Posted on: 3 października 2015 Posted by: ks. Bartek Rajewski Comments: 0

bartek_rajewskiXXVII NIDZIELE ZWYKŁA
I CZYTANIE: Rdz 2,18-24. II CZYTANIE: Hbr 2,9-11. EWANGELIA: Mk 10,2-16.

Faryzeusze przystąpili do Jezusa i chcąc Go wystawić na próbę, pytali Go, czy wolno mężowi oddalić żonę. Odpowiadając zapytał ich: Co wam nakazał Mojżesz? Oni rzekli: Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i oddalić. Wówczas Jezus rzekł do nich: Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych napisał wam to przykazanie. Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela! W domu uczniowie raz jeszcze pytali Go o to. Powiedział im: Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo. Przynosili Mu również dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego. A Jezus, widząc to, oburzył się i rzekł do nich: Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego. I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je.

 

 

W tym domu jesteśmy rodziną. Mówimy prawdę, mówimy przepraszam, lubimy się bawić, tworzymy wspomnienia, popełniamy błędy, dajemy drugą szansę, wybaczamy, nie poddajemy się, jesteśmy cierpliwi, kochamy. Ten – moim zdaniem – piękny tekst znalazłem niedawno w Internecie. Pomyślałem sobie, że gdybym miał rodzinę, robiłbym wszystko, aby taki właśnie klimat panował w naszym domu.

 

U progu rozpoczynającego się Synodu Biskupów poświęconemu rodzinie, Bóg przychodzi do nas ze swoim słowem, jak zwykle aktualnym i żywym wobec czasu, w którym żyjemy i zabiera głos w tych kwestiach, które są dla nas szczególnie ważne.

 

Zawsze, kiedy Kościół podejmuje temat małżeństwa i rodziny, daje się słyszeć głosy dezaprobaty wyrażone w pytaniach: „Co księża mogą wiedzieć o instytucji małżeństwa?”, albo: „Co facet, który nie ma żony i dzieci, może powiedzieć o tym, jak żyć?!”. To prawda, jako ksiądz o instytucji małżeństwa wiem tyle, ile nauczyłem się na wykładach z prawa kanonicznego. Małżeństwo to jednak nie tylko instytucja. Małżeństwo to przede wszystkim relacja miłości pomiędzy mężczyzną a kobietą. A na relacjach międzyludzkich, także na relacji miłości, znam się chyba nie mniej, niż inni ludzie.

Centrum dzisiejszej Ewangelii wydaje się stanowić pytanie, jakie postawiono Jezusowi: „Czy wolno mężowi rozwieść się z żoną?”. Nie jest to tylko pytanie o zachowywanie prawa, ale przede wszystkim o relację człowieka do człowieka. Za tym pytaniem krył się niejeden dramat. Dramat przede wszystkim porzuconych żon, mogących z dotychczasowego domu zabrać jedynie to, co miały na sobie: może biżuterię, może ozdobne szaty, wygodne sandały. Za tym pytaniem krył się również dramat mężów czekających z utęsknieniem na przyjacielski gest czy ciepłe słowo zamiast rutyny dnia codziennego. Za tym wszystkim krył się jednak dramat największy. Był to dramat dzieci, które nie tylko traciły matkę, ale także – jak ukazuje to Jezus w dalszej odsłonie dzisiejszej Ewangelii –  traciły dostęp do Boga i błogosławieństwa. Ciekawe, że to właśnie Apostołowie utrudniali dzieciom dostęp do Jezusa, co nierzadko zdarza się również dzisiaj, a co zasługuje na osobne rozważanie.

Ten dramat wciąż trwa i powtarza się zawsze wtedy, gdy rozpada się małżeństwo. I tak, jak wtedy, jest to zawsze dramat żon, mężów, a przede wszystkim dzieci. Tego dramatu nie zmniejszą nowe regulacje jurydyczne, czy wyszukane kruczki prawne pozwalające stwierdzić nieważność małżeństwa. Jezus wskazuje nam dzisiaj na inne remedium. Mówi, że jedynym rozwiązaniem jest życie miłością w taki sposób, aby kobieta i mężczyzna, bez względu na wszystko co ich różni, kochali się miłością trwałą, znajdującą swoje źródło w miłości samego Boga. Jest możliwe, aby mężczyzna nie kochał siebie, ale kochał ją – swoją żonę. I jest też możliwość, żeby kobieta nie kochała tylko siebie, ale jego – swojego męża. Sęk w tym, żebyśmy chcieli tak żyć. Nie jest to łatwe, ponieważ ta miłość nie jest ludzkiego pochodzenia. Nawet dla uczniów Jezusa jawiła się na początku jako trudność. Oni też mieli z tym problem, dlatego „w domu raz jeszcze pytali Go o to” (por. Mk 10,10). To trudne, ale możliwe. Pod warunkiem, że wierzy się Bogu.

Rozwody były, są i pewnie będą. Życie jest zbyt skomplikowane. Warto jednak zawsze pamiętać o tym, że Jezus nikogo nie potępia, a tym bardziej nikogo nie odrzuca. Jezus nigdy w nikogo nie rzucił kamieniem. On zawsze z cierpliwością uczył, jak najlepiej żyć. To samo stara się robić Kościół, którego pasterze gromadzą się dzisiaj na synodzie. Dorośli przecież zawsze będą popełniać błędy. Dlatego Jezus brał na ręce dzieci, dając im to, czego nie mogli dać dorośli. Spokój, bezpieczeństwo i błogosławieństwo. Zadanie Kościoła jest identyczne: cierpliwie uczyć, jak najlepiej żyć, aby życie było szczęśliwe, pełne pokoju, bezpieczeństwa i Bożego błogosławieństwa.

Jestem księdzem. Nie mam żony i dzieci. Uważam jednak, że znam się na relacjach, w tym tej najważniejszej – relacji miłości. Gdybym miał rodzinę, robiłbym wszystko, żeby klimat miłości, o jakim mowa we wstępie do naszych dzisiejszych rozważań, panował w naszym domu. Nie rozpaczam jednak, bo Kościół – moja parafia – jest także moją rodziną, gdzie wspólnie staramy się tworzyć taki właśnie klimat. W tym domu jesteśmy rodziną. Mówimy prawdę, mówimy przepraszam, lubimy się bawić, tworzymy wspomnienia, popełniamy błędy, dajemy drugą szansę, wybaczamy, nie poddajemy się, jesteśmy cierpliwi, kochamy. To trudne, ale możliwe.

comments

Leave a Comment