„Tygodnik” zasługuje na lekturę

Gdy byłem studenciną, mój promotor mawiał, że każdy dziennikarz powinien w tygodniu czytać wszystko co znajduję się między „Nie” a „Tygodnikiem Powszechnym”, bo wtedy nic ważnego człowiekowi nie umknie i, co więcej, adept otrzyma odpowiednią dawkę różnych poglądów, co ochroni go przed skrzywieniem ideologicznym. Nie będę tu ściemniał, że się więcej »

Między Redaktorem a czytelnikami

Mógłbym zacząć pretensjonalnie, sztampowo. Mój „Tygodnik”… Moja z „Tygodnikiem” przygoda zaczęła się… Jednak z pewnych względów wolę ująć to prostymi słowy. Pierwszym względem jest ogromny szacunek dla słowa, który zaszczepił we mnie właśnie „Tygodnik”. Nie jest niczym trudnym, popisywać się słowem, czynić z niego narzędzie uprawiania nieskromnego kabotyństwa. Sztuką jest więcej »

Tygodnik, bo warto!

Nawet na pozór nie wydaje się, że to pismo przeciętne. Jednak, aby poznać jego „duszę”, trzeba otworzyć choćby drugą stronę i zacząć czytać… „Tygodnik Powszechny” staje się wtedy nowym sposobem patrzenia na rzeczywistość. Polega on na odpowiedzialnym i niezwykle przemyślanym ujęciu tematu, który trafia do młodego człowieka, ale tylko tego więcej »

Pielęgnujmy legendę „Tygodnika”

Moja przygoda z „Tygodnikiem Powszechnym” rozpoczęła się w liceum. Poznałem go poszukując, jak zwykle ciekawy świata, rzeczy ważnych, interesujących i mądrych. Moje pierwsze spotkanie z „Tygodnikiem” było więc zderzeniem z pismem niezwykłym pod każdym względem. Ten format, autorzy, teksty, a nawet papier, który wydawałoby się przemycał zapach krakowskiej redakcji.

Lektura Tygodnika jak zakład Pascala

Nie pamiętam, kiedy i skąd dowiedziałem się o tym, iż jest takie pismo, jak „Tygodnik Powszechny”. Jego mniej lub bardziej regularna lektura towarzyszy mi jednak z pewnością od czasów wczesnolicealnych. Jakie były (i są) powody sięgania po „Tygodnik”? Na pewno pociągający jest jego elitaryzm, możliwość obcowania z publicystyką wysokiej próby, więcej »