościele. Z telewizyjnej mszy św., transmitowanej z sanktuarium w Łagiewnikach, dowiedziałam się wraz z innymi chorymi, że jest to już szósty dzień modlitw mojego Kościoła za prześladowanych w Syrii chrześcijan, mszę odprawia biskup z Syrii i możemy pomóc przynajmniej uczestnicząc w zbiórce środków na pomoc dla uciekających przed zagładą współbraci. Po mszy chciałam się dowiedzieć, gdzie mogłabym składkę przekazać. Okazało się, że nikt z moich bliskich na swojej mszy, w swoim kościele, nie słyszał o tym ani słowa. Zbiórki były, ale na inne cele. Jeżeli wszystko dzieje się naraz, to może nie najlepiej nam się to będzie udawało?

comments

Leave a Comment