Posted on: 23 maja 2016 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

bardecki

Stulecie urodzin ks. Andrzeja Bardeckiego – redaktora działu religijnego i asystenta kościelnego „Tygodnika Powszechnego” w latach 1951–1991 – minęło przedwczoraj, w sobotę 21 maja. W piśmie Turowicza to był zwyczajnie Andrzej (tak samo jak Jerzy, jak Tolo, jak Kisiel, o których myśli się po imieniu) – wierny, prawdziwy, nigdy nie zajęty sobą. Kiedy zaczynam znów go wspominać, nie wiem wprost co wybrać do opisania: jego książki? Jego decyzję, by odmówić przyjęcia odznaczenia państwowego, „bo duchowni nie przyjmują orderów”? A może jego heroizm okupacyjny, którego chyba nikt szczegółowo i w oparciu o dokumenty nie opisał? Powinnam też przypomnieć jego coroczne, jakże ważne relacje składane na obradach Komisji Episkopatu ds. Duszpasterstwa, a wreszcie jego ciche i godne odejście, gdy skrzywdzono go naprawdę niepojętym odwołaniem z pełnionej w redakcji funkcji. I jeszcze przyjaźń, którą nam świadczył wiernie, i jego wyciszenie duchowe (raz tylko widziałam go uniesionego gniewem i żalem za krzywdę bliskiego mu człowieka). Dotąd mi żal strony „Tygodnika Powszechnego” z „Kroniką religijną”, którą redagował starannie i odpowiedzialnie, choć cenzura pastwiła się nad pismem bez litości. Wtedy nie mogłoby się ukazać tak przedziwne zdanie, jak w najnowszym wydaniu „TP” (nr 21/2016) o tym, że polska pani premier podczas pobytu w Watykanie „spotkała się z papieżem”. Jakby chodziło o międzynarodową imprezę, o której donosząc trzeba cytować nie to, co mówił udzielający audiencji Pasterz Kościoła Powszechnego, lecz robiąca sobie propagandę szefowa rządu.

Już kiedyś proponowałam, by zaduszkowe wspominki wykorzystać w „Tygodniku Powszechnym” do przedstawienia wszystkich twórców i pracowników pisma, przypominając daty ich życia i pełnione w redakcji funkcje. Taka kronika byłaby niczym kamień nagrobny. Nigdy nie udało mi się przekonać do tego pomysłu moich coraz młodszych następców, więc cieszę się, że prawdopodobnie zostanie on urzeczywistniony na portalu Jerzego Turowicza. I Andrzej, i wszyscy moi zmarli przyjaciele zostaną przypomniani raz jeszcze.

Fot. Danuta Węgiel

comments

Leave a Comment