Posted on: 17 marca 2013 Posted by: Aleksandra Francuz Comments: 0

Cezanne – „z którego my wszyscy”,  a zwłaszcza awangarda dwudziestowiecznego malarstwa – miał swój projekt życia. Namalował sześćdziesiąt obrazów poświęconych Górze Świętej Wiktorii, jednemu wzniesieniu w Prowansji, położonemu około czterech kilometrów od domu – pracowni. Co było w tej Górze? Magia? Rodzaj mistycyzmu? Medium? Istota rzeczy.

Cezanne nie był przecież artystą, którego interesowały naukowe, akademickie dysputy formalne. Zawieszony między impresjonizmem a eksperymentami z kolorem ukształtował  wielu, na pewno nowojorskiego twórcę pop – artu, Vika Muniza. Pochodzący z ubogiej, robotniczej dzielnicy Sao Paulo, najlepiej opłacany dziś artysta brazylijski, cudem uniknął losu  „catadores” – zbieraczy odpadów do recyklingu z Jardim Gramacho w Rio de Janeiro. I  to nie metafora. W filmie „Śmietnisko” powtarza: „to mógłbym być ja”.

Co prawda, wątek osobisty Vika Muniza stanowi osnowę dzieła. Muniz  prowadzi ekipę filmową do swojej Brazylii – nie znanej turyście, którego przyciąga urok Copacabany czy feeria karnawałowych szaleństw. Pokazuje swój dom, swoich najbliższych. Powtarza: stąd pochodzę, tu narodziłem się jako artysta z tą wrażliwością na biedę i wykluczenie społeczne. Ale film „Śmietnisko” nie jest zapisem wrażeń z podróży sentymentalnej Muniza.  Obrazki z dzieciństwa i wczesnej młodości są świadectwem przekroczenia nędzy życia i losu „catadores”. Ale to nie dzięki ambicji własnej czy wysiłkom rodziców. Muniz opowiada, jak to się stało, że dostał odszkodowanie, które pozwoliło mu wyjechać do USA i spełnić swoje marzenia o zostaniu artystą. Czysty przypadek, że znalazł się właśnie wtedy na ulicy w Sao Paulo. Twierdzi, że musi spłacić dług. Brzmi jak Judymowe źródło motywacji.

Postanawia zatem przygotować obrazy ze śmieci. Ze śmieci,  z kilogramów śmieci. Jedzie na największe wysypisko na świecie, na które codziennie przywozi się pięćset ton odpadów. Poznaje życie „catadores”, tkanki żywej tego miejsca. Fotografuje ludzi na tle „ziemi jałowej”. Następnie portretuje kilkoro z nich , lepiej powiedzieć stylizuje na postaci ze znanych dzieł sztuki: „Mother with two children” Egona Schillego, „Siewcy” (motyw znany z wielu realizacji Vincenta van Gogha, wzorującego się na płótnie Milleta) , „Śmierć Marata”   (La Mort de Marat”) Jacques – Louis Davida, „Monę Lisę” Leonardo da Vinci, „Woman ironing” Pabla Picassa. Muniz pokazał, że piękna nie redukują żadne warunki.

I zamiast ruszyć śladem Cezanne’a, Muniz przyzna, że porzuca pomysł spoglądania na Jardim Gramacho jak na Górę Świętej Wiktorii. Ale  chyba tak do końca nie jest. W jednej z rozmów powie o oddalaniu się i zbliżaniu do obrazów wykonywanych ze śmieci. To optyka Cezanne’a. Spojrzenie na tworzywo, z którego dzieło powstało, i na sedno rzeczy – motyw, temat.

Film dokumentalny „Śmietnisko” w reżyserii uznanej  Lucy Walker nie jest wykładem o sztuce jedynie. Muzyka Moby’ego oraz historie ludzi z przedmieść Rio de Janeiro są tak poruszające, tyle w nich emocji i uczuć, że na tym filmie się płacze. Ale nie ze współczucia, nawet nie z poczucia solidaryzmu ludzkiego, ale z podziwu dla wiary w godność swą. To wybrzmiewa z opowieści Tiao (Sebastiao Carlos dos Santosa), który po zdobyciu na wysypisku „Księcia” Machiavellego lepiej rozumie położenie swoje – wokół „gangi i ich fortyfikacje”, i on z tym swoim posłannictwem ACAMJG (Stowarzyszenia Recyklingu zbieracze z Jardim Gramacho).  Przypomina mu to Wenecję sprzed wieków. O wolności i potrzebie zmiany świata mówi też bard „catadores”: Valter (Valter dos Santos). Na pytanie zadane artyście: „ Gdy pytają mnie, jakie znaczenie  ma jedna puszka? Odpowiadam: 99 to nie 100”.  I to metafora. I o tym ten film.

 

comments

Leave a Comment