Opublikowano: 4 sierpnia 2020 Autor: Joanna Rózga Comments: 0

„Ten film powstał z mojego wewnętrznego protestu przeciwko postrzeganiu księdza Adama Bonieckiego jako buntownika” – tak zaczęła swoją opowieść o filmie „xABo” jego reżyserka – Aleksandra Potoczek. Chciała opowiedzieć swoje odczucia, które wynikały z głębokiego przekonania, intuicji, że siła tej postaci mieści się gdzie indziej. Twierdzi, że nie interesował jej film publicystyczny, a o wyborze tematu i podejściu do niego, zaważyło zainteresowanie konkretnym człowiekiem, jego rozumieniem wiary, stosunkiem do drugiego, a nie stosunkiem do Kościoła i jego problemów.

 

Nasza gościni mówiła o tym, że chciała przedstawić człowieka posiadającego, według niej, niesamowitą umiejętność diagnozy współczesności, przenikliwość i nawiązującego jedyny w swoim rodzaju kontakt z ludźmi.

Można niczego wcześniej nie wiedzieć o tym Księdzu, a wyjść po projekcji filmu wynosząc coś dla siebie, świetnie odebrać i zrozumieć jego przekaz, powiedział prowadzący rozmowę Marcin Bytniewski i zapytał, jak było możliwe ze 150-ciu nagranych godzin stworzyć ponad godzinny (to jedna setna zarejestrowanego materiału!) obraz o takiej sile wyrazu?

Twórcy filmu zdecydowali się na przekazanie trzech spraw: codziennych przypadkowych spotkań z ludźmi, rozmów z osobami, z którymi ks. Boniecki ma szczególną więź, bo żyją w świecie jego wiary, oraz pokazać kontrast ciszy i zgiełku towarzyszący księdzu w jego nieustannym pielgrzymowaniu. Takie była założenie filmu i mimo to, że wszystko w ciągu lat kręcenia filmu się nieustannie zmieniało, twórcy pozostali wierni swojej pierwotnej koncepcji, również dzięki zdjęciom Adama Palenty, operatora filmu.

Montaż filmu trwał ponad pół roku i bardzo trudno było dokonać wyboru scen z ogromnego materiału. Zapytana o te, których żałuje, że nie weszły do finalnej wersji, reżyserka wspomniała o nakręconej w Sosnowcu scenie, gdy wokół Księdza Adama skupiło się siedem osób z bardzo różnych środowisk, a każdy przyszedł z czymś innym, każdy czegoś innego od Księdza potrzebował i inaczej go traktował.

Równie trudno było zrezygnować ze zdjęć z Ukrainy, gdzie Ksiądz odwiedził rodzinne groby, czy też tych, gdy wraca wspomnieniami do miejsc z dzieciństwa. Z Ukrainy weszło do filmu jedynie ujęcie ze mszy św. w pustym kościele. O zgodę na jej odprawienie ksiądz Boniecki poprosił lokalnego proboszcza. Ta krótka scena niesie w sobie nadzieję, tragizm i optymizm. Jak powiedziała nasza rozmówczyni, jest uniwersalnym świadectwem wiary.

Zapytana o współpracę ze swoim bohaterem powiedziała: „musiałam się uodpornić na ironię” bo bohater niezbyt chętnie  opowiadał o sobie i długo trwało zanim zaakceptował naszą obecność. Ale też życzliwie podtrzymywał nas, przekonanych, że film trzeba zrobić, że chcemy go zrobić, w naszej pracy. Potem, już w trakcie kręcenia nigdy nie było mowy o wycofaniu się czy rezygnacji, a jego zaufanie do nas rosło.

Najważniejszą dla Aleksandry Potoczek sceną z filmu, jest wizyta Księdza u siostry Małgorzaty Chmielewskiej, pokazująca czym są w jego życiu wiara i Kościół. Ich oszczędną rozmowę porównuje do teologicznej rozprawy.

Film jest szczery i autentyczny. Ludzie spotykani przez Księdza i zarejestrowane rozmowy są w większości przypadkowe, a i te zaplanowane nie były reżyserowane. Powstał wiarygodny obraz wyjątkowego człowieka, którego poznajemy w relacji z innymi ludźmi, w ciągłej podroży, w modlitwie i w skupieniu, czasem w osobistej samotności nawet wśród zgiełku, w tłumie. Widzimy postać, którą zobaczyła reżyserka filmu, której siła jest „gdzie indziej”.

Rozmowę on-line zorganizował Klub „Tygodnika Powszechnego” w Warszawie.

comments

Leave a Comment