(Łk 7,11-17)

Jezus udał się do pewnego miasta, zwanego Nain; a szli z Nim Jego uczniowie i tłum wielki. Gdy zbliżył się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego – jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta. Na jej widok Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: Nie płacz! Potem przystąpił, dotknął się mar – a ci, którzy je nieśli, stanęli – i rzekł: Młodzieńcze, tobie mówię wstań! Zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce. A wszystkich ogarnął strach; wielbili Boga i mówili: Wielki prorok powstał wśród nas, i Bóg łaskawie nawiedził lud swój. I rozeszła się ta wieść o Nim po całej Judei i po całej okolicznej krainie.

 

Doktor Eben Alexander, neurochirurg z Uniwersytetu Harvarda, na co dzień sceptycznie podchodził do zagadnień dotyczących spraw wiary i religii. Uważał, że po śmierci nie czeka nas nic, że życie pozagrobowe to wytwór ludzkiej wyobraźni, inspirowanej strachem, że wszystko ogranicza się do tego, co tu i teraz. W 2008 r. Alexander ciężko zachorował na zapalenie opon mózgowych – poinformował dziennik „The Daily Telepgraph”. Rokowania dotyczące jego dalszych losów były bardzo złe. W pewnym momencie przestała funkcjonować ta strefa jego mózgu, która odpowiedzialna jest za wyrażanie emocji oraz procesy myślowe. Zapadł w tzw. śmierć kliniczną. Dr Alexander twierdzi, że w tym samym czasie, kiedy lekarze zdiagnozowali u niego ten ciężki stan, on doznał czegoś, co potem kazało mu całkowicie zmienić sposób myślenia. Naukowiec, który na temat swoich doświadczeń napisał książkę pt.: „Proof of Heaven”, uważa, że balansując na granicy życia i śmierci, otrzymał dowody naukowe na to, że człowiek wcale nie traci swojej świadomości wraz z nadejściem momentu śmierci fizycznej. Uwierzył, że życie po życiu istnieje.

Dzisiejsza liturgia Słowa ukazuje dwie sceny wskrzeszenia zmarłych. Pierwszego wskrzeszenia dokonuje prorok Eliasz, o czym czytamy w pierwszej lekcji  (1 Krl 17,17-24). Natomiast w ewangelii zawarty jest opis wskrzeszenia przez Jezusa młodzieńca z Nain (Łk 7, 11-17). Po raz kolejny więc Boże Słowo pokrzepia naszą wiarę i daje nam nadzieję na życie po życiu. Nie jest to jednak nadzieja płonna. To nadzieja, która zawieść nie może – „Spes non confundit” (Rz 5,5), ponieważ jej gwarantem jest sam Bóg.

Czy jednak zapewnienie nas o życiu wiecznym wyczerpuje przesłanie Bożego Słowa, które pod rozwagę poddaje nam dzisiaj Matka Kościół? Wydaje się, że myśl, nad którą mamy podjąć refleksję dotyczy nie tyle nawet śmierci ciała, co śmierci ducha. Pogrzebanym bowiem można zostać już za życia. To nie zejście z tego świata jest końcem naszego istnienia. Prawdziwym końcem jest śmierć duchowa, utrata relacji ze Stwórcą i zanik wiary.

Warto więc zastanowić się dzisiaj, czy życie które prowadzimy jest rzeczywiście autentycznym życiem, czy może jego namiastką. Tak wielu ludzi doświadcza śmierci już za życia. Jest to śmierć, której sami nie dostrzegają. Widzą ją natomiast bardzo często właśnie matki, które płaczą nad duchową śmiercią swoich dzieci, i składając ręce do modlitwy, każdego dnia proszą Boga o łaskę nawrócenia dla nich. Można odnieść wrażenie, że o wiele łatwiej przychodzi Jezusowi wskrzeszać umarłych fizycznie i biologicznie, niż tchnąć życie wiary w ludzi umarłych duchowo. To jednak nie wrażenie. To smutny fakt! Istotnie, łatwiej Bogu wskrzesić człowieka z martwych, niż nawrócić grzesznika. Dlaczego? Ponieważ Bóg szanuje wolną wolę człowieka i jego wybory. O ile do momentu śmierci każdy z nas sam o sobie decyduje, o tyle w momencie zejścia z tego świata, o naszej przyszłości decyduje już Bóg – Miłosierny Sędzia, a może lepiej – o naszej przyszłości decyduje nasza przeszłość.

Tak wielu ludzi żyje bez Boga. Pogrążeni w swoich grzechach są niczym „żywe trupy”. Ich śmierci nikt nie dostrzega, nie żałuje, nie opłakuje. Śpią dla Tego, który jako jedyny może ich zbudzić. Śpią dla Boga. Pogrążeni w śnie ludzkich słabości, namiętności i grzechów. Taka jest właśnie historia Szawła ukazana w drugim czytaniu (Ga 1, 11-19), który sam takiej śmierci doświadczył, ale który doświadczył także prawdziwego duchowego zmartwychwstania.

I jeszcze jedno – śmierć wiary dotyczy nie tylko grzeszników. Mogą jej doświadczyć również ci, którzy sprowadzają wiarę do drętwych zwyczajów, przyzwyczajeń, rytuałów, układów. Zewnętrznie wszystko wygląda idealnie, ale we wnętrzu, w sercu nie ma żadnej relacji z Bogiem, żadnej autentycznej wiary, żadnej miłości.

Doktor Eben Alexander nie tylko otrzymał drugie życie w sensie fizyczno-biologicznym. Otrzymał coś więcej – został wskrzeszony do życia wiarą. Jest więc i nadzieje dla nas, jeśli gaśnie w nas życie wiary. Również dla nas istnieje możliwość wskrzeszenia. Trzeba jedynie pozwolić działać Bogu.

Polecam utwór grupy Love Story – „Talitha kum”

 

comments