Opublikowano: 30 czerwca 2020 Autor: Michał Rychert Comments: 0

Słupsk, drugie co do wielkości miasto, prawie stu tysięczne, w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej. Spośród ośmiu parafii w tym jednej garnizonowej oraz kaplicy, gdzie regularnie odbywają się nabożeństwa tylko w gablotach dwóch parafii zawieszono plakat „Zranieni w Kościele”. W trzeciej pojawił się po interwencji. Niewielka kartka papieru w formacie A4, która niezbyt rzuca się w oczy, nie „krzyczy” ani formą, ani hasłem, chyba że się wie, czego się szuka. A jednak jego obecność jest problemem, bo jak inaczej odczytać, że na dziewięć kościołów tylko w trzech powieszono plakat?

Akcję rozwieszania plakatów można odczytać jako znak, że Kościołowi zależy, aby wszystkie przypadki pedofilii wyszły na jaw, że Kościół chce się oczyścić. Jest to znak przede wszystkim dla poszkodowanych, zranionych, aby poczuli, że to nie oni są obciążeniem, że instytucja Kościoła stoi po ich stronie. Oskarżenia o nagonkę na księży jest absurdalna.

Prymas Polski w liście do proboszczów i rektorów kościołów, wskazał, że inicjatywa „Zranieni w Kościele” jest wyrazem odpowiedzialności świeckich katolików za wspólnotę Kościoła, że wobec kryzysu wywołanego wykorzystaniem seksualnym dzieci i młodzieży przez niektórych duchownych „musimy przede wszystkim myśleć o osobach skrzywdzonych dostrzegając w nich twarz zranionego Chrystusa i przyjść im z pomocą”. Tymi słowami ks. Prymas wsparł akcję wywieszania plakatów w kruchtach kościelnych. Czy list został przeczytany przez adresatów? Czy został zrozumiany? Czy Prymas, pomijam świeckich stojących za inicjatywą przebił się z swoim przekazem? Jeżeli przyjąć parafie słupskie za reprezentatywne dla Kościoła w Polsce, to mamy do czynienia z odzewem na poziomie 33%.

Proboszcz jednej z parafii słupskich poproszony w rozmowie telefonicznej o wyjaśnienie, dlaczego w kościelnych gablotach nie umieścił plakatu, odmówił rozmowy zasłaniając się innymi obowiązkami. Drugi z proboszczów dał do zrozumienia, że nie zna tematu, że sprawdzi. Kuria koszalińsko-kołobrzeska potwierdziła, że pośredniczyła w dystrybucji plakatów po parafiach, zatem wszyscy proboszczowie je otrzymali.

Ktoś mógłby pomyśleć, że skoro w Słupsku nie było przypadku wykorzystywania seksualnego, to akcja wieszania plakatów nas nie dotyczy. Ale jeżeli takie przypadki były, to czy to będzie Słupsk, czy jakakolwiek inna miejscowość, akcja ma pokazać, że osoby skrzywdzone nie są pozostawione samym sobie.

Każda forma zaangażowania się w inicjatywę „Zranieni w Kościele” jest również znakiem, że „Jako Lud Boży jesteśmy wezwani, by wziąć na siebie ból naszych braci zranionych na ciele i na duszy” (papież Franciszek). Te słowa umieszczone na stronie akcji są niezwykle wymowne. Jako chrześcijanie nie możemy udawać, że nie ma problemu, przemilczeć, nie informować. Można uznać, że sprawa plakatu urasta do pewnego symbolu, sprawdzianu wrażliwości. To forma opowiedzenia się.

Jako Kościół, wierzący chrześcijanie świeccy i duchowni powinniśmy robić wszystko, aby skrzywdzeni mogli wypowiedzieć swój ból, znaleźć sprawiedliwość, aby usłyszeli, że to nie oni są winni, z drugiej zaś strony musi być w nas gotowość, aby wziąć na siebie ich ból. Ci którzy uważają, że reklamowanie plakatu z numerem wsparcia ma służyć nagonce, obrali niewłaściwą stronę: sprawców, nie ofiar.

Brak uwagi dla osób wykorzystanych seksualnie, brak zdecydowanych, czytelnych gestów potwierdzających, że Kościół jest po ich stronie, to kolejna forma ranienia, tych którzy już raz zostali zranien

comments

Leave a Comment